Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Wprowadzenie do Biblii
źródło: Wikipedia: Luigi Sciallero, Milosierny Samarytanin, XIX w.
  • 2 kwietnia 2016
  • komentarzy
  • 869 wyświetleń
  • lubi to!

Miłosierdzie w czynie

ks. Mariusz Rosik

A oto jakiś znawca Prawa powstał i próbując Go podejść, powiedział: Nauczycielu, co mam czynić, żeby osiągnąć życie wieczne? A On odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? Ten zaś odpowiadając rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga twego, całym twoim sercem, całą duszą twoją, wszystkimi siłami twymi i całym umysłem twoim, a bliźniego twego jak siebie samego. Rzekł mu tedy: Dobrześ odpowiedział. Czyń to, a będziesz żył. On zaś, chcąc się usprawiedliwić, powiedział do Jezusa: A któż jest moim bliźnim? Wtedy Jezus podejmując pytanie rzekł: Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł między zbójców. Ci obrabowali go, pobili dotkliwie i zostawiwszy na pół żywego, odeszli. I zdarzyło się, że przechodził tamtędy pewien kapłan. Zobaczywszy go, poszedł jednak dalej. Podobnie i pewien lewita, choć był koło tego miejsca i widział go, poszedł dalej. Aż oto pewien Samarytanin, odbywając podróż, gdy był już obok niego i zobaczył go, ulitował się nad nim. Zbliżył się do niego, opatrzył jego rany, zwilżając je oliwą i winem, a potem, usadowiwszy go na swoim zwierzęciu, zawiózł go do gospody i opiekował się nim. (Następnego dnia wydobył dwa denary, wręczył je właścicielowi gospody i powiedział: Opiekuj się nim, a jeśli wydasz coś ponadto, wszystko ci oddam, gdy będę wracał. Jak ci się wydaje: Któryż z tych trzech okazał się bliźnim tego, co wpadł między zbójców? Odpowiedział: Ten, który okazał mu miłosierdzie (Łk 10, 25-37).

Jedna z najpiękniejszych przypowieści Jezusa, przypowieść o pewnym mieszkańcu Samarii, który odruch współczującego serca zamienił w czyn miłosierdzia, do dziś dnia prowokuje, skłania do refleksji i stawiania pytań. Ale przede wszystkim jest zwierciadłem – zwierciadłem czystym, które z największą wyrazistością odbija każdy odruch egoizmu. Przypowieść ta jest stosunkowo krótka. Łukasz zmieścił ją zaledwie w kilku wierszach (Łk 10,30-35). Te kilka prostych zdań stają się dobrą okazją, by poznać czasy i miejsca, o których mowa w przypowieści, by zastanowić się nad wierzeniami i zwyczajami tak Żydów, jak Samarytan, by postawić sobie pytanie a motywację naszych działań i odniesienie do Boga.

Za czasów Jezusa Jerycho, jako położona 230 metrów pod poziomem morza oaza na Pustyni Judzkiej, było miastem dobrze prosperującym. Prawdopodobnie mieszkało tam wielu kapłanów sprawujących służbę w Jerozolimie. Droga łącząca oba miasta, licznie uczęszczana przez kupców, znana była z licznych grabieży, dokonywanych zwłaszcza przez wypasających swe stada w pobliżu Beduinów. Jezus zauważa, że „pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha”. Czasownik „schodzić” ukazuje topografię Judy, uwidacznia bowiem fakt, że Jerycho było położone niżej niż Jerozolima. Obydwa miasta dzieliła odległość około 27 kilometrów.

Niewinny podróżny został napadnięty przez zbójców. Ponieważ użyty przez Łukasza rzeczownik lestes („zbójca”) często używany był w odniesieniu do zelotów, gorliwych nacjonalistów wszelkimi sposobami walczącymi z Rzymem, stąd niektórzy egzegeci dopuszczają możliwość świadomego wskazania przez Jezusa na członków tego ugrupowania. Zeloci zwykli napadać na tych, co do których sądzili, że nie służą Bogu w należyty sposób. Jeśli jednak ofiarą padał Żyd, nie pozbawiali go życia. W końcu to ich rodak. A to, że poszkodowany w przypowieści Jezusa był Żydem, nie ulega wątpliwości. Czyny „zbójców” ukazane są przez pryzmat gradacji: obnażenie – zadanie ran – pozostawienie „na pół umarłego”. To crescendo wskazuje na dramatyzm sytuacji poszkodowanego i na konieczność szybkiego udzielenia pomocy.

Pomocy tej jednak nie udzielili ani przechodzący obok kapłan, ani lewita. Obydwaj należeli do pokolenia Lewiego, z którego pierwszym kapłanem był Aaron. Kapłaństwo początkami sięga czasów Mojżesza. Dużego znaczenia nabrało w czasach monarchii, gdy świątynia stała się instytucją narodową. Hierarchia wśród kasty kapłańskiej zaczęła być silnie widoczna w czasach po niewoli babilońskiej. Ponieważ kapłani i lewici pozbawieni byli ziemi, inne pokolenia miały obowiązek utrzymywania ich z ofiar i dziesięcin (Lb 18,8-13.20-21). Służba była nie tylko czynnością zaszczytną, ale także dostarczała żywności pełniącym ją kapłanom i ich rodzinom. Jedynie kapłanom wolno było wejść do sanktuarium i zbliżać się do ołtarza, na którym składali przepisane prawem ofiary zbiorowe i indywidualne. Do nich należało palenie kadzidła, zapalanie świateł w sanktuarium i błogosławienie ludzi. Pomimo tego, że status kapłanów był wyższy niż status lewitów, niekiedy wykonywali czynności przeznaczone dla tych ostatnich (śpiew psalmów, kontrole wchodzących na poszczególne dziedzińce). Kapłanów dopuszczano do służby świątynnej zazwyczaj po ukończeniu dwudziestego roku życia, choć według prawa mogli być przyjęci również w młodszym wieku.

Kapłan, należący bez wątpienia do klasy o wysokiej pozycji społecznej, „minął”  potrzebującego. Kapłan również „schodził”, a więc odbywał drogę z Jerozolimy do położonego niżej Jerycha. Niektórzy egzegeci uważają, że kierunek podróży kapłana zwiększa jeszcze jego winę. O ile bowiem zmierzając do Jerozolimy (a więc do świątyni), mógłby być bardziej zatroskany o czystość rytualną, o tyle kierunek przeciwny (z Jerozolimy do Jerycha) zmniejsza stopień takiej troski. Jeśli kapłan przypuszczał, że leżący przy drodze człowiek jest martwy, wówczas mógł usprawiedliwiać swoje zachowanie nakazem Prawa: „Kapłan nie będzie się narażał na nieczystość z powodu zwłok zmarłego krewnego, chyba tylko z powodu najbliższych krewnych, z powodu matki, ojca, syna, córki, brata, siostry dziewicy, która jest mu szczególnie bliska, ponieważ nie należy do żadnego męża. Z jej powodu może się narazić na nieczystość rytualną” (Kpł 21,1-3). Niemniej jednak, interpretując przepis Księgi Kapłańskiej, Miszna stwierdza, że jeśli leżące ciało martwego człowieka jest nagie, wówczas przepis ten nie obowiązuje. O takim właśnie przypadku traktuje przypowieść, gdyż zbójcy „obdarli z szat” nieszczęśnika. Zachowanie lewity z przypowieści Jezusa jest identyczne z postawą kapłana. Czytelnik może jedynie domyślać się, że „minięcie” potrzebującego pomocy człowieka mogło wypływać z motywów religijnych, wśród których szczególną rolę odgrywała troska o czystość rytualną.

Kolejnym przechodniem obok poranionego człowieka okazał się Samarytanin. Użyty w tekście przypowieści czasownik „wzruszyć się do głębi” często w Nowym Testamencie ma za podmiot samego Boga. Użycie więc tego samego czasownika na opis czynu Samarytanina posłużyć może interpretacji, według której otrzymane od Boga miłosierdzie rozciągnąć należy na wszystkich ludzi. W przypadku, gdy czasownik stosowany jest przez Łukasza do czynów Jezusa, wskazuje on na nadprzyrodzony charakter tych czynów. Stwierdzenie podejścia czy przybliżenia się przechodnia do rannego stoi w kontraście z „minięciem” leżącego człowieka przez kapłana i lewitę. Można przypuszczać, że do „opatrzenia ran” Samarytanin posłużył się własną szatą, którą musiał rozedrzeć na części nadające się do obwiązania zranionych miejsc ciała. Typowym środkiem medycznym powszechnie stosowanym była oliwa i wino: wino służyło do odkażenia ran, oliwa natomiast stanowiła środek kojący. Stan zranionego nie pozwalał mu na samodzielne utrzymanie się na nogach, w związku z czym Samarytanin odstępuje mu własne zwierzę, sam zapewne kontynuując wędrówkę pieszo. Gospodę stanowiło często jednoizbowe pomieszczenie, wspólne dla zwierząt i ludzi, w którym można było schronić się na noc. Często otoczone było murem, aby chronić przed zwierzętami mogącymi dokonać szkód. Zwrot „pielęgnował go” wskazuje prawdopodobnie na fakt, że podróżny czuwał przy rannym aż do rana. Suma dwóch denarów, którą otrzymał od Samarytanina gospodarz za wyżywienie i opiekę nad chorym, wydaje się wystarczająca, jeśli brać pod uwagę fakt, że denar stanowił dzienny zarobek przeciętnego robotnika. Zapewnienie o ewentualnym zwrocie większych kosztów uwypukla hojność Samarytanina.

Historia egzegezy zna liczne alegoryczne interpretacje przypowieści. Według nich najczęściej pod postacią Samarytanina, który okazuje miłosierdzie, widzieć należy samego Chrystusa. Przez długie stulecia posługiwano się w Kościele propozycją Augustyna, według której człowiek napadnięty i pobity to Adam lub cała ludzkość dotknięta przez grzech. Augustyn nie był zresztą oryginalny w swoim pomyśle. Uprzedził go Orygenes, który spekulował: „Jerycho często jest obrazem obecnego świata. Tak na przykład w Ewangelii ,człowiek, który zstępował z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców, jest obrazem Adama usuniętego z raju i wygnanego na świat. Także niewidomi z Jerycha, do których przyszedł Jezus, aby im wzrok przywrócić, byli obrazem ludzi świata pogrążonych w mrokach niewiedzy. Otóż Jerycho, czyli obecny świat, przeznaczony jest na zagładę. Zresztą zniszczenie świata od dawna zapowiedziane jest w księgach świętych” (Homilia do Księgi Jozuego 6, 4).

Rozbójnicy w interpretacji biskupa Tagasty to diabeł i jego aniołowie; kapłan i lewita reprezentują kapłaństwo i służbę świątynną Starego Testamentu, które nie mogą posłużyć do zbawienia. Samarytaninem jest sam Chrystus. Olej i wino to oczywisty symbol sakramentów Kościoła. Samym Kościołem jest gospoda, natomiast jej właściciel to duszpasterz. Dwa denary, które gospodarz otrzymał na pielęgnację chorego, to dwa Testamenty, Stary i Nowy. Samarytanin obiecuje powrócić, jak Chrystus zapowiada swą paruzję.

Biorąc pod uwagę kontekst przypowieści, można bardziej precyzyjnie wysupłać jej przesłanie. Czy chodzi tylko o miłość bliźniego? Gdyby tak było, wystarczyłoby skorzystać ze zwykłej zasady potrójności: dwóch pierwszych przechodniów mija poszkodowanego, a zatrzymuje się jedynie trzeci, który staje się wzorem miłosierdzia. Nie musiałby pojawić się ani kapłan, ani lewita. Gdyby chodziło o tendencje antyklerykalne, wystarczyłoby sługom świątyni przeciwstawić zwykłego świeckiego Żyda, nie Samarytanina. Przesłanie byłoby jasne: ci, od których wymaga się okazania miłosierdzia, zaniedbali swój obowiązek, a zwykły, być może żyjący z dala od Boga człowiek, spełnił Jego wolę. Gdyby chodziło o ukazanie przykładu miłości wobec nieprzyjaciół, wówczas to Samarytanin byłby poszkodowany. To on musiałby leżeć przy drodze. Tymczasem tu chodzi o coś innego: by uczyć się miłości od nieprzyjaciela.

W grudniu 1984 roku Jan Paweł II opublikował encyklikę Salvifici doloris – o zbawczej mocy cierpienia. Zachęca, by każdy naśladowca Chrystusa stawał się dobrym Samarytaninem wobec cierpiącego bliźniego, kimkolwiek by on nie był: „Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie należy do ewangelii cierpienia, wskazuje bowiem, jaki winien być stosunek każdego z nas do cierpiących bliźnich. Nie wolno nam ich mijać, przechodzić mimo z obojętnością, ale winniśmy przy nich zatrzymywać się. Miłosiernym Samarytaninem jest każdy człowiek, który zatrzymuje się przy cierpieniu drugiego człowieka, jakiekolwiek by ono było. Owo zatrzymanie się nie oznacza ciekawości, ale gotowość. Jest to otwarcie jakiejś wewnętrznej dyspozycji serca, które ma także swój wyraz uczuciowy. Miłosiernym Samarytaninem jest każdy człowiek wrażliwy na cudze cierpienie, człowiek, który wzrusza się nieszczęściem bliźniego” (Salvifici doloris, 28-29).


więcej tekstów autora

ks. Mariusz Rosik

prof. dr hab., kapłan Archidiecezji Wrocławskiej. Wykładowca Papieskiego Wydziału Teologicznego i Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się teologią Nowego Testamentu, egzegezą Ewangelii synoptycznych oraz starożytną historią Żydów. Prowadzi stronę http://www.rosik.archidiecezja.wroc.pl/

Polecamy

O Salomonie i królowej Saby

Marcin J. Chwałek

Maryja - Matka Kościoła

Sławomir Zatwardnicki

partnerzy