Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Wprowadzenie do Biblii

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Gustave Dore, Jonasz wypluty prze rybę, XIX w
  • 8 listopada 2016
  • komentarzy
  • 2 906 wyświetleń
  • lubi to!

Księga Jonasza. Jaka jest prawda?

Anna Świderkówna

Przez długie wieki zarówno chrześcijanie, jak i Żydzi ani przez chwilę nie wątpili, że każde opowiadanie w Biblii musi być tekstem historycznym, który będzie relacjonował z bezwzględną dokładnością to, co się rzeczywiście wydarzyło. Nikt nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, że istnieje niezliczone bogactwo gatunków i form literackich, z których każda może stać się naczyniem Bożego Objawienia, wszystkie zaś wyrażają własną prawdę i pełnią własną funkcję w życiu kulturowym i duchowym.

Wątpliwości
Jonasz z Księgi Jonasza nie ma poza imieniem nic wspólnego z prorokiem z VIII wieku p.n.e., a opowiedziana w niej historia z pewnością nie jest historyczna. Niekiedy chrześcijanom nasuwają się tu pewne wątpliwości, przecież Jezus powołuje się na znak Jonasza i to wielokrotnie. Odpowiedź jest prosta, my dzisiaj w rozmowie czy dyskusji możemy się też powołać na przykład na dylemat Hamleta albo mówić o Kmicicu, chociaż nie są to postaci historyczne. Poza tym autor Księgi Jonasza nie dba wcale o prawdopodobieństwo, a tym bardziej o dokładność historyczną. Sam żył najprawdopodobniej w IV wieku, może w V, ale tego nie wiemy dokładnie. Wskazują na to między innymi liczne arameizmy w jego języku, w pewnym sensie jest to język hebrajski zniekształcony aramejskim, który po powrocie z wygnania był językiem powszechnie używanym.

Niniwa została zburzona ostatecznie w 612 roku przed Chrystusem i jest dla autora Księgi Jonasza po prostu symbolem miast należących do zamierzchłej przeszłości, po prostu symbolem całego świata pogańskiego, dla- tego musiała być aż tak wielka, że Jonasz potrzebował trzech dni, żeby ją przejść (nie było takich miast w starożytności), i jednocześnie była nie tylko wielka, ale zdecydowanie zła. Autor księgi nie przejmował się szczegółami historycznymi, mieszkańców Niniwy nazywa Niniwitami, choć takiego ludu nie było, byli zaś Asyryjczycy; autor musiał wiedzieć też, że żaden z proroków Izraela nie otrzymał nigdy takiej misji, jaką otrzymał Jonasz – wszyscy wprawdzie głosili gniew Boży grożący wrogom narodu wybranego, często też zapowiadali ich zagładę, lecz czynili to zawsze co najwyżej w Samarii, jeżeli nie w Jerozolimie, nigdy zaś w samym sercu świata pogańskiego, w stolicy najpotężniejszego z pogańskich państw. Nieznanemu nam z imienia autorowi tej księgi nie chodziło jednak o historię, lecz o jego własne dziś, o teraźniejszość, o ludzi, którzy wokół niego żyli i, przekonani o słuszności swego rozumowania, nie potrafili już słuchać Boga, a nawet chcieli Go o swej słuszności przekonać. Dla nich to właśnie zbudował swoje opowiadanie o Jonaszu, a zbudował je nader misternie.

Aktorzy i miejsce akcji
W tej księdze jest ogromna porcja nadziei przez cały czas, a brakuje jej tylko Jonaszowi. Z literackiego punktu widzenia Księga Jonasza, nie będąc czystym midraszem, stanowi komentarz do jednego z tekstów mało znanego proroka Joela. Precyzyjniej będzie powiedzieć o Księdze Jonasza jako o teologii narracyjnej, teologii wyrażanej w opowiadaniu. We wstępie autor nie określa ram czasowych opowiadania (nie podaje, za jakiego króla działa Jonasz), nie nazywa Jonasza prorokiem, nie wspomina jego pochodzenia. Już to powinno wystarczyć, żeby nas uprzedzić, iż wchodzimy w sferę ponadczasową, w pewnej mierze ahistoryczną. Akcja rozgrywa się kolejno na dwóch scenach, na morzu i w Niniwie, wśród aktorów główna rola przypada przez cały czas Bogu, On ostatecznie wszystkim kieruje, choć na początku może się zdawać, że jest inaczej. Pozostali zaś aktorzy to Jonasz, poganie, pogańscy żeglarze na morzu, a w Niniwie mieszkańcy tego miasta. W tej grze Jonasz jest jedynym prawdziwym partnerem Boga, ale partnerem niechętnym, upartym i opornym, zdecydowanie pro- testującym. Jonasz na to wezwanie Boga wstaje od razu i rusza w drogę, jak uczyniłby każdy inny prorok, tylko że Jonasz rusza w kierunku odwrotnym, niż powinien iść, bo idzie na zachód, a nie na wschód. Wstał, aby uciec do Tarszisz, jak najdalej od Boga. W Starym Testamencie udać się do Tarszisz to pojechać na koniec świata. Prorocy nieraz bronili się przed powołaniem, wymawiał się Jeremiasz, wymawiał się nawet Mojżesz, żaden z nich jednak nie powiedział swojemu Bogu tak zdecydowanie „nie”, jak czyni to Jonasz.

Dlaczego? Autor księgi świadomy swojej sztuki mówi na początku bardzo niewiele, tyle tylko, ile potrzeba, by spotęgować napięcie. Dopiero pod koniec sam Jonasz wyjawi czytelnikowi całą prawdę. Jonasz, uciekając od Boga, jakby dobrowolnie pogrąża się w śmierci, Bóg jednak nie pozwoli, by nieposłuszeństwo proroka miało pokrzyżować Jego plany, nie pozwoli, by uparty Jonasz sam się zgubił. Bóg objawia się jako władca morza, które jest Mu bezwzględnie uległe, choć właśnie morze w mitach krajów sąsiednich uosabia zazwyczaj potęgę wrogą wszystkiemu, co żyje, a groźną także i dla Boga. Bóg zsyła gwałtowny wiatr i wielką burzę. Przerażeni żeglarze robią, co mogą, ale mogą bardzo niewiele. Zrzucają w morze ładunki, by odciążyć statek, i modlą się, każdy do swego boga. Jedynie Jonasz pozostaje poza tym wszystkim, całkiem jakby nie należał do świata żyjących. Dopiero kapitan schodzi na dół i budzi go, wzywając, by on także prosił swego Boga o ratunek. Jonasz jest jednak przekonany, że dla niego ratunku nie ma, on jeden wie, skąd się ta burza wzięła. Ludzie na pokładzie rzucają losy, by dowiedzieć się, kto jest przyczyną tego kataklizmu, i los pada na Jonasza. Ten się nie dziwi wcale i kiedy pytają go, kim jest i skąd pochodzi, odpowiada, że jest Hebrajczykiem i czci Boga, który stworzył ląd i morze. Jonasz nazywa siebie Hebrajczykiem, tak się nazywali Izraelici, tak byli nazywani Izraelici przez swoich sąsiadów i tak oni sami siebie określali, kiedy mówili do pogan. Jonasz tłumaczy poganom, kto to jest Jahwe, i posługuje się takimi pojęciami, jak ląd i morze. Dowodzi tym samym całkowitej nielogiczności swego postępowania, bo jakże mógł sobie wyobrażać, że zdoła uciec przed takim Bogiem.

Jak się zdaje, żeglarze lepiej od Jonasza rozumieją konsekwencje jego wyznania. Zdjęci przerażeniem, pytają jego samego, co mają robić. Jonasz widzi tylko jedno rozwiązanie, jak najszybciej trzeba wrzucić go w morze. Szlachetni poganie usiłują go jeszcze ocalić, wiosłując z wszystkich sił, żeby być trochę bliżej lądu, w końcu jednak muszą ustąpić przed szalejącym żywiołem. Proszą wtedy Boga, by nie policzył im za grzech tego, że starają się wypełnić jego wolę. To jest modlitwa pogan! Serce Jonasza zamknęło się tak mocno w swoim „nie” i niezłomnym przekonaniu o własnej słuszności, że jego wiara jest już tylko czysto intelektualnym uznaniem wszechmocy Boga. Nie próbuje nawet modlić się do Niego i wybiera śmierć jako jedyne wyjście. O ileż pobożniejsi od tego proroka są ci poganie, żeglarze: najpierw modlą się, każdy do swego boga, później, widząc potęgę Jahwe, spełniają Jego wolę z wielką wszakże bojaźnią, czy aby ją dobrze pojęli, a wreszcie, gdy po wyrzuceniu Jonasza do morza burza od razu się uspokaja, wtedy właśnie temu Jahwe składają ofiarę dziękczynną.

Wielka ryba i symbole
Jonasz nie zaznał śmierci, chociaż jej szukał. Bóg jest panem całej natury i może się posłużyć także zwierzęciem, by zmusić proroka do posłuszeństwa. Wielka ryba połknęła Jonasza, a po trzech dniach i trzech nocach wyrzuciła go na ląd, tak jak chciał tego Bóg. Dobrą ilustracją tego, że autorowi nie zależało na faktach i prawdopodobieństwie, jest właśnie pomysł z rybą ratującą Jonasza, a może nawet chodziło o to, żeby nie było prawdopodobne. Tak czy inaczej Jonasz wbrew swojej woli idzie w końcu do Niniwy i oznajmia tam – jak Bóg mu rozkazał – że jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona.

Owe czterdzieści dni to liczba symboliczna, zawsze czterdzieści jest liczbą symboliczną. To oczekiwanie, to zawsze jest okres przygotowania, postu i tutaj pokuty. Przecież czterdzieści dni i czterdzieści nocy Mojżesz przebywał na Górze Synaj, a prorok Eliasz szedł ku tej samej górze, zwanej górą Horeb, przez pustynię też przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy. W tej zapowiedzi kryje się już zalążek nadziei, bo jest to czas dany Niniwitom do opamiętania. I oto dzieje się rzecz niesłychana – Jonasz potrzebował trzech dni, żeby przejść całą Niniwę, ale wystarczył dzień jeden, aby ci poganie od razu się nawrócili, uwierzyli Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od najmniejszego do największego. Ten wór to ubranie pokutne, które jest zewnętrznym wyrazem nawrócenia. Również sam król rozpoczął pokutę i nakazał surowy post bez jedzenia i picia wszystkim przebywającym w Niniwie, tak ludziom, jak i zwierzętom (mnie zawsze żal tych zwierząt, przecież one nie wiedziały, że trzeba pościć). Chodziło o pokazanie powszechności pokuty. Ta powszechna pokuta jest niejako apelem zwróconym do Boga, żeby odwrócił się od swych zamysłów i okazał miłosierdzie ludziom skazanym na zagładę.

Nieznane obyczaje Boga
Historia owego cudownego nawrócenia Niniwy, dumnego miasta, brutalnych i nieznających litości wojowników, miała w zamierzeniu autora księgi poruszyć serca jego własnych rodaków. Przez wieki coraz to inny prorok wzywał, napominał, groził, zaklinał, a wśród Izraelitów nic się nie zmieniało. Synowie Izraela nie chcieli się nawrócić, nie umieli uwierzyć. Jeden z ostatnich królów Izraela, Jojakim, który panował w latach 609–598, nie tylko nie słuchał wezwań Jeremiasza, nie tylko prześladował go, lecz nawet zwój z jego wyroczniami sam własnoręcznie podarł i kazał spalić kawałek po kawałku (por. Jr 36). Jakże inaczej postępuje król Niniwy, jego pogańscy poddani – dość było kilku słów proroka, by obudził ich wiarę w Jahwe i skłonił do nawrócenia. A wtedy zobaczył Bóg, co czynili, że postanowili odwrócić się od swego złego postępowania, i pożałował Bóg niedoli, jaką im zagroził i nie zesłał jej na nich. I to właśnie u Jonasza wywołało straszne oburzenie i niesmak. Tekst hebrajski mówi, że Jonasz rozzłościł się wielką złością. Dotychczas złość była cechą Niniwy, tutaj zaś prorok sam w ową złość wpada, dotąd się nie modlił, teraz w modlitwie daje wyraz swemu oburzeniu. „O Boże, czyż nie to miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju. Postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, że jesteś Bogiem łaskawym i miłosiernym, nieskorym do gniewu, pełnym miłości i litującym się nad niedolą”. Można by tu powiedzieć, że Jonasz w tym momencie zaczyna się nawracać, bo zaczyna rozmawiać z Panem Bogiem. Niemniej dalej Mu wymyśla.

Czytając ten tekst bez przygotowania, bardzo łatwo się zgubić. Jonasz przytacza w tym miejscu słowa niezmiernie ważne, z nieznacznymi tylko zmianami pojawiające się w różnych miejscach Biblii; stanowią one niejako charakterystykę Boga Przymierza, a zarazem najkrótsze może wyznanie wiary narodu wybranego. Jonasz przywołuje słowa działającego pod koniec VII wieku przed Chrystusem proroka Joela (2, 12–14): Wyrocznia Pana, nawróćcie się do Mnie całym swym sercem przez post, płacz i lament, rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty. Nawróćcie się do Pana, Boga waszego, On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą. Kto wie, może znów się zlituje i pozostawi po sobie błogosławieństwo plonów na ofiarę pokarmową i płynną dla Pana Boga waszego. Jonasz cytuje też niemal identyczne słowa z Księgi Wyjścia (34, 6–7). Można powiedzieć, że cała Księga Jonasza jest ilustracją właśnie tych słów. To jest midrasz, który wyrósł z Księgi Joela. Grzeszni- cy nawrócili się, pokutowali i Bóg darował im karę, okazując im raz jeszcze, że jest Bogiem łaskawym i miłosiernym. Dlaczego Jonasz tak bardzo się gniewa? Nasz prorok wie lepiej od Boga, gdzie jest słuszność, kto na litość na pewno nie zasługuje. I nie jest w tym odosobniony. Synowie Izraela od wieków wyglądali dnia, kiedy Bóg ukarze wszystkich bezbożników, przy czym nie wątpili, że nic im się nie stanie, bo są pobożni, a inni na żadną litość Bożą nie zasługują. Jahwe jest Bogiem miłosiernym, łaskawym, ale według Jonasza i jemu podobnych miał być Bogiem miłosiernym i łaskawym tylko dla nich, ale już nie dla pogan. Cała rzecz polega na tym, że Jonasz znał obyczaje swojego Boga, od początku się obawiał, że w ostatniej chwili cofnie swoją karzącą rękę, woli zatem uciec jak najdalej od Jego głosu, w nadziei że chociaż w ten sposób uda mu się przeszkodzić, by Bóg nie okazał się Bogiem miłosiernym i łaskawym również dla Niniwy. A kiedy Niniwici się nawracają i wobec tego Jonasz powinien być zadowolony, to jest wściekły, nie chce w ogóle rozmawiać z Bogiem. Wtedy Jonasz buduje sobie szałas na wschód od Niniwy i stamtąd obserwuje miasto, tak jakby jeszcze miał nadzieję, że może Niniwitom się znudzi pokuta, a Bóg zmieni swoje zdanie.

Wówczas Bóg jeszcze próbuje nawiązać rozmowę z Jonaszem i sprawia, że nad tym szałasem wyrasta wielka roślina, prawdopodobnie tamtejszy rycynus, dlatego że on w Palestynie wyrasta bardzo wielki i bardzo łatwo więdnie, jeżeli coś mu się stanie. Najpierw Bóg sprawił, że w ciągu jednej nocy nad głową Jonasza wyrósł w cudowny sposób wielki krzew zapewniający bardzo pożądany w palestyńskim upale cień. A o świcie dnia następnego Bóg ze- słał robaczka i krzew nadgryziony przez tego Bożego posłańca od razu usechł. Nieco później Bóg zesłał jeszcze wiatr wschodni, pustynny, palący. Jonasz jest bliski omdlenia i pragnie tylko śmierci, ale już nawet nie prosi o nią Boga. Bóg pyta go wtedy, czy słusznie się gniewa z powodu uschnięcia cudownej rośliny. Prorok twierdzi stanowczo, że gniewa się słusznie i to aż do śmierci, ale Bóg właśnie z historii tego krzewu wywodzi końcową zaskakującą naukę. Tobie żal rośliny, w którą nie włożyłeś żadnego trudu ani nie zabiegałeś o to, żeby rosła. Była córką jednej nocy i jednej nocy zginęła, a czyż mnie nie musi być żal Niniwy, wielkiego miasta, gdzie żyje więcej niż 120 tysięcy ludzi, którzy nie umieją odróżnić ręki prawej od lewej, a ponadto takie mnóstwo zwierząt”.

Nieumiejętność odróżnienia lewej ręki od prawej oznacza nieumiejętność odróżniania dobra od zła, co zmniejsza ich odpowiedzialność. Przywołanie na końcu zwierząt jest też wezwaniem do Jonasza, by dzielił z Nim współczucie. Ponadto pytanie, które Bóg skierował do Jonasza, odnosi się nie tylko do niego i nie przede wszystkim do niego…

Anna Świderkówna, O przypowieściach, św. Pawle i Apokalipsie, Wydawnictwo M, Kraków 2014.


więcej tekstów autora

Anna Świderkówna

ur. 5 grudnia 1925 w Warszawie, zm. 16 sierpnia 2008 tamże – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii

Polecamy

Święta Rosz haSzana i Jom Kipur

Bella Szwarcman-Czarnota

Trójjedyny w Biblii? cz.1

Anna Świderkówna

Jeremiasz (Jeremi)

Marcin Majewski

partnerzy