Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Wprowadzenie do Biblii
źródło: Shutterstock
  • 18 sierpnia 2015
  • komentarzy
  • 1 978 wyświetleń
  • lubi to!

Jak czytać przypowieści?

Anna Świderkówna

Jak czytać przypowieści, żeby odróżnić w nich to, co jest najważniejsze, to, o co chodziło Panu Jezusowi, i jak umieć odrzucić to, co jest zupełnie niepotrzebne, to, co jest ozdobnikiem, takim kwiatkiem do kożuszka? Jak szukać tego, co najważniejsze, i jak zauważyć rzeczy, które nie są istotne dla treści nauczania Jezusowego?

Zobaczmy to na przykładzie słów z Ewangelii św. Mateusza 13, 31–32. „Przedłożył im inną przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach”.

O co chodzi Jezusowi w tej przypowieści? On nam przecież nie wykłada ornitologii i nie o to chodzi, żebyśmy się dowiedzieli, że ziarnko gorczycy rozwija się w drzewo i że ptakom ta gorczyca specjalnie odpowiada. W takim przypadku trzeba zawsze się zastanowić, o co chodzi w głównym nurcie przypowieści. I tutaj jest bardzo wyraźnie podkreślone, nawet z pewną przesadą, gdy zostaje powiedziane, że ziarnko gorczycy jest najmniejsze ze wszystkich nasion, choć nie jest najmniejsze, o czym dobrze wiedziano już w czasach Jezusa (ziarno gorczycy jest wielkości ozdobnej główki szpilki). W podkreśleniu, że z najmniejszego ziarenka wyrasta wręcz drzewo, na którym mogą gnieździć się ptaki, chodzi o wykazanie, że nawet coś tak małego jak gromadka uczniów Jezusa może urosnąć w coś potężnego. Gdyby nawet ktoś mógł przewidzieć zamiary Jezusa, to przecież nikt nie mógł wziąć poważnie tego, co Jezus chciał zrobić z tą maleńką grupką nieprzygotowanych jeszcze apostołów. On dopiero musiał ich uczyć i tutaj zostało to pokazane. To jest ta bardzo ważna rzecz w przypowieści, została wypowiedziana, żeby podkreślić, że z czegoś bardzo małego wyrasta coś bardzo wielkiego. Może mało która przypowieść pasuje tak bardzo do historii Kościoła, bo gdybyśmy żyli w Palestynie w czasach Jezusa, to nie mogłoby powstać w niczyjej głowie coś takiego, że z ziarenka gorczycy wyrośnie olbrzymia wspólnota, jedyna, która przeżyła tyle wieków, w której działy się różne złe rzeczy, kiedy zdawało się, że za chwilę wszystko się zawali. Natomiast ptaki gnieżdżące się na drzewie gorczycy są tak naprawdę ozdobnikiem i ilustracją wielkości krzewu gorczycy.

W kolejnej przypowieści z Ewangelii św. Mateusza (20, 1–16) znowu możemy spróbować poszukać istoty nauczania przekazanego za pomocą przypowieści. „Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swojej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną, lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy, czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.

Muszę powiedzieć, że to jest moja ukochana przypowieść z różnych powodów, ale potrzebuje kilku wyjaśnień. Jesteśmy w Palestynie w czasie, kiedy winogrona dojrzewają, i trzeba je jak najszybciej zebrać. I właśnie dlatego gospodarz idzie na rynek wczesnym rankiem. Pojawiające się tu godzinowe określenia czasu nie odpowiadają naszym godzinom. Pierwsza godzina to jest rozpoczęcie dnia, czyli o wschodzie słońca. Godzina trzecia to nasza godzina dziewiąta, a szósta godzina dnia to jest nasze południe i największa spiekota. Godzina dziewiąta to jest nasza piętnasta (to też godzina śmierci Pana Jezusa na krzyżu), a jedenasta godzina dnia to jest nasza siedemnasta. I to jest przeważnie koniec pracy.

Mamy początek winobrania i gospodarz wychodzi wcześnie, żeby zabrać najlepszych robotników. Tutaj jest rzecz dosyć zaskakująca dla kogoś, kto zna troszkę Bliski Wschód – robotnicy, którzy mają przed sobą dzień pracy, zbyt łatwo godzą się na tego denara. Trudno wyobrazić sobie człowieka Wschodu, który by się nie targował o wysokość dniówki. Ten gospodarz jest niestrudzony, wychodzi na rynek jeszcze o godzinie trzeciej, szóstej, dziewiątej i wreszcie jedenastej. Ci, którzy idą za nim o godzinie jedenastej, mają tylko godzinę pracy przed sobą.

Przy następnych robotnikach nie było mowy o wynagrodzeniu. Robotników godziny jedenastej nikt wcześniej nie najął, nie była to kwestia ich niechęci do pracy. Gdy przyszła pora wypłacania dniówki, to pewnie musieli być zaskoczeni, gdy dostali po denarze. Nie protestowali, ale też zapewne, by nie zwrócić na siebie uwagi, niespecjalnie też dziękowali. Kiedy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną, lecz i oni otrzymali po denarze. Ale ci wystąpili ze swoimi pretensjami. Na ogół, czytając tę przypowieść, porównujemy jedynie czas pracy różnych grup najemników, a oni zwracają uwagę także na warunki tej pracy.

Jesteśmy skłonni przyznać im rację. Bo czy tak ma wyglądać sprawiedliwość? Pytanie to uderza w nas tym mocniej, jeżeli sobie przypomnimy, że gospodarz to nikt inny tylko sam Bóg.

Więc jak to jest z tą sprawiedliwością Boga? Bardzo piękny komentarz do tego tekstu znajdziemy w rabinicznej przypowieści. „Pewien król najął wielu robotników, był tam jeden, który pracował z nim przez wiele dni. Przyszli pracownicy odebrać zapłatę, a z nimi przyszedł i ów pracownik. Król rzekł do niego: Mój synu, ja wierzę w ciebie. Wielu tych ludzi pracowało ze mną niewiele, ja też dam im niewielką zapłatę, ale gdy idzie o ciebie, mam z tobą wiele do rozliczenia. Podobno Izraelici na tym świecie żądali od Boga zapłaty, a i poganie tego świata też zażądają zapłaty. Bóg mówi Izraelowi: Moi synowie, ja wejrzę na was, poganie na świecie mało ze mną pracowali, to ja im też dam małą zapłatę, ale gdy idzie o was, mam z wami wiele do rozliczenia”. Według słów ojca Augustyna Jankowskiego jest to doskonała ilustracja nastrojów panujących w Izraelu, które były jednak diametralnie różne od Jezusowego uniwersalizmu. Krótko mówiąc, Pan Jezus chciał, żeby oni się otrząsnęli z zadufania.

Niewątpliwie ta uwaga jest bardzo słuszna, ale jak mi się zdaje, można na ten tekst spojrzeć nieco inaczej, z punktu widzenia dzisiejszego chrześcijanina. Tam, gdzie Jezus mówi o Izraelu i o poganach, może chodzić także o nowy Izrael, jakim jest chrześcijaństwo, a pogan w dzisiejszym świecie nie brakuje. Oni to właśnie może staną kiedyś przed Panem jak ci robotnicy ostatniej godziny i z wielkim zdziwieniem przekonają się, że ich zapłata nie jest mniejsza od robotników godziny najwcześniejszej. „Obaj zaś niechaj nie pytają – jak pisze to Ojciec Święty Benedykt XVI – dlaczego to właśnie my mamy wypełniać całą służbę na rzecz wiary chrześcijańskiej, dlaczego – mimo że tyle innych dróg prowadzi do nieba i zbawienia – od nas wymaga się, abyśmy dźwigali dzień za dniem ciężar dogmatu i moralności chrześcijańskiej”. To jest ta skarga chrześcijan, robotników najwcześniejszych.

Pytając o zasadę i sens naszej chrześcijańskiej egzystencji, spoglądamy częstokroć w stronę innych ludzi, którzy także mają otwarty dostęp do nieba, choć ich życie wydaje się wygodniejsze. Jesteśmy tu podobni do robotników pierwszej godziny, o których mówi Pan w przypowieści o robotnikach w winnicy. Nie mogli pojąć, dlaczego męczyli się przez cały dzień, a gdy przyszło do wypłaty, ostatni otrzymali dokładnie tyle samo co oni. W naszych pytaniach o motywy chrześcijaństwa postępujemy tak samo jak owi robotnicy, zakładamy, że duchowe bezrobocie, to jest życie bez wiary i modlitwy, jest przyjemniejsze dla człowieka niż służba Bogu. Niewątpliwie dziwnym pojmowaniem służby chrześcijańskiej jest pogląd, że nie opłaca się być przez całe życie wiernym chrześcijaninem, skoro i bez tego można otrzymać wynagrodzenie w postaci owego denara zbawienia. Wygląda na to, że chcemy być wynagrodzeni nie tylko naszym zbawieniem, ale przede wszystkim nieszczęściem innych. Jak owi robotnicy pierwszej godziny. Jest to bardzo ludzki punkt widzenia, ale na pewno bardzo mało chrześcijański.

Ojciec Augustyn Jankowski OSB przytaczał bardzo piękną przypowieść rabiniczną. Pochodzi ona z IV wieku i może być też w jakiś sposób uwarunkowana przypowieścią Jezusa. Została ona wygłoszona jako mowa żałobna po śmierci pewnego zmarłego młodo rabina. „Pewien król najął wielką liczbę robotników. Zobaczył, że jeden z nich wyróżniał się wśród innych pilnością i zręcznością, wziął go więc za rękę i chodził z nim aż do wieczora. Gdy robotnicy przyszli po zapłatę, ów robotnik otrzymał tę samą sumę co wszyscy inni. Wtedy oni szemrali i mówili: Myśmy pracowali cały dzień, a ten tylko dwie godziny, a mimo to otrzymał pełną zapłatę. Król jednak odparł: W ten sposób nie czynię wam wcale krzywdy, ten robotnik wykonał w ciągu dwóch godzin więcej niż wy przez cały dzień. Tak rabin Bunbanchija więcej dokonał w ciągu swych dwudziestu ośmiu lat życia niż niejeden sędziwy uczony w Piśmie w ciągu lat stu”.

Niektórzy są trochę zgorzkniali z tego powodu, że muszą znosić ciężar chrześcijaństwa, czyli – jak pisał Benedykt XVI – dogmatów i moralności. Ale myślę, że warto dostrzec, że w drugą stronę działa to trochę odwrotnie. Znam parę osób, które nawróciły się w wyniku różnych wydarzeń, czasami jakiegoś cudowniejszego ozdrowienia czy po prostu dotknięcia łaski. I powiem, że każdy z tych ludzi, o których tutaj myślę, mówi: Jaki ja byłem głupi, że nie żyłem tak wcześniej. Oni ten okres, który można by nazwać okresem lekkoduchostwa, nazywają swoją głupotą. Ten, kto odnajduje pracę w trzeciej, szóstej godzinie, mówi: Jaki ja byłem głupi, że się nie nająłem do tego Pana! Myślę, że to jest świadectwo dla tych, którzy w pewnym momencie chcieliby sobie pogrzeszyć, tylko widzą, że nie wypada. Zgłaszający pretensje woleliby, żeby gospodarz był dla nich więcej niż sprawiedliwy, ale nie pozwalają mu być dla innych szczodrym. Tymczasem on chce być dla nich sprawiedliwym, a dla ostatnich hojnym. I nikt nic na to nie poradzi, jego odpowiedź nie pozwala na dalszą dyskusję, jego hojność jest przede wszystkim wolna. Ostatni akcent w odpowiedzi pada na słowo dobry. Głównym zatem rysem dziwnego gospodarza jest dobroć, dobroć, która daje darmo. To ta darmowość, której często nie rozumiemy. Dobrze by było, gdyby ci z nas, którzy nazywają się chrześcijanami, zawsze o tym pamiętali i nie skazywali pochopnie na potępienie jakiegoś „łotra”, przed którym Jezus umierający na krzyżu raj otwiera…

Anna Świderkówna, O przypowieściach, św. Pawle i Apokalipsie, Wydawnictwo M, Kraków 2014, s. 13-19


więcej tekstów autora

Anna Świderkówna

ur. 5 grudnia 1925 w Warszawie, zm. 16 sierpnia 2008 tamże – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii

Polecamy

W Chrzest Pański...

Grzegorz Cudotwórca

Droga Krzyżowa, VI

Józef Augustyn SJ

Rekolekcje

Redakcja

partnerzy