Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Wprowadzenie do Biblii

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: fot. Anna Dąbrowska
  • 18 grudnia 2015
  • komentarzy
  • 880 wyświetleń
  • lubi to!

Bóg stał się konkretnym człowiekiem

Anna Świderkówna

Otóż w 1989 roku w Genewie zawarłam znajomość z bardzo ciekawym człowiekiem, z religioznawcą, historykiem religii greckiej, profesorem Uniwersytetu Genewskiego. Nazywał się Jean Rudhardt. To bardzo ciekawy człowiek, który był absolutnym ateistą, kiedy się zabrał do studiowania religii greckiej, jak sam przyznał we wstępie do książki wydanej wiele lat później. Był przekonany, że studia nad religią grecką utwierdzą go w ateizmie. Tymczasem stało się inaczej. Otóż jako religioznawcę uderzyło go, że w różnych religiach spotyka się z mitem bóstwa, które zstępuje do podziemia, czyli jakby umiera, i potem z tego podziemia powraca. Ale to jest zawsze mit, coś, co się dzieje całkowicie poza historią. Natomiast tylko w chrześcijaństwie mamy fakt historyczny, to znaczy mamy człowieka, konkretnego człowieka, który się urodził i umarł konkretnego dnia, w konkretnym miejscu, i który, jak wierzą Jego wyznawcy, zmartwychwstał. Otóż, proszę państwa, ta konkretność Jezusa, ta historyczność jest tym, co z jednej strony może takiego człowieka, jak ów prof. Rudhardt, zafascynować, natomiast innych niewierzących może nawet odpychać. Byliby oni być może skłonni uznać jakieś bóstwo, ale nie tego konkretnego człowieka, syna konkretnego narodu.

Jeszcze jest jedna rzecz, o której my, pobożni chrześcijanie z kolei, też często zapominamy, otóż owo prawdziwe człowieczeństwo Jezusa. Przyczyniła się do tego stara teologia. Chodzi o przekonanie, że nowo narodzone Dzieciątko Jezus, nawet już w łonie Matki, miało wszechwiedzę Bożą. To, co teraz powiem, to nie jest moja hipoteza ani nie jest to hipoteza któregokolwiek z biblistów, tylko oficjalny dokument Papieskiej Komisji Biblijnej zatytułowany Biblia i chrystologia i opublikowany w 1984 roku. Dokument zestawia wszystko, co na podstawie Biblii wiemy o Chrystusie, co możemy powiedzieć o Chrystusie, nie wychodząc poza Pismo Święte. I tam jest powiedziane, że nie wiemy, w jakim momencie Jezus zdaje sobie sprawę ze swojego Synostwa, ale dzieje się to bardzo wcześnie, bo już 12-letni Jezus w świątyni wyraźnie o tym mówi, przeciwstawiając Józefa swojemu prawdziwemu Ojcu. To, że jest Synem – wracam tu do dokumentu Papieskiej Komisji Biblijnej – nie przeszkadza Mu być w pełni człowiekiem, który według tego samego Łukasza wzrastał w mądrości w latach i w łasce wobec Boga i wobec ludzi. Tak zyskiwał stopniowo, od dzieciństwa zapewne aż do śmierci na krzyżu, coraz jaśniejszą świadomość misji otrzymanej od Ojca. I to jest, proszę państwa, wyjaśnienie tego szczególnego zdania z Listu do Hebrajczyków: „I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał” (5, 8), to znaczy, że On stopniowo dojrzewał jako człowiek, bo był prawdziwym człowiekiem, a nie udawał tylko, że jest człowiekiem.

A człowieczeństwo to także warunki zewnętrzne, kraj, w którym się urodził i w którym wzrastał, język, jakim mówił. Językiem Jezusa był aramejski, o czym świadczą słowa Jezusa zachowane w języku oryginalnym, przede wszystkim w Ewangelii św. Marka. Raz jest to słowo Abba w modlitwie w Getsemani, które zresztą powtarza się potem u św. Pawła w Liście do Rzymian; potem Talitha kum, „dziewczynko, wstań”; Effatha, „otwórz się”, i słowa na krzyżu Eloi, Eloi, lema sabachthani, „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił”. To jest po aramejsku, nie po hebrajsku, bo św. Mateusz już troszeczkę zmienił i napisał Eli, Eli, a to jest hebrajski wołacz. Natomiast u Marka mamy strzępy własnej mowy Jezusa, języka aramejskiego.

Świat Jezusa to jest cały sposób myślenia, świat inny od naszego, świat, który jest odległy nie tylko w czasie, ale i w sposobie myślenia. I  my bez zrozumienia, bez poznania tego świata, w którym Jezus się urodził i żył, nie bardzo możemy Jego samego zrozumieć. Chociażby te aramejskie słowa. Słowo Abba to jest cała teologia w tym jednym słowie zawarta. Przypuszczam, że większość z państwa wie, o co chodzi. Po prostu to jest słowo wzięte z życia rodzinnego. Pobożni Żydzi mogli nazywać Boga Ojcem, ale Bóg był Ojcem Izraela jako ludu wybranego, był Ojcem każdego stworzenia jako Stwórca. Natomiast Jezus mówi do Boga Abba, używa słowa, jakim dziecko zwracało się do swego ojca, to jest jakby „tatusiu”, choć bez przesadnej poufałości. Dostosowała się do tego nawet biblijna greka. Tam gdzie Jezus mówi „Ojcze”, to grecka forma posługuje się mianownikiem zamiast wołaczem, ponieważ i aramejski, i hebrajski nie mają wołacza.

Uderzyło mnie, kiedy s. Kinga Strzelecka we wspomnieniach z Izraela przytacza taki moment, kiedy była w domu swoich przyjaciół Żydów i przybiegła córeczka jej przyjaciela i rzuciła się ojcu na szyję, wołając Abba! Jezus tym słowem zwracał się do swojego Ojca i już samo to świadczy o tym, że ten stosunek między Ojcem a Synem był zupełnie wyjątkowy. To się zresztą wyraża także w tym, że Jezus nigdy nie mówi „Ojciec nasz”, „Ojciec wasz”, lecz „Ojciec mój” albo po prostu „Ojciec”. Tylko kiedy dyktuje uczniom modlitwę, jaką mają odmawiać, mówi: „Będziecie mówić: Ojcze nasz”. On zawsze czyni różnicę, właśnie ta różnica wyrażona jest chyba najlepiej w tym jednym słowie Abba, w którym zawarła się cała teologia Synostwa Bożego Jezusa. Ale do tego, żeby to zrozumieć, musimy nie tylko wiedzieć coś z aramejskiego, ale i znać zwyczaje tych ludzi. Jeżeli ich nie będziemy znać, to nie zrozumiemy Jezusa.

Sekrety Biblii


więcej tekstów autora

Anna Świderkówna

ur. 5 grudnia 1925 w Warszawie, zm. 16 sierpnia 2008 tamże – polska historyk literatury, filolog klasyczny, papirolog, biblistka, tłumaczka; profesor Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzatorka wiedzy o antyku i Biblii

Polecamy

partnerzy