Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Opowieści biblijne

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Shutterstock
  • 29 sierpnia 2014
  • komentarzy
  • 1 172 wyświetleń
  • lubi to!

Zmagania z ciałem

Elżbieta Wiater

Jan Ewangelista zaczyna swoją Ewangelię od zdania pełnego treści i gęstego od znaczeń, ale także zadziwienia: Słowo stało się ciałem (J 1,1). Ponieważ w naszym języku mamy tylko jedno słowo na określenie ciała, trudno oddać pełnię Janowej myśli – w swoim prologu używa on greckiego sarks, czyli, tłumacząc bardzo dosłownie, mięso; ciało fizyczne, namacalne. Oznacza to, że Syn Boga – najdoskonalszy Byt – zaczął doświadczać świata w sposób zapośredniczony przez zmysły. Tym samym stał się podatny na cierpienie i śmierć, dotykały Go także pokusy, z którymi każdy z nas się mierzy a których źródłem jest nasza kondycja bytów duchowo-cielesnych.

Skrajności
Pokusy te, jak pisze Karol Wojtyła w „Miłości i odpowiedzialności”, przybierają formę jednej z dwóch skrajnych postaw wobec ciała: całkowitego podporządkowania się jego pragnieniom lub całkowitego odrzucenia cielesności.

Pierwsza z nich w ostatecznym rozrachunku powoduje, że zaczynamy traktować siebie i innych jak przedmioty. Gubi się wymiar ludzkiego ciała jako bytu materialnego będącego wyrazem duchowej rzeczywistości. Z poziomu osobowego soma degradujemy siebie wyłącznie do poziomu sarks. Oba słowa w grece oznaczają ciało, ale pierwsze z nich rozumie człowieka szerzej – jako żywą istotę, której życie zakorzenione jest w duchu a ciało jest jego wyrazem, ale nie pełnią. Dobrym przykładem są tutaj właśnie słowa: sarks odpowiada dźwięk, soma  – dźwięk wraz z tym, co oznacza. Świat osoby bezwolnie ulegającej potrzebom ciała staje się rzeczywistością pełną dźwięków, jednak nie ma w nim komunikacji, której istotą jest przecież przekazywanie treści a nie wypowiadanie pustych głosek.

Druga skrajna postawa wobec ciała – negacja – na pierwszy rzut oka wydaje się cnotą, zwłaszcza w świetle niektórych szkół ascetyki. Do tego w Biblii znajdziemy zachęty do umartwiania ciała, poddawania go w niewolę Ducha, Paweł zachęca chrześcijan do życia w czystości (por. 1 Kor 7,7-8), apostołowie zostawiają wszystko – także swoje rodziny – i idą za Panem. Przy radykalnej interpretacji małżeństwo jawi się jako droga bazująca na naturalnej potrzebie, ale przeznaczona dla słabszych duchowo. Całkowita negacja jednak, polegająca na złamaniu swojej natury, nie jest drogą chrześcijańską, gdyż do natury człowieka należy bycie cielesnym. Podstawowa prawda, od jakiej zaczyna się Biblia, brzmi: nasze ciało zostało nam dane przez dobrego Ojca i On też polecił nam rozmnażać się, byśmy napełnili ziemię (por. Rdz 1,28). Jezus w swoim nauczaniu i wybranej drodze życia nie neguje pierwotnego zamysłu Ojca – ukazuje jedynie głębszy wymiar: pomnażanie życia nie dotyczy tylko wymiaru cielesnego – Ojciec chce także naszego duchowego wzrostu. Fizyczne zrodzenie ma prowadzić do duchowego.

Klamra krzyża
Drogą do odnalezienia równowagi pomiędzy całkowitym pójściem za popędem seksualnym a zanegowaniem jego działania w nas jest krzyż. Zwykle kojarzymy go przede wszystkim z cierpieniem, tutaj jednak konieczne jest spojrzenie na wydarzenie paschalne od nieco innej strony, mianowicie pytania o motywację. Dlaczego Jezus składa ofiarę najpierw z pragnień seksualnych, nie zakładając rodziny, a potem z fizycznego życia, pozwalając się ukrzyżować?

Przywoływany tu już Jan Ewangelista w siedemnastym rozdziale swojej Ewangelii przytacza mowę arcykapłańską Jezusa w Wieczerniku (por. J 17) i w niej odnajdziemy stwierdzenia wyjaśniające motywację Pana: objawienie chwały Ojca i wypełnienie Jego woli. O tym, co stanowi jej treść, czytamy w kolei w Liście do Efezjan św. Pawła: Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów (dzieci) przez Jezusa Chrystusa (Ef 1,4). Za decyzją na celibat i krzyż stoi miłość Ojca do nas, miłość Jezusa do Ojca i posłuszeństwo Jego woli.

To trzy wyznaczniki, które wyznaczają drogę doskonałości: doświadczenie miłości Ojca, które prowadzi do pokochania Go ponad wszystko a to z kolei owocuje posłuszeństwem Jego woli. Mamy szukać Jego chwały, nie naszej, a najpewniejszą drogą do jej poznania jest zgoda na to, by nasze ciała były przemieniane działaniem Ducha Świętego, jak to miało miejsce z ciałem Chrystusa w momencie zmartwychwstania.

Nie mamy ulegać bezwolnie obecnym w nim instynktom, ale nie mamy też ich całkowicie negować: mają zostać poddane działaniu Ducha. I to działanie będzie prowadzić przez krzyż, bo taką drogę wyznaczył nam Pan. Jednak istotą krzyża nie jest cierpienie – jest nią miłość. Pięknie zrozumiała to i napisała Mała Tereska i ci święci przed nią i po niej, którzy nie wahali  się wskazywać, że w oczach Boga większą wagę ma drobny czyn wynikający z miłości ku Niemu i pragnienia okazania Mu posłuszeństwa, niż wielkie dzieła podejmowane wbrew Jego woli lub bez jej rozeznania.

Krzyż pożądania
Tak naprawdę różnica między celibatem a życiem w małżeństwie jest niewielka – żyjący w pierwszym całkowicie rezygnują ze współżycia, małżonkowie rezygnują ze współżycia ze wszystkimi, poza osobą, z którą zawarli związek. Na obu drogach życia obecny jest moment doświadczenia pożądania, które w imię wierności Bogu i drugiemu człowiekowi powinno pozostać niezaspokojone. Bez miłości ofiarnej, świadomej od samego początku, że decyzja na kochanie kosztuje, bo jest całkowitym darem z siebie, dochowanie wierności i odrzucenie zaspokojenia jest bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.

Dobra nowina brzmi zaś tak, że każdy krzyż w Chrystusie prowadzi do zmartwychwstania. Doświadczenie siły instynktu przekazywania życia kształtuje nas wewnętrznie i jest z jednym ze sposobów, w jaki Ojciec upodabnia nas do siebie. Upadki uczą pokory i miłosierdzia, powstawanie z nich daje nam doświadczenie mocy Boga. I im dłużej się zmagamy, tym coraz wyraźniej prześwieca przez nas Jego światło, i stajemy się w świecie znakami Jego miłości: czystej, bezinteresownej, pełnej radości pomimo wszystko.

 


więcej tekstów autora

Elżbieta Wiater

dr teologii, historyk, autorka książek, publicystka katolicka

Polecamy

Betlejem

Fernando Perfetti

Największa tajemnica Boga

Joachim Badeni OP

partnerzy