Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Opowieści biblijne
źródło: Wikipedia
  • 17 lutego 2015
  • komentarzy
  • 1 605 wyświetleń
  • lubi to!

W Izaaku związano Mu nogi

ks. Krzysztof Porosło

A po tych wydarzeniach Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rzekł do niego: «Abrahamie!». A gdy on odpowiedział: «Oto jestem», powiedział: «Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę» (Rdz 22, 1-2).

Myślę, że wszyscy doskonale znamy ten fragment z dwudziestego drugiego rozdziału Księgi Rodzaju. Widoczna jest w nim niezwykła analogia między ofiarą Izaaka a ofiarą Jezusa. W miejscu, w którym Abraham ma złożyć Izaaka w ofierze, jest osiołek. Chrystus też wjechał do Jerozolimy na osiołku. Z Abrahamem i Izaakiem idzie dwoje sług. Chrystus na wzgórze Golgoty był prowadzony z dwoma towarzyszami – dobrym i złym łotrem, którzy mieli tam razem z Chrystusem umrzeć na krzyżu. Izaak, jak mówi o nim Księga Rodzaju, jest umiłowanym i jedynym (z Sary, pierwszej żony) synem Abrahama, tak jak Chrystus jest jedynym i umiłowanym synem swojego Ojca. Izaak ma zostać złożony w ofierze na wzgórzu Moria, które leży w obecnej Jerozolimie, a Golgota jest jedną z części tego wzgórza. Izaak sam niesie na swoich plecach drewno na ołtarz, na którym ma być złożony w ofierze. Chrystus także niósł drzewo krzyża na swoich plecach. Jest tylko jedna różnica między nimi. Izaaka Bóg oszczędził. Jezus umarł. Umarł także za Izaaka. Został złożony w ofierze jak baranek.

Kiedy Izaak stwierdził: „Mamy wszystko, co jest potrzebne do złożenia ofiary. Brakuje tylko baranka” (por. Rdz 22, 7), Abraham mu wtedy powiedział: „Mój synu, Bóg sam znajdzie sobie baranka na całopalną ofiarę” (Rdz 22, 8). Ale tekst hebrajski pozwala na jeszcze inne tłumaczenie, wszystko zależy od wstawienia znaków interpunkcyjnych, które nie należą do oryginalnego tekstu, ale są częścią redakcji. Dlatego możemy ten sam tekst przetłumaczyć w taki sposób: „Mój synu, Bóg sam – baranek – złoży siebie w całopalnej ofierze”[1]. Tak, jakby Abraham przeczuwał, że Bóg sam złoży swojego syna w ofierze i Izaak nie będzie musiał zginąć.

Jeśli przyjrzymy się tej scenie dokładnie, chcąc tę paralelę przeprowadzić do końca, zauważymy, że przecież Chrystus sam się ofiarował za zbawienie świata. Owszem, był posłuszny woli Ojca, ale czynił to w pełnej wolności. To była Jego własna decyzja. Nie był do tego w żaden sposób przymuszony. A Izaak? Wydaje się, że nie miał nic do powiedzenia. Musiał być posłuszny ojcu i z pokorą przyjąć jego wolę.

Chciałbym zaproponować, żebyśmy spojrzeli na tę scenę inaczej, niż to zwykliśmy czynić, odwołując się do komentarzy rabinów żydowskich. Oczywiście oni nie snują paraleli między Izaakiem a Chrystusem, ale pokazują tę scenę w nieco innym świetle. Dla mnie – znacznie głębszym, świeższym i pozwalającym uchwycić, o co tak naprawdę chodziło. A klucz do zrozumienia tej sceny leży w dwóch niewinnie brzmiących hebrajskich słowach. Kiedy na początku tego dwudziestego drugiego rozdziału Księgi Rodzaju Bóg zwraca się do Abrahama, mówi mu: „Weź swojego syna, idź na wzgórze Moria i złóż go w ofierze”. Jednakże w tekście hebrajskim znajduje się jeszcze wyrażenie lech lecha, które znaczy »idź dla siebie«. Lech lecha – idź dla siebie złożyć swojego syna w ofierze. Z tej perspektywy zupełnie inaczej można odczytać ten tekst: to nie Pan Bóg potrzebował ofiary. To było coś, czego potrzebował Abraham, żeby stać się sobą, żeby dojrzeć, żeby stać się dojrzałym ojcem. Ta ofiara była potrzebna jemu. Dlaczego? Rabini żydowscy mówią, że kiedy urodził się Izaak – wymarzony, upragniony syn, na którego czekał całe życie, aż do setnych urodzin, Abraham powinien złożyć Panu Bogu ofiarę dziękczynną, ale tego nie zrobił. Księga Rodzaju nie wspomina o tym, żeby podziękował Panu Bogu za ten upragniony dar. Tyle lat modlił się o syna. Tyle lat był posłuszny Panu Bogu. Ale kiedy otrzymał w końcu to, o co prosił, to jakby Pan Bóg przestał być mu potrzebny. Już nie znalazł w sobie postawy dziękczynnej.

Główny rabin Londynu – Jonathan Sacks – tłumaczy ten tekst jeszcze mocniej[2]. Twierdzi, że zgodnie ze starożytnym prawem/zwyczajami, które wtedy panowało – przypominam, że są to czasy jeszcze przed Dekalogiem, przed zawarciem przymierza z Mojżeszem, a więc przepisy tego Prawa jeszcze nie obowiązują – dziecko należało do swojego ojca. Dziecko było własnością swoich rodziców. I taką też postawę przyjął Abraham wobec swojego syna. Traktuje go jako swoją własność. Abraham już zapomniał, że Izaak jest darem od Boga, owocem przymierza, które Bóg z nim zawarł. Nigdy was nie zdziwiło, że Abraham w żaden sposób nie polemizuje z Panem Bogiem? Że w ogóle się nie kłóci z Panem Bogiem o tego syna? Kiedy Bóg chciał zniszczyć Sodomę, to Abraham z Nim pertraktował: „A może pięćdziesięciu się tam ostanie. A co zrobisz, jak będzie czterdziestu sprawiedliwych? A co zrobisz, jak będzie dwudziestu, dziesięciu?”. Kiedy jednak ma zginąć jego syn, bez słowa komentarza zabiera go w góry, by złożyć w ofierze. Bo traktuje go jako swoją własność. W starożytności ofiary z dzieci były czymś normalnym. Dzisiaj nas to bulwersuje. Kiedy starożytni czytali ten fragment, nie było to dla nich gorszące ani szokujące. Dzieci składano w ofierze np. bożkowi Baalowi. Nowo narodzone dziecko trzeba było zakopać u progu własnego domu jako znak błogosławieństwa. Nas dzisiaj to naprawdę przeraża. Wtedy traktowano dzieci przedmiotowo, niemal jak rzeczy, więc złożenie dziecka w ofierze nie było traktowane jako akt okrucieństwa. Abraham w żaden sposób nie polemizuje z Panem Bogiem. Nie walczy o swojego syna. Nie waha się złożyć w ofierze wymarzonego, upragnionego dziecka.

Dlaczego Bóg chce tej ofiary? Dlaczego Bóg o tę ofiarę prosi? Bo to jedyny sposób, żeby pokazać Abrahamowi: „Twój syn nie jest twoją własnością. Masz go złożyć w ofierze, tzn. oddać mi go, bo on jest mój. To dziecko należy do mnie. To jest mój syn. Owszem, jesteś jego ojcem, ale nie jego „właścicielem”. Nie ty będziesz decydował o jego życiu. Nie ty będziesz decydował o jego przyszłości. On sam będzie wybierał. On sam będzie stanowił o swoim życiu w relacji ze mną. To ze mną ma ustalać, kim będzie. To ja mam decydować o jego życiu. On ma pełnić moją wolę, a nie twoją”. Dlatego Bóg w ostatniej chwili zatrzymuje rękę Abrahama i niejako wyrywa mu Izaaka, w zamian dając mu baranka i mówiąc: „Nie złożysz Izaaka w ofierze. On nie jest twoją własnością”.

Chcesz być dojrzałym ojcem? Chcesz być dojrzałą matką? To wypuść swoje dziecko z rąk. Nie krępuj go swoją miłością. Nie krępuj jego przyszłości swoimi planami i swoimi marzeniami. Nie ty o tym będziesz decydował. To nie twoje decyzje mają stanowić o tym, kim będzie. Myślę, że to jest doskonała lekcja dla wszystkich, którzy są rodzicami. Niesamowicie dużo nieszczęść dzieje się dlatego, że rodzice nie potrafią wypuścić swojego dziecka spod własnych skrzydeł, choć myślą, że robią to, co dla niego najlepsze. Nie potrafią mu dać przestrzeni wolności. Krępują go miłością. Oczywiście, nie robią tego celowo. Miałem kilku kolegów, którzy do seminarium przyszli tylko z powołaniem swojej mamy, bo od Pan Boga otrzymali inne, niekapłańskie. Ale mama miała takie marzenie i od dzieciństwa wychowywała swojego syna, żeby został księdzem. A kiedy on po 3-4 latach formacji, w wolności, przez nikogo nieprzymuszany, podejmował decyzję, że opuszcza seminarium, bo nie tego od niego chce Pan Bóg, to zaczynał się w domu dramat, rozpacz, wręcz do zamykania przed nim drzwi domu. Bo przecież nie tak wymarzyli sobie przyszłość swojego syna. Takie historie zdarzają się nie tylko w seminarium. W każdej rodzinie rodzice mogą krępować miłością swoje dzieci.

Pomyślcie tylko o tym, jak bardzo oczekiwaliście, że wasze dzieci będą spełniać wasze marzenia. Że mieliście dla nich przygotowany pomysł na przyszłość. Że od dzieciństwa woziliście te wasze dzieci na przeróżne zajęcia – angielski, francuski, niemiecki, gimnastykę, piłkę nożną, informatykę i co tam jeszcze. Oczywiście, że to z miłości, dla ich przyszłości. Ale czy one miały czas na dzieciństwo? Czy decyzja o pójściu na studia była ich własną decyzją? Czy miały z góry zaprogramowane, gdzie mają być, co mają robić? Czy gdy wybierały sobie męża albo żonę, to była ich decyzja? Czy były tak przerażone tym, co ty, drogi tato, droga mamo, pomyślicie, że najpierw pytały was, co sądzicie o tej kandydatce, o tym kandydacie? Ile daliście dzieciom przestrzeni wolności? Na ile zgodziliście się wypuścić swoje dzieci z własnych rąk? To jest strasznie trudne.

Jako rodzice macie dzieci wychowywać, a wychowanie zawsze oznacza wyjście z domu. Macie dzieci wychować nie dla siebie samych. Wychowujecie je, pamiętając, że one są ciągle w rękach Boga. To znaczy, że Pan Bóg będzie decydował o ich przyszłości. Pan Bóg będzie dawał powołanie. A każda osoba musi mieć przestrzeń wolności, żeby je rozpoznać, zrozumieć, czego Bóg od niej chce. Żeby za tym głosem pójść i tylko za tym. To jest strasznie trudne, ale w tym momencie dojrzewa rodzicielstwo.

Syn ma czterdzieści lat, ale jeszcze nie opuścił domu rodzinnego. Jeszcze wciąż mama się nim zajmuje. Dziecko ma trzydzieści parę lat, albo czterdzieści, pięćdziesiąt, trójkę własnych dzieci, a mama dzwoni i pyta: Czy złożyłeś już życzenia swojej cioci – pamiętasz o tym? Albo czy zadzwoniłeś do taty, bo on ma imieniny? Czy założyłeś czapkę, bo jest zima? Wypuść ze swojej ręki dorosłe dziecko. Sam będzie o tym decydował, czy chce założyć czapkę, czy nie. Myślę, że doskonale to znacie ze swoich własnych domów i nieraz popełniacie ten sam błąd. Bo naprawdę trudno nam wypuścić z rąk kogoś, kto jest nam najbliższy, kogo najbardziej kochamy. Ale jeżeli tego nie zrobicie, to nie staniecie się w pełni dojrzali, w pełni szczęśliwi w swoim rodzicielstwie i prawdopodobnie wasze dziecko też nie będzie mogło tego osiągnąć. Bóg musiał Abrahamowi wyrwać Izaaka z rąk. Musiał posłużyć się tak drastyczną metodą, żądając złożenia go w ofierze, gdyż inaczej do Abrahama nic by nie dotarło.

Jak podkreślają rabini żydowscy, najpiękniejsze w tym opowiadaniu jest to, że decyzja o oddaniu swojego życia Bogu była decyzją samego Izaaka, nie Abrahama. Tradycja żydowska podkreśla, że Izaak miał wtedy 37 lat, a to oznacza, że jego ojciec miał lat 137. Który z nich był silniejszy, sprawniejszy? Trzydziestosiedmioletni mężczyzna czy stutrzydziestosiedmioletni dziadek? Kto kogo mógł związać i położyć na ołtarzu, by złożyć w ofierze? Myślicie, że Izaak pozwoliłby tak po prostu się poprowadzić? „Chodź, syneczku, właśnie planuję cię zabić”. Mając 37 lat – dorosły mężczyzna? „Wiesz co? Połóż się na tym ołtarzu. To jest taki ołtarz ofiarny, choć w gruncie rzeczy to nie ołtarz ofiarny i tak naprawdę nie chcę cię zabić, a ten nóż to tylko tak przez przypadek nad tobą”. Musielibyśmy naprawdę obrócić tę scenę w komedię, żeby ją tak rozumieć. Izaak jest przecież dorosłym mężczyzną. To on sam mówi Panu Bogu: „Oddam Ci, poświęcę Ci swoje życie. Jestem na to gotowy”. I dlatego tradycja żydowska nazywa ten tekst opowiadaniem o akedah, co znaczy po polsku „opowiadaniem o skrępowaniu Izaaka”. Bo jak mówi jeden z midraszów żydowskich, Izaak miał prosić swojego ojca: „Zwiąż mnie, skrępuj mnie, abym nie wyrywał się pełnieniu woli Bożej”.

Ta próba uwolniła ich – ojca i syna – w relacji rodzicielskiej. Abraham dojrzał jako ojciec. Izaak dojrzał jako syn. On miał 37 lat i jeszcze nie żył, jeszcze nie opuścił swojego domu, jeszcze nie założył rodziny. Dla tradycji żydowskiej było to co najmniej dziwne. Izaak był tak skrępowany miłością swoich rodziców, swojego ojca, że nie miał prawa żyć naprawdę. Bóg musiał jednego i drugiego od siebie uwolnić. Dopiero wtedy mogli zacząć żyć.

Ostatnie wersety tej sceny mówią: „I Abraham wrócił do domu” (por. Rdz 22, 19). Wyszli razem, ale do domu wrócił tylko ojciec, bo syn zaczął żyć swoim własnym życiem. Bo syn stał się kimś. Bo syn zaczął myśleć o tym, co zrobić, żeby być szczęśliwym – „Czego ode mnie chce Pan Bóg? Jak mam żyć naprawdę?”. Nie bójcie się wypuścić swoich dzieci – nawet jeżeli popełniają błędy. Mają do tego prawo. Macie im dać przestrzeń wolności. Odejdą od Pana Boga? Mają do tego prawo. Boli was to? Wiem. Ale mają do tego prawo. Skoro Bóg im pozwolił od siebie odejść, dając każdemu całkowitą wolność, to tym bardziej wy musicie na to pozwolić.

Dla mnie zadziwiająca jest scena z szóstego rozdziału Ewangelii św. Jana. Zaczyna się od tego, że tłumy przyszły słuchać Jezusa. A kiedy Jezus wygłosił swoją mowę eucharystyczną, ewangelista stwierdził: „Wielu od niego odeszło i już z Nim nie chodziło” (J 6, 66). Wszyscy od Niego odeszli i pozwolił im na to. Nie pobiegł za nimi. Nie zaczął ich prosić. Nie przekonywał. Nie powiedział: „ja złagodzę trochę swoją naukę, tylko zostańcie”. Dał im przestrzeń wolności – możecie odejść.

Nawet jeśli nie będzie wam się podobała kandydatka na żonę czy kandydat na męża, nie wam się ma podobać. To wasze dziecko ma być zakochane, to ono ma kochać i być potem wierne w tej miłości, nie wy. Wy mieliście swoją szansę na zakochanie i rozwijanie swojego małżeństwa. Teraz dajcie tę szansę swoim dzieciom. Powie wam syn, że chce iść do seminarium? Nie musicie wydawać żadnej opinii. To nie od was ma zależeć. Czasami mnie ludzie pytają, co myśleli, co powiedzieli moi rodzice, gdy dowiedzieli się, że idę do seminarium. Oczywiście, zasadniczo mówię, że się ucieszyli, bo taka była prawda. Ale często mówię też: „A co to ma do rzeczy? Jakie to ma znaczenie? To nie jest ich sprawa. Oni wtedy naprawdę nie mieli nic do powiedzenia. Czy im się to podobało, czy nie”. Wiem, że to może brzmieć strasznie wobec rodziców. Może czasami się wydawać, że to jest niewdzięczność wobec nich. Nie! Wdzięczność i miłość nie polegają na tym, że w kluczowych decyzjach swojego życia będę kierował się tylko ich zdaniem. Kiedy usłyszałem, że Bóg chce, żebym został księdzem, to rozmawialiśmy tylko ja i On. A moi rodzice – i tu objawiła się cała ich miłość rodzicielska – dali mi pełną przestrzeń wolności. Oczywiście, wyrażali swoją radość, swoje wsparcie, miałem je, odczuwałem, ale nigdy w żaden sposób nie wywarli na mnie presji ani w jednym, ani w drugim kierunku. Zawsze wiedziałem, że mogę wrócić do domu. W każdym momencie. Jeżeli postanowię tak albo tak, jeżeli tego będzie chciał Pan Bóg. Dlatego w dniu swoich prymicji oczywiście chciałem im za wszystko podziękować, ale podziękowałem im tylko za to jedno – za to, że dali mi przestrzeń wolności, i ofiarowałem mojej mamie 25 róż – 19 jednego koloru i 6 drugiego. Jako symbol tego, że przez 19 lat mnie wychowywali, ale 6 ostatnich lat, 6 lat seminarium to już była moja relacja z Bogiem i moja decyzja, i moje życie. A oni mi dali wolność. Wypuśćcie swoje dzieci z rąk. Tylko wtedy będą szczęśliwe.

Scena z Izaakiem nas uczy jeszcze jednej rzeczy – to nie tylko dzieci mogą być tym, co nas zniewala i nie pozwala nam żyć naprawdę. Może jest w twoim życiu coś, do czego jesteś tak przywiązany, w czym jesteś tak zakochany, w co jesteś tak zapatrzony, że przez to nie możesz żyć naprawdę? Jakiś nałóg, alkohol, papierosy, pornografia? I nie wyobrażasz sobie, żeby mogło tego nie być. Może praca, która jest znacznie ważniejsza od domu, rodziny? Może jakaś toksyczna relacja? Wiesz, że nie powinieneś tego robić, ale jest tak fajnie, albo po prostu jest ci w tym dobrze. I nie masz wolności w podejmowaniu decyzji. To jest czas, żeby złożyć ofiarę ze swojego własnego Izaaka. Tego Bóg od ciebie wymaga w tym Wielkim Poście. Jeżeli nie złożysz takiej ofiary, nie doświadczysz Paschy, nie doświadczysz Wielkanocy i pełni życia. Abraham do domu wrócił sam. Pytanie, czy ty dzisiaj wrócisz sam, czy z tym, co cię zniewala, co nie pozwala żyć twoim prawdziwym życiem.

Życzę ci, żebyś wrócił sam. Nie bój się o Izaaka. Bóg się nim zaopiekuje i da mu szczęśliwe życie. To On jest Ojcem. Ty Mu tylko pomagasz.

 

[1]  Por. S. Hahn, Uczta Baranka. Eucharystia – niebo na ziemi, Częstochowa 2013, s. 34.

[2]  Bardziej szczegółowo rozwijam tę interpretację w książce: To mówi Amen. Spotkanie z Chrystusem Apokalipsy, Kraków 2014, s. 8-14.

Tekst pochodzi z książki „Chrystus zmartwychwstanie w Tobie. Przygotowanie do Paschy”

poroslo espe


więcej tekstów autora

ks. Krzysztof Porosło

Prezbiter archidiecezji krakowskiej, animator liturgiczny Ruchu Światło-Życie, od 2008 roku współorganizator rekolekcji liturgicznych „Mysterium fascinans”. Interesuje się teologią liturgii, a szczególnie teologią symbolu oraz trynitarnym wymiarem liturgii. Autor książki „Jestem z wami przez wszystkie dni... Kompendium liturgiczne w pytaniach i odpowiedziach”, „W głębi... Posługa i formacja animatora liturgicznego” oraz rozważań prymicyjnych „To mówi Amen”.

Polecamy

Zwyczajna jak my?

Anna Dąbrowska

Droga Krzyżowa, VIII

Józef Augustyn SJ

Wróżenie z Biblii?

Roman Zając

partnerzy