Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Opowieści biblijne
źródło: Shutterstock
  • 20 maja 2016
  • komentarzy
  • 1 033 wyświetleń
  • lubi to!

Poznanie, które rodzi jedność

Elżbieta Wiater

Adam nie kończy zadania nazywania świata wokół siebie po tym, jak Bóg przyprowadza do niego wszystkie zwierzęta. Po grzechu pierworodnym nadal nadaje imiona. Tu warto powiedzieć, że biblijne imię – hebr. szem – oznacza nie tylko nazwę, ale też jest określeniem funkcji, zadania, czasem losu lub proroctwem, jak w przypadku dzieci proroka Izajasza czy Ozeasza.

Pierwsze imię pojawiające się po grzechu przynosi nadzieję i z pewnością Adam nie zdawał sobie sprawy, jak głęboką i daleką. Opierając się na zapowiedzi Stwórcy, że będzie ona rodziła, mężczyzna nadał kobiecie imię Ewa (hebr. Hawwa), które brzmieniowo nawiązuje do czasownika „żyć”, zaś ona miała stać się matką wszystkich żyjących. W kontekście kary za grzech pierworodny, za który sankcją była śmierć, imię to uderza swoją nieadekwatnością do sytuacji. Jan Paweł II czyta to jednak inaczej, o wiele głębiej.

Poznanie i jedność
Zaraz po opisie wygnania z raju czytamy, że Mężczyzna zbliżył się do swojej żony, Ewy (Rdz 4,1). W tekście oryginalnym jest mowa nie tyle o zbliżeniu co dosłownie poznaniu (hebr. jada). Z wcześniejszego opisu wiemy, że ma ono wiele wymiarów, ale jeden istotny skutek: rodzi jedność opartą na odmienności wchodzących w nią podmiotów. Grzech pierworodny narusza ją, wprowadzając nieufność, która owocuje wstydem i budowaniem barier, mających zapobiec cierpieniu wynikającemu ze zderzenia ze słabością drugiego i naszą własną.

Jednak mimo że naruszona, jedność wciąż jest możliwa. Pozostaje dotknięciem; śladem raju, o którym ma nieustannie przypominać wygnańcom. Bóg nie odbiera pierwszym rodzicom ich powołania do udziału w Jego stwórczym dziele. Jest ono realizowane właśnie w tej przestrzeni poznania prowadzącego do jedności. Chociaż nie przychodzi ona już z łatwością i wymaga pracy, wciąż pozostaje doświadczeniem, w którym przez ciało i jego aktywność wyrażane jest pierwotne podobieństwo do Stwórcy. Podobieństwo to staje się jeszcze bardziej czytelne, kiedy Ewa zachodzi w ciążę i rodzi pierwsze dziecko – Kaina. Na jego przyjście na świat matka reaguje stwierdzeniem: Otrzymałam mężczyznę (hebr. isz) od Pana” (Rdz 4,1). Mimo grzechu i ciążącej wizji śmierci, w świecie pojawia się nadzieja, obecna w tym małym człowieku. Jak Bóg w raju stworzył najpierw mężczyznę, tak i teraz rodzi się jako pierwszy chłopiec. Niestety, w przyszłości pójdzie on w ślady ojca, żłobiąc jej jeszcze głębiej. Mark Twain w swoich Pamiętnikach Adama i Ewy opisuje to lakonicznym zapiskiem Adama: „Co do Kaina, lepiej byłoby, gdyby pozostał niedźwiedziem”, jednak w chwili swoich narodzin dziecko to dopełnia wymowę prasakramentu, jakim jest małżeństwo. Ze zjednoczenia w miłości rodzi się kolejna miłość i kolejne życie.

Pełnia kobiecości i męskości
Rodząc, Ewa staje wobec Adama w nowej roli – matki. Nie jest już wyłącznie przeznaczoną dla niego pomocą, a raczej zmienia się znaczenie tego pojęcia. Teraz jej pomoc będzie się wyrażała w doprowadzeniu mężczyzny do jego własnej pełni, która wyraża się w ojcostwie. W nim ponownie mamy do czynienia z biologiczną funkcją ciała (zdolność do poczęcia, jak to ujmuje papież, „całego nowego świata”), przez którą wypowiadana jest o wiele głębsza prawda – Boże Ojcostwo. Adam i Ewa przyjmując swojego syna wchodzą w pewien sposób w doświadczenie swojego Stwórcy. Co prawda kobieta wyraźnie mówi, że dziecko otrzymała od Pana, jednak jego pojawienie się w świecie odsłania przed obojgiem rodziców nową przestrzeń dojrzałości, jej pełnię. Stają się odpowiedzialni nie tylko za siebie nawzajem, ale też za to nowe życie, które z nich pochodzi. Co więcej, ta odpowiedzialność dotyczy kogoś, kto jest słaby, kruchy i potrzebuje ich prowadzenia, by osiągnąć swoją pełnię. Przed nimi wysiłek wprowadzenia go w świat: zarówno ten wewnętrzny jego serca, jak i zewnętrzny – relacji do świata, innych ludzi i Boga. Wykonując go, sami będą podlegali nieustannemu dojrzewaniu. Dzięki temu, że ich jedność jest płodna a ciała zdolne do poczęcia i zrodzenia, może dokonać się także ich wewnętrzna droga do pełni.

Tam, gdzie Duch i ciało dają zbawienie
Jest jeszcze jeden aspekt daru poznania i jedności, który już w sposób doskonały zrealizuje Boży plan doprowadzenia człowieczeństwa do pełni. Dzięki temu, że w kolejnych pokoleniach ludzie dzięki swoim ciałom poznawali się wzajemnie i w mniej lub bardziej doskonały sposób doświadczali jedności, przychodzi moment, kiedy w Królestwie Judzkim rodzi się dziewczynka, która, jak wierzymy, zostaje uchroniona od wewnętrznego pęknięcia, będącego skutkiem grzechu pierwszych rodziców. Wiele mówi się o wymiarze duchowym tego faktu, ale jest też przecież ten wymiar całkowicie cielesny: Joachim i Anna poznają się i jednoczą dzięki temu poznaniu. I z tej duchowej, ale i cielesnej jedności rodzi się Maryja. Przez ten przebysk raju, jego odległe wspomnienie, w świat wchodzi promień światła.

Ona nie pozna ani nie zostanie poznana przez mężczyznę. Zresztą to właśnie zawiera w pytaniu do archanioła Gabriela: Jak to się stanie, skoro nie znam męża? (Łk 1,34). Poczynane w Ewie życie przekazywane było przez Adama i tak stała się matką wszystkich zrodzonych w ciele. Życie poczęte w Maryi pochodzi z Ducha i przez to staje się Ona matką wszystkich żyjących w Duchu. Matką tych, którzy naprawdę żyją. W Niej w pełni realizuje się imię nadane pierwszej kobiecie przez pierwszego mężczyznę i dokonuje się to także dzięki dziesiątkom poczęć i zrodzeń, prowadzących do narodzin Matki Pana. Bogu spodobało się zbawić człowieka także przez to, że pozostał zdolny do poznawania drugiego i jednoczenia się z nim w miłości.


więcej tekstów autora

Elżbieta Wiater

dr teologii, historyk, autorka książek, publicystka katolicka

Polecamy

Księga Rut

Ks. Wojciech Węgrzyniak

Niedziela, 01.06.2014

Jan Paweł II

Tabga

Fernando Perfetti

partnerzy