Opowieści biblijne
źródło: Wikipedia, Dante Gabriel Rossetti, Rachela i jej siostra Lea, XIX w.
  • 16 czerwca 2016
  • komentarzy
  • 1 182 wyświetleń
  • lubi to!

O aniołach, miłości i zazdrości

Bella Szwarcman-Czarnota

Wajece („I wyruszył”) Rdz 28, 10 – 32, 3
Wajece – i opuścił Jakub Beer Szewę, udając się do Charanu. Opuścił dom rodzinny i wyprawił się w drogę, by założyć własny dom. Ale ta podróż jest czymś więcej – podobnie jak ongiś droga Abrahama.

U początku drogi Jakubowi przyśnił się sen o drabinie, której szczyt sięga nieba, i wstępowali oraz zstępowali po niej aniołowie-wysłannicy Boga. A sam Wiekuisty we śnie powtórzył obietnicę złożoną Abrahamowi i Izaakowi, obietnicę ziemi i licznego potomstwa. Jakub nie obudził się z owego snu pokrzepiony na ciele i duszy, lecz zdjęty trwogą. Nie wiedział, w jakim miejscu ułożył się na spoczynek. W miejscu Boga – niekiedy w tradycji żydowskiej Bóg bywa określany właśnie słowem MAKOM – „miejsce”. Jakub zadrżał, ale podjął swoją misję i poszedł dalej na spotkanie losowi.

I oto staje przed nim ta, którą pokochał od pierwszego wejrzenia. Ich spotkanie jest zgoła niezwykłe: „pocałował Jakub Rachelę i głośno zapłakał” (29, 10). Nie wiemy, czemu w Jakubie zakipiały uczucia, tak że otwarcie okazał je obcej jeszcze osobie. Dopiero później dowiadujemy się, że Rachela była „urodziwa i piękna” (17). Wyobrażamy sobie, że Jakub, ulubieniec swojej matki, przy niej chowany, przez nią hołubiony, opuścił dom jako człowiek miękki, niezahartowany przez życie. Okazuje to, co czuje, nie wie jeszcze, że czasem trzeba się otoczyć pancerzem.

Jakże łatwo będzie Labanowi go oszukać i podsunąć mu starszą córkę Leę zamiast ukochanej Racheli. A przecież to za nią zapłacił siedmioma latami ciężkiej służby u wuja − przyszłego teścia. Tylko czemu nie poprosił o jej rękę od razu? Zabrakło mu odwagi? Nie wierzył w to, że zasługuje na nią? W rozmowie z Labanem opowiedział mu „o wszystkim, co zaszło” (29, 13). Czy na pewno? Chyba tak, skoro Laban powiada: „Zaiste, tyś jest kością moją i ciałem moim”. Ty oszukałeś podstępnie, i ja to uczynię – tak można by zrozumieć słowa Labana.

Ma dwie córki – jedną piękną i młodszą. Druga – starsza – miała „bezbarwne oczy”. Cylkow tłumaczy – „mdłe”. Cóż to oznacza? Czy jej oczy zaszły mgłą, jak oczy Izaaka? Dlaczego?

W Midraszu Bereszit Raba (70, 16) rabi Jochanan wyjaśnia, że w istocie córki Labana miały poślubić synów Rebeki. Lea miała się dowiedzieć, że przypadnie jej w udziale nieokrzesany Ezaw, i wypłakała sobie z rozpaczy oczy. Rabi Huna jednak dodaje, że wielka musiała być siła modlitwy Lei, skoro zdołała uniknąć swego losu. A jednak jej oczy już nigdy nie były takie jak przedtem.

Skoro nie ma Ezawa – obu córkom musi wystarczyć jeden mąż. Warto zauważyć, że jest to całkowicie sprzeczne z przepisem z Kpł 18, 18, który stanowi, że nie można poślubić siostry żony jeszcze za życia tej żony. Czy dlatego, że to właśnie z tych kobiet i z tego mężczyzny ma się narodzić dwanaście plemion Izraela?

W ludzkim, społecznym wymiarze nie jest to łatwe. Dwie kobiety zależne od łaski i niełaski jednego mężczyzny. Wiekuisty sprawiedliwie dzieli swoje błogosławieństwa – Lea ma dzieci, lecz nie jest jej dana miłość męża. Rachelę mąż kocha, jednak nie ma dzieci.

Subtelną grę miłości i zazdrości siostrzanej odsłaniamy zarówno poprzez Torę, jak i midrasze. Jak to było z tymi zaślubinami i nocą poślubną? Czy przez siedem lat Jakub nie nauczył się odróżniać ruchów, gestów, sylwetek obu sióstr? Mamy poprzestać na stwierdzeniu: „nazajutrz rano okazało się, że była to Lea” (29, 25). Nawet jeśli uwierzymy w to, że niepraktyczny Jakub nie rozpoznał poślubionej mu kobiety, to przecież same dziewczęta musiały o wszystkim wiedzieć! Midrasz Ejcha Raba wyjaśnia, że Rachela była świadoma tego, co ma nastąpić, ale ponieważ kochała Leę, nie chciała, by czuła się upokorzona reakcją Jakuba, w chwili gdy się przekona, że to nie z Rachelą obcuje. Zatem Rachela układa się pod łożem nowo poślubionych i przemawia słodkimi słowami do ukochanego, który ogarnięty namiętnością daje się zwieść głosowi.

Lea rodzi zrazu czterech synów, jednego po drugim: Rubena, Symeona, Lewiego i Judę – to ona nadaje im imiona, a czynność to, jak wiemy, bardzo istotna w Torze. Imię ma wyrażać esencję danego człowieka, w tym wypadku każdy syn ma nieść w sobie nadzieję na miłość Jakuba.

„Rachela zaś, widząc, że nie urodziła Jakubowi dzieci, zazdrościła swej siostrze i rzekła do Jakuba: Spraw, abym miała dzieci, bo jeśli nie, to wypadnie mi umrzeć” (30, 1). Jakub, który „kochał Rachelę bardziej niż Leę”, wydaje się głuchy na ból żony, gdyż gniewnie replikuje: „Czy ja jestem Bogiem, który odmówił ci potomstwa?”. To Wiekuisty daje dzieci, ja nic na to nie poradzę – zdaje się mówić mąż. Ale czy tak mówi Jakub, który kocha Rachelę? A może sercem przeczuwa, że – o ironio losu! – będzie odwrotnie. Rachela umrze przy narodzinach drugiego syna.

Tak naprawdę Rachela mówi: „jeśli nie [będę miała dzieci] – jestem martwa”. Będzie tak, jakby nigdy nie żyła – nie będzie miała historii, nie da niczemu początku. Rachela stosuje więc sposób Sary – daje Jakubowi swoją służącą Bilhę (podobnie zresztą jak Lea – Zilpę) jako „surogatkę”. „Na jej kolanach” będzie mógł się urodzić syn. Obie służące rodzą synów, a potem rodzi Rachela, a Lea – po przerwie − odzyskuje płodność. Jest tak, jakby użyły biologicznego katalizatora. A może to było tak, jak się zdarza i dziś – małżeństwo przez wiele lat bezdzietne adoptuje dziecko, po czym kobieta, jak gdyby uwolniona z pułapki własnej fizjologii, zachodzi w ciążę i pomyślnie rodzi dziecko.

Minęło dwadzieścia lat – Jakub chce odejść z żonami, konkubinami, dziećmi i własnym, całkiem pokaźnym majątkiem. Tak mu nakazuje Wiekuisty, znów we śnie. Rachela, już jako matka Józefa, i Lea, matka sześciu synów i córki Diny, pogodzone ze sobą i z losem, nie chcą zostać u Labana. Protestują głośno przeciwko niesprawiedliwości, jakiej zaznały: „Czy nie byłyśmy uważane przez niego za obce, skoro nas sprzedał i zużył dla siebie uzyskane za nas pieniądze?” (31, 15). A jednak nie odchodzą z pustymi rękami. Rachela kradnie ojcu terafim, czyli bożki domowe. Dlaczego? Cóż znaczyły dla niej pogańskie bożki? I dlaczego nie przyznaje się do tego ojcu, który gorączkowo ich szuka? Może mają rację współcześni badacze, którzy uważają, że Rachela czuła, iż władza ojcowska jakoś jest związana z tymi bożkami, może chciała tej władzy uszczknąć, skoro miała jej tak niewiele? Rachela „ukradła bożki”, a w następnym wersie czytamy, że Jakub zmylił (dosłownie „ukradł serce”) Labana, „bo nie powiedział, że chce uciec” (31, 20).

Laban dogania całą karawanę i żąda zwrotu bożków – Jakub nie wie, że to Rachela zabrała bożki, ale z pełnym przekonaniem powiada: „ten, u którego znajdziesz bożki swoje, niech umrze!” (31, 32). Rachela jest zdecydowana nie oddawać bożków/władzy, więc wkłada bożki pod siodło wielbłąda i siada na nich, po czym powiada ojcu, że nie może wstać na jego powitanie, gdyż nęka ją „dolegliwość kobieca”. Nie mogła wybrać lepiej – to wystarczyło, by speszyć Labana. Jej „dolegliwość” okazała się jej siłą, a przyczynę separacji i wykluczenia obróciła na swoją korzyść. Terafim się przydały.

Jakub i Laban rozstają się w zgodzie. I oto znów pojawiają się aniołowie Boży. Towarzyszyli mu na początku drogi, a teraz wyznaczyli kres jego wędrówki. Czeka go jeszcze najważniejsza próba.

 

ksiega_kobiet_1_4_v1_500px


więcej tekstów autora

Bella Szwarcman-Czarnota

polska publicystka, redaktor, tłumacz, filozof. Znawczyni tematu kobiet żydowskich. Tłumaczy z języka francuskiego, rosyjskiego i jidysz. Wieloletnia redaktor Państwowego Wydawnictwa Naukowego oraz sekretarz redakcji Biuletynu Żydowskiego Instytutu Historycznego. Obecnie redaktorka i felietonistka Midrasza.

Polecamy

partnerzy