Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Opowieści biblijne

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Shutterstock
  • 14 maja 2014
  • komentarzy
  • 886 wyświetleń
  • lubi to!

Na początku była samotność

Elżbieta Wiater

Teologię ciała kojarzymy najczęściej z refleksją nad relacjami damsko-męskimi: miłością, narzeczeństwem, małżeństwem, rodzicielstwem. Jednak Jan Paweł II poruszał w niej także tematy na pierwszy rzut oka odległe od tej tematyki, a mianowicie samotności i czystości. Zacznijmy od pierwszej z nich, bo i od niej zaczyna się przygoda Boga z człowiekiem, przynajmniej jeśli chodzi o drugi opis stworzenia, w którym odkrywamy także, jakie jest hobby Stwórcy – od czasu do czasu rzeźbi w glinie.

We wspomnianym opisie czytamy: Oto są dzieje początków po stworzeniu nieba i ziemi. Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła – bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby – wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. (…) Potem Pan Bóg rzekł: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc”. Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę „istota żywa”. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny (Rdz 2,4-7.18-20).

Dwa oblicza samotności
W katechezach Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, a dokładnie w drugiej z nich, Jan Paweł II pisze o znaczeniu pierwotnej samotności, o której mówi zacytowany przeze mnie wyżej fragment Księgi Rodzaju. Wskazuje, że fakt, że człowiek jest sam, ma dwa oblicza – jedno związane z człowieczeństwem, drugie z byciem mężczyzną lub kobietą.

Samotność pierwszego człowieka wydaje się ostrym zgrzytem w pierwotnej harmonii Edenu. Bóg daje mu wszystko: ciało, tchnienie życia, doskonale przygotowane do egzystencji miejsce (tu ujawnia się też kolejna pasja Boga – ogrodnictwo) i możliwość współudziału w stwarzaniu. Człowiek może się w nie włączyć, przekształcając daną mu ziemię, czego obrazem jest w tym tekście kopanie rowów nawadniających, czyli doprowadzających wodę do ziem żyznych, ale z powodu suszy nieurodzajnych. Dzięki pracy człowieka napełnią się one życiem.

Z uporem unikam tu słowa „mężczyzna”, bo unika go także tekst hebrajski. A dokładniej pojawia się tam stale słowo adam, które można przetłumaczyć zarówno jako „mężczyzna”, jak i „człowiek”. Pojęcie to jednak odnosi się nie tyle do jego płci, co do pochodzenia z prochu ziemi. Męskość pierwszego człowieka (sam siebie określi jako isz, czyli dosłownie „mąż”) ujawni się dopiero w momencie, kiedy zobaczy kobietę, jednak zanim do tego punktu dotrzemy, człowiek samotnie pochyla się nad suchą ziemią, mozolnie wyznaczając w niej szlak dla strumienia wody.

Jest to czas, który Stwórca daje mu, by odkrył kim jest i że jest w nim pragnienie, którego nie jest w stanie zaspokoić to, co dotychczas otrzymał. Najpierw odkrywa, że jest inny; osobny wobec reszty stworzonego świata. Ułatwia mu to jego ciało, odmienne od wszystkiego, co Bóg przed nim stawia, stworzywszy zwierzęta. To, że człowiek ma je nazywać, jest Bożą podpowiedzią, że jest zdolny do poznawania i określania. Jest rozumny.

Ponadto Bóg wskazuje człowiekowi drzewo, z którego nie wolno mu jeść owoców. Dzięki temu odkrywa on swoją wolną wolę, która umożliwia podporządkowanie się lub odrzucenie Bożego polecenia.

Obie te cechy określają go jako osobę: byt rozumny i wolny, świadomy swojego istnienia i zdolny do świadomego udziału w akcie stwórczym. Jednak nie jest to koniec lekcji na temat człowieczeństwa.

Człowiek odkrywa swoją męskość
Samo-świadomość i samo-stanowienie to warunki początkowe, ukazujące człowieka, przede wszystkim jemu samemu, jako o-sobę. Kogoś wydzielonego, przez specyficzny dla siebie sposób istnienia, z reszty stworzenia. Kogoś, kto jest przez to sam.

I w tym momencie przychodzi czas na drugą część lekcji: „Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam” (Rdz 2,18). Powołane po tym stwierdzeniu do istnienia „istoty żywe” jedynie jeszcze mocniej ujawniają człowiekowi jego osobność. A kiedy już ją dogłębnie poczuje i nazwie, Stwórca wprowadza go w głęboki sen i stwarza kobietę – byt osobowy, tożsamy a jednak inny. Dostrzegając go, Adam odkrywa, że jest mężczyzną, czyli kimś komplementarnym wobec kobiety.

To ostateczne dopełnienie bycia osobą. Jan Paweł II ujmuje je za pomocą kategorii przymierza – berit. Pojęcie to w hebrajskim oznacza nie tylko związek między Jahwe i Jego ludem, ale także małżeństwo. Bez wejścia w relację z kimś równym sobie człowiek pozostaje niepełny – przymierze, zakładające dar z siebie i wzięcie odpowiedzialności za drugiego, sprawia, że stworzona z prochu ziemi istota rozumna i wolna staje się w pełni osobą. Słowo to przestaje oznaczać kogoś jedynie samotnego, odmiennego i oddzielonego, a kogoś, kto dzięki tej samotności, oddzielności i oddzieleniu staje się zdolny do daru z siebie.

Boża pedagogika
Ta opowieść ma też swój wymiar głęboko teologiczny. Jak Bóg uczył Adama o nim samym, tak będzie uczył swój lud o sobie: najpierw go wydzieli spośród innych narodów i przez wiele wieków będzie uczył, że jest jedynym Bogiem. A kiedy ta lekcja zostanie przyswojona, Stwórca odetchnie, otrze pot z czoła i powie: „A teraz się skup: w trzech Osobach”.

Nasze bycie osobami jest echem; odbiciem doskonałości Osób Trójcy. Im głębiej rozumiemy i lepiej przeżywamy siebie jako osoby, tym bliżej jesteśmy Ojca, Syna i Ducha. Na szczęście mamy wsparcie w darze Ducha, otrzymanym dzięki ofierze Syna, złożonej przez Ojca.

Tym, co ważne w rozważaniu o samotności, jest odkrycie jej znaczenia jako przestrzeni dostrzegania własnej podmiotowości – bycia kimś rozumnym i wolnym. Im głębiej przyswoimy tę prawdę o sobie samych, tym pełniej będziemy w stanie dać siebie, wchodząc w przymierze. Zarówno to z Bogiem, jak i to z drugim człowiekiem.


więcej tekstów autora

Elżbieta Wiater

dr teologii, historyk, autorka książek, publicystka katolicka

Polecamy

Jeden chleb, jeden kielich

Św. Jan Chryzostom

Droga Krzyżowa, V

Józef Augustyn SJ

partnerzy