Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Opowieści biblijne

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Wikipedia, Aimé Morot, Dobry Samarytanin, XIX w.
  • 16 grudnia 2015
  • komentarzy
  • 2 544 wyświetleń
  • lubi to!

Miłosierny jak Ojciec

ks. Krzysztof Porosło

A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?». Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?». On rzekł: «Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego». Jezus rzekł do niego: «Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył». Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: «A kto jest moim bliźnim?» Jezus nawiązując do tego, rzekł: «Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: ‘Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał’. Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?». On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie». Jezus mu rzekł: «Idź, i ty czyń podobnie!». (Łk 10, 25-37)

 

Grzech jest największym dramatem naszego życia, to coś najgorszego, co mogło się nam przydarzyć. Śmierć w grzechu to nieporównywalnie większy dramat niż śmierć fizyczna, niż choroba, utrata pracy czy jakiekolwiek inne ludzkie cierpienie. Stracić Boże dziecięctwo, stan łaski uświęcającej, stracić sakramentalną obecność Boga w swoim sercu – to najgorsza nowina.

Przeciwwagą dla naszego grzechu jest Dobra Nowina, którą jest Jezus Chrystus, i objawione przez Niego miłosierdzie Boga. Jak doskonale wiemy, hasłem Nadzwyczajnego Roku Jubileuszowego są słowa: „Miłosierni jak Ojciec”, które nawiązują do ewangelicznego nauczania Jezusa: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6, 36). Czym jest spotkanie z Miłosierdziem Ojca?

Papież Franciszek w bulli Misericordiae vultus napisał: „Jezus Chrystus jest obliczem miłosierdzia Ojca. Wydaje się, iż tajemnica wiary chrześcijańskiej znajduje w tym słowie swoją syntezę. (…) Ojciec «bogaty w miłosierdzie» (por. Ef 2, 4), gdy objawił Mojżeszowi swoje imię: «Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność» (Wj 34, 6), sprawił, że człowiek mógł nieprzerwanie poznawać Jego boską naturę na różne sposoby i w wielu momentach historii. W «pełni czasów» (por. Ga 4, 4), gdy wszystko było gotowe według Jego planu zbawienia, zesłał On swojego Syna, narodzonego z Maryi Dziewicy, aby objawić nam w sposób ostateczny swoją miłość. Kto widzi Syna, widzi też i Ojca (por. J 14, 9). Jezus z Nazaretu swoimi słowami, gestami i całą swoją osobą objawia miłosierdzie Boga” (nr 1).

Jedną z najpiękniejszych biblijnych opowieści, w której miłosierdzie Ojca zostało wyrażone, jest przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Widzimy tu, że Bóg nie jest obojętny na nasze życie, że naprawdę się nami interesuje, a Jego miłość nie pozwala Mu przejść obojętnie obok naszego cierpienia. Papież Franciszek w Orędziu na Wielki Post 2015 roku napisał: „Nie jesteśmy Mu [Bogu] obojętni. Zależy Mu na każdym z nas, zna nas po imieniu, troszczy się o nas i nas szuka, kiedy Go opuszczamy. Interesuje się każdym z nas; Jego miłość nie pozwala Mu być obojętnym na to, co nam się przydarza”.

Cytując św. Jana, możemy powiedzieć: „My miłujemy Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował” (1 J 4, 19). Tylko wtedy, kiedy doświadczysz, jak bardzo Bóg cię kocha, kim jesteś dla Niego, tylko wtedy sam możesz na tę miłość spróbować odpowiedzieć. Możesz potem z tym doświadczeniem miłości pójść do drugiego człowieka i okazać mu miłosierdzie. Wpierw jednak musisz doświadczyć tego, jak Bóg kocha ciebie. Kluczem do zrozumienia tego jest przypowieść o miłosiernym Samarytaninie.

Z jednego powodu mamy bardzo duży problem ze zrozumieniem tej przypowieści: najczęściej utożsamiamy się z niewłaściwym bohaterem. Przykładamy bowiem do siebie postać miłosiernego Samarytanina i pytamy: „Czy jestem miłosiernym Samarytaninem?”. Pytamy więc o to, jak zachowalibyśmy się, gdybyśmy przychodzili koło zranionego człowieka? Czy zatrzymałbym się? Czy opatrzyłbym mu rany? Problem polega na tym, że ja mam się odnaleźć w tej przypowieści w zupełnie innej postaci. To nie ja jestem miłosiernym Samarytaninem. Ja jestem tym, który został napadnięty, pobity, ograbiony i rozebrany leży półmartwy na drodze. To z nim mam się utożsamiać. Oczywiście łatwiej się nam odnajdywać w miłosiernym Samarytaninie i szukać swoich dobrych stron: „Przecież od czasu do czasu wrzucę do koszyczka dwa złote kobiecie żebrzącej pod kościołem”. Nie! miłosierny Samarytanin to Jezus. Ja jestem tym, który leży przy drodze.

W przypowieści powiedziano, że człowiek ten schodził z Jerozolimy do Jerycha. Nie są to przypadkowe informacje, ale głęboko symboliczne szczegóły, które rzucają światło na interpretację przypowieści. Jerozolima stanowiła centrum kultu Izraela, była centrum religijnym, miejscem obecności Boga, świętym miastem. Informacja, że człowiek schodził z Jerozolimy, oznacza, że oddalał się z miejsca, w którym jest obecny Bóg, czyli zaczyna się pogrążać w grzechu. Idzie do Jerycha. Droga z Jerozolimy do Jerycha prowadzi bardzo stromo w dół. Schodzi on w swoim grzechu coraz niżej, coraz bardziej się w nim pogrąża. Ostatecznie wchodzi w depresję, ponieważ Jerycho jest jednym z najniżej położonych miast na świecie (270 m p.p.m.).

Wiemy więc, co dzieje się z tym człowiekiem, że schodzi na dno, grzech sprawia, że coraz bardziej się w nim pogrąża. Co więcej, nagle okazuje się, że grzech odebrał mu godność, obnażył go. Leży on przy drodze zupełnie nagi. Ostatecznie grzech odbiera wolność i czyni nas niewolnikami. Dla ludzi starożytnego świata był to jasny obraz: nago chodził tylko niewolnik, ludzie wolni byli ubrani. Święty Jan od Krzyża pisał, że człowiek ma trzech wrogów, którzy go napadają, ograbiają i pobitego zostawiają nago: szatana, świat i ciało, czyli samego siebie.

Drogą przechodzą kapłan i lewita, czyli osoby, które są związane z Panem Bogiem. Podążają do świątyni w Jerozolimie, żeby sprawować Boży kult. Idą się modlić, ale jeszcze nigdy tak naprawdę z Bogiem nie rozmawiali. Idą do Boga, ale nie noszą Go w swoim sercu. Gdyby znali Boga, wiedzieliby, że Bóg jest miłosierny i okazaliby człowiekowi miłosierdzie. Tymczasem boją się stracić rytualną czystość, gdyby okazało się, że człowiek ten jest martwy. Inaczej zachowuje się miłosierny Samarytanin, który jest w podróży, więc zapewne się spieszy, i ma zupełnie inny cel. Kiedy jednak zobaczył pobitego człowieka, zatrzymał się, choć mógłby przejść obok niego obojętnie, i sprawdził, czy żyje. Mógł stwierdzić, że nie umarł i zostawić go z nadzieją, że ktoś się nim zaopiekuje. Mógł też pomyśleć o grożącym mu niebezpieczeństwie: „Jeżeli ten człowiek został tu pobity, to zbójcy są gdzieś niedaleko i mogą mnie napaść”. Tymczasem on nie szuka wymówek, ale konkretnie pomaga potrzebującemu. Opatruje mu rany, odkaża je winem i łagodzi ból oliwą. Mógłby na tym zakończyć, ale on bierze go na swoje bydle, co oznacza, że od tego momentu będzie musiał iść pieszo, i zawozi do gospody. Tu mógłby powiedzieć: „Zrobiłem swoje, teraz wy się nim zajmijcie, ja idę dalej”. Ale nie, zostaje z nim całą noc, żeby się o niego zatroszczyć, a rano daje pieniądze gospodarzowi i mówi: „Zajmij się nim, ja za wszystko zapłacę”. Oto, jak wielką czułość okazuje nieznanemu człowiekowi, jak bardzo jest nim zainteresowany.

Najtrudniejsze do pojęcia w tej przypowieści jest to, że miłosierny Samarytanin zachowuje się tak wobec Żyda; Samarytanie nienawidzili się z Żydami. Nie chodzi o to, że się nie lubią ani nie szanują. Oni się nienawidzą! Nienawiść ta urosła do tego stopnia, że kiedy Samarytanin wypił wodę z kubka, to Żyd tego kubka nie mógł nawet dotknąć, bo tak się nim brzydził. Kiedy Jezus szedł ze swoimi uczniami przez Samarię, Jan mówi do Niego: „Pozwól mi zrzucić grom z nieba, żeby ich spalił” (zob. Łk 9, 54). Taką „sympatię” okazywał Jan, uczeń Pański.

Kim jest ten pobity człowiek leżący na drodze? To jesteś ty – zraniony przez swój grzech. To ty jesteś nieprzyjacielem Boga. To ty jesteś wrogiem Jezusa, względem którego On okazuje taką czułość. Myślisz: „Jak to? Przecież ja jestem Jego przyjacielem”. Na pewno?

Wiesz, co sprawił nasz grzech: mój i twój? Sprawił, że Jezus umarł. To mój grzech Go zabił! To ja zabiłem Jezusa przez swój grzech! To jest moja wina. Nie idę się spowiadać z tego, że przekląłem, zapomniałem modlitwy, kogoś obraziłem albo plotkowałem o innych. Klękam w konfesjonale i wyznaję w tych wszystkich moich grzechach, że zabiłem Syna Bożego. To jest moja odpowiedzialność. On nie przebacza nam nieodmówionego paciorka. Bóg przebacza nam to, że zabiliśmy Jego umiłowanego Syna. I wobec tej prawdy wszyscy jesteśmy równi. Tu nie ma grzechów lekkich i nieistotnych. Czy wobec tej prawdy możesz powiedzieć, że nie masz grzechu, nie masz się z czego spowiadać, nie masz się z czego nawracać? A czy morderca nie jest nieprzyjacielem tego człowieka? Czy stając przed Bogiem i wiedząc, że zabiłem Jego Syna, nie jestem Jego nieprzyjacielem? A On względem mnie, mordercy umiłowanego Bożego Syna, okazuje taką czułość, miłość i troskę. Kiedy jestem przy konfesjonale, opatruje moje rany, bo wie, że zostałem złamany przez grzech. Łagodzi ból moich ran oliwą, odkaża je winem. Przyodziewa mnie na nowo swoją łaską, abym odzyskał godność Bożego dziecka i nie był już niewolnikiem. Potem bierze mnie na swoje ramiona, zanosi do gospody, żeby mnie nakarmić i posilić swoim Ciałem i Krwią. Na koniec mówi: „Kocham cię. Już nie pamiętam, co zrobiłeś. Przebaczyłem ci. Żyj pełnią swojego życia”. Właśnie takie Miłosierdzie Ojca objawione jest w obliczu Jezusa Chrystusa – miłosiernego Samarytanina.

 

pol_pm_MILOSIERNI-JAK-OJCIEC


więcej tekstów autora

ks. Krzysztof Porosło

Prezbiter archidiecezji krakowskiej, animator liturgiczny Ruchu Światło-Życie, od 2008 roku współorganizator rekolekcji liturgicznych „Mysterium fascinans”. Interesuje się teologią liturgii, a szczególnie teologią symbolu oraz trynitarnym wymiarem liturgii. Autor książki „Jestem z wami przez wszystkie dni... Kompendium liturgiczne w pytaniach i odpowiedziach”, „W głębi... Posługa i formacja animatora liturgicznego” oraz rozważań prymicyjnych „To mówi Amen”.

Polecamy

Uwolnijcie nas stąd

Wydawnictwo M

Droga Krzyżowa, I

Józef Augustyn SJ

Zdawać się na sny?

Ks. Jacek Jurczyński SDB

partnerzy