Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Opowieści biblijne

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Shutterstock
  • 20 czerwca 2014
  • komentarzy
  • 1 598 wyświetleń
  • lubi to!

Kobieta własnością mężczyzny?

Elżbieta Wiater

Jan Paweł II powiedział: „Pierwszy człowiek w swej transcendentnej samotności objął w posiadanie stworzony dla siebie widzialny świat, poznając i nadając imiona istotom żyjącym (animalia)”. I to stwierdzenie prowadzi do dość wyrazistego pytania: czy to, że Adam nadał imię także Ewie, sprawia, że kobieta staje się własnością mężczyzny? Idźmy dalej – czy Ewa, nadając imię swojemu synowi, Kainowi, uznała, że ma go na własność?

Obie te pokusy wciąż są obecne w życiu wielu małżeństw i rodzin. Mężczyzna uważa, że ma żonę, więc nie musi o nią zabiegać ani dbać o związek. To z czasem rodzi w kobiecie frustrację i wszystkie uczucia przelewa ona na syna – urodziła go, przez wychowanie może go ukształtować według wzorca, który jej najbardziej odpowiada, więc zachowuje się wobec niego jako kogoś, kogo ma. Jak mawiają w kabarecie: „matka to matka, a żona – obcy człowiek”.

I można byłoby to uznać za smutną dziejową konieczność, gdyby nie słowa, którymi kończy się drugi opis stworzenia człowieka: Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (Rdz 2,24).

Opuścić dla jedności
Rodzice nie rodzą dzieci dla siebie. Przede wszystkim dlatego, że nie są stwórcami a jedynie współuczestniczą w stwarzaniu, a Tym, który daje życie, jest Bóg. To oznacza, że tylko On może w pełni dysponować życiem, które dał. Takie podejście wzmacniają słowa Jezusa, że kto nie ma w nienawiści swego ojca i matki nie może pójść za Nim (por. Łk 14,26). Tym samym w relacjach między ludźmi nadawanie imienia nie łączy się z posiadaniem tego, kto to imię otrzymuje. A z pewnością nie można według tego klucza interpretować opisu stworzenia.

Jaki więc klucz pozwala otworzyć ten tekst? Kiedy nazywane są zwierzęta, czyni to człowiek w swej pierwotnej samotności. Jest to więc akt specyficzny dla człowieczeństwa, nie wyłącznie męskości. Człowiek rozpoznaje animalia jako odmienne od niego samego i właśnie dlatego nie jednoczy się z nimi.

W tym akcie poznania dostrzega swoją inność (dlatego w cytacie, od którego zaczęłam, jest mowa o „transcendentnej samotności”, czyli wynikającej z bycia poza), swoje człowieczeństwo. Kiedy stworzona zostaje kobieta, mężczyzna to rozpoznane w sobie człowieczeństwo dostrzeże także w niej. Dzięki kobiecie człowieczeństwo mężczyzny stanie się pełniejsze, lepiej rozumiane, jak już wcześniej o tym pisałam. Tak samo będzie zresztą z człowieczeństwem Ewy – będzie ono od początku relacyjne i otwarte na poznanie.

Kiedy to poznanie wyrazi się w fizycznej jedności współżycia, zyska także cielesny wymiar, jakim będzie nowe życie – nowy człowiek. I właśnie ten aspekt – nakierowania nie tylko na jedność, ale także na pomnażanie życia – sprawia, że podejście biblijne zdecydowanie różni się od innej tradycji, która także mówiła o kobiecie i mężczyźnie jako szukających jedności.

Dwie połówki pomarańczy czy uczta wampirów?
W „Uczcie” Platona jeden z uczestników sympozjonu, Arystofanes, opowiada mit o tym, że na początku człowiek miał obie płcie. Jednak bogowie przerazili się jego potęgi, więc rozcięli go na kobietę i mężczyznę. Od tego czasu ludzie odmiennych płci szukają swojej drugiej połowy, a kiedy ją znajdują, przylegają do niej jak najściślej, by odzyskać utraconą, pierwotną jedność.

Zgodnie z tym mitem we współżyciu dwojga osób chodzi o zaspokojenie potrzeb i braków, jakie każda z nich w sobie nosi. Każda z nich szuka siebie, a drugiego poszukuje tylko ze względu na siebie samą. Brak tu wyjścia poza obręb własnego zaspokojenia, choć jest dążenie do jedności i do pewnego stopnia jest poszukiwanie własnej tożsamości.

Jan Paweł II zastanawia się, na ile przekaz biblijny mówi o takiej wizji relacji między kobietą i mężczyzną. I odpowiada: „Zdaje się, iż te dwa kręgi myślowe, te dwa języki: biblijny i platoński, tylko z wielką ostrożnością można tłumaczyć jeden na drugi”. Wynika to z faktu, że po grzechu pierworodnym mamy tendencję do utożsamiania tego, że ktoś daje mi siebie w wolności (jest dla mnie darem), z tym, że go posiadam. Posiadanie drugiego neguje jego wolność. A kiedy neguję wolność drugiej człowieka, degraduję go z poziomu osoby (z definicji rozumnej i wolnej) do poziomu przedmiotu. Taka relacja przestaje służyć przekazywaniu życia a staje się handlowym układem, w którym chodzi o wymianę dóbr a nie spotkanie osób.

Nawet dziecko w takim układzie nie jest kimś, kto poczyna się i rodzi z miłości, ale elementem układanki, który jest wykorzystywany lub nie, potrzebny lub nie, w rozgrywce o to, kto i ile ma otrzymać w danej sytuacji. To, co miało stać się tańcem wzajemnego obdarowywania się sobą i przyjmowania daru drugiego, który to taniec w naturalny sposób ciąży ku pomnażaniu człowieczeństwa, także poprzez zradzanie kolejnych ludzi, staje się targiem o to, czyje potrzeby i w jakim stopniu zostaną zaspokojone.

Drugi jest postrzegany jako „żywiciel” albo, kiedy chwilowo zaspokoił nasze braki, zbędny balast. Takiego podejścia trudno jest uniknąć przy tworzeniu związku. Jesteśmy synami Adama i córkami Ewy, przez co nosimy w nas trudne dziedzictwo ich odwrócenia się od Boga. Ale jesteśmy także, poprzez chrzest, dziećmi Boga a to oznacza, że przemiana jest możliwa. Naznaczona trudem, potrzebą nieustannego nawracania się, a czasem głębokim bólem, gdy druga strona rezygnuje z wysiłku, jednak możliwa. Trzeba tylko nieustannie sięgać po łaskę obecną w sakramentach, szczególnie pamiętając o tej danej w sakramencie małżeństwa, bo dary łaski i Boże wezwanie są nieodwołalne (Rz 11,29). I tego się trzymajmy.

 


więcej tekstów autora

Elżbieta Wiater

dr teologii, historyk, autorka książek, publicystka katolicka

Polecamy

Tabga

Fernando Perfetti

Niedziela, 03.08.2014

Jan Paweł II

partnerzy