Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Opowieści biblijne

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: AMD, Betlejem, płaskorzeźba z Groty Mlecznej
  • 25 grudnia 2015
  • komentarzy
  • 2 800 wyświetleń
  • lubi to!

Boże Narodzenie, prawda i mity

Roman Zając

Nasze wyobrażenia o narodzeniu Jezusa są kształtowane od dzieciństwa w klimatach jasełkowo-kolędowych. Zazwyczaj szopki ukazują stajenkę z bydlętami, małego Jezuska w żłobie na słomianym posłaniu, pochyloną nad nim z troską Maryję (kompletnie ubraną), Józefa stareńkiego wspartego na lasce, pasterzy w grubych kożuchach, trzech Mędrców Świata zwanych królami, a dookoła trzaskającą zimę. A jak było naprawdę? No cóż…

Józef stareńki?
Zazwyczaj św. Józef ukazywany jest jako staruszek z siwą brodą. Już teksty apokryficzne przedstawiają go jako starego człowieka. Według tzw. „Proto-Ewangelii Jakuba” św. Józef przed małżeństwem z Maryją miał już żonę i czwórkę dzieci. Kiedy się zestarzał i owdowiał, został  rzekomo wybrany przez najwyższego kapłana na stróża dziewictwa (sic!) dwunastoletniej Maryi opuszczającej świątynię (gdzie została oddana przez rodziców jako 3-letnia dziewczynka, aby tkać zasłonę do Przybytku). Ojcowie Kościoła po IV wieku dość sztywno trzymali się tej legendy. Tradycja ta ma oczywiście związek z dziewictwem Maryi. Słuchacze Radia Maryja zazwyczaj do słów „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” dodają: „i Maryja, Zawsze Dziewica”. Wiemy bowiem, że Józef był jej prawowitym małżonkiem, ale żył z nią w dziewiczym małżeństwie! Wyobrażano sobie, że uczynienie z Józefa staruszka doskonale tu pasuje. To było pewne zabezpieczenie wizerunku Świętej Rodziny, aby nikt nie miał wątpliwości, ani żadnych podejrzeń, co do dziewictwa Maryi także „post partum”, czyli po narodzeniu Jezusa. Uznano, że starość jest lepszym opiekunem dziewictwa niż młodość. I tak sztuka, nieświadomie, uczyniła Józefa małżonkiem czystym i nieskalanym, jednak na skutek wieku, nie zaś cnoty. Co jest trochę bezsensowne, bo starzy mężczyźni także mogą mieć niedozwolone pragnienia, nie tylko młodzi, o czym świadczy przykład Zuzanny molestowanej w ogrodzie właśnie przez starych mężczyzn. Pewnie dlatego w powieści Anthony’ego Burgessa „Człowiek z Nazaretu” Józef jest nie tylko stary, ale jeszcze w wyniku wypadku w ogóle nie może mieć dzieci i jest niezdolny do stosunku seksualnego, bo został (w młodości) przygnieciony przez grubą belkę. W każdym razie przedstawianie św. Józefa jako starca sprawiło, że zrobiono z niego nie tyle męża, co dobrotliwego opiekuna Maryi, jakby przybranego ojca albo nawet dziadka. Zważywszy na realia ówczesnej epoki możemy założyć, że Maryja miała około 13-14 lat, kiedy poczęła z Ducha Świętego. A ile mógł mieć Józef? Otóż najprawdopodobniej Józef był także młodym człowiekiem! Mógł mieć na przykład 20 lat. Wyobrażam sobie, że Józef – jako mężczyzna – był silny, męski, atletyczny (zawód cieśli zobowiązuje), przystojny i zdyscyplinowany. Czy naprawdę nie można uwierzyć w istnienie młodych ludzi, w pełni sił witalnych, którzy, żyjąc w małżeństwie, podjęli decyzję o zachowaniu dziewictwa przez całe życie, a ich małżeństwo stało się bardziej duchowe, niż cielesne, właśnie przez wgląd na narodziny tego szczególnego Dziecka? Cieszę się, że w filmie „Narodzenie” („The Nativity Story”, 2006) wreszcie zerwano z krzywdzącym wizerunkiem Józefa stareńkiego, ale już w latach 50-tych ubiegłego wieku arcybiskup Fulton J. Sheen pisał, że Józef „nie był wyschniętym owocem podanym na stole Króla, ale raczej kwiatem wypełnionym obietnicą i siłą; nie był on w jesieni życia, lecz w jego wiośnie, tryskając energią, mocą i kontrolowaną pasją” (por. Peter John Sheen, The World’s First Love, 1952., s. 96). Taki człowiek miał być wzorem dla małego Jezusa, jako jego ziemski ojciec, a nie staruszek, któremu nie zostało już zbyt wiele sił witalnych.

Nieczuli mieszkańcy Betlejem
Nie jest do końca prawdą, że Józef i brzemienna Maryja zostali potraktowani obcesowo i okrutnie przez nieczułych mieszkańców Betlejem. Nosimy w sobie przekaz o tym, że Józef stukał do różnych domów, a wszyscy zatrzaskiwali drzwi i grozili nawet, że poszczują psami. Tak to przedstawia chociażby „Pastorałka” Leona Schillera. A przecież skoro gospodarze otwarli im swoje pomieszczenia gospodarcze, to tak naprawdę byli gościnni i nie zostawili Maryi i Józefa bez pomocy. Jezus nie narodził się w jakiejś skleconej z drewna, zimnej szopie, ale w grocie. Takie groty wykorzystywano często jako pomieszczenia dla zwierząt, ale w niektórych po prostu mieszkali ludzie. W drewnianej stajence faktycznie mogło być zimno, ale w grocie można było rozpalić ognisko. Niewykluczone zresztą, że miejscowe kobiety towarzyszyły Maryi przy porodzie. Jest to nawet bardzo prawdopodobne. W apokryficznej „Księdze o narodzeniu Zbawiciela, i o Maryi, i o położnej” czytamy, jak Józef szukał położnej dla Jezusa i wysłał nawet w tej sprawie do miasta swego syna (z poprzedniego małżeństwa): „A gdy to jeszcze mówił, oto podeszła do nich dziewczynka z krzesłem używanym zazwyczaj przez położne, aby dopomóc rodzącym, i zatrzymała się. Na ten widok ogarnęło ich zdumienie. A Józef rzekł do niej: „Córeczko, dokąd idziesz z tym krzesłem?” Dzieweczka tak odpowiedziała: „Przysyła mnie tu moja mistrzyni, ponieważ jakiś młodzieniec z wielkim pośpiechem przybył do niej i powiedział «Idź szybko, by przyjąć nowy poród, dzieweczka bowiem po raz pierwszy rodzi». Słysząc to moja mistrzyni wysłała mnie przed sobą, a ona sama również podąża za mną”. Józef spojrzawszy zobaczył idącą ku nim kobietę, wyszedł więc jej naprzeciw i pozdrowili się wzajemnie” (tł. ks. Kazimierz Obrycki, cyt. Za: Apokryfy Nowego Testamentu, T. I, Ewangelie apokryficzne, Opowiadania o Jezusie, Maryi, Józefie i Janie Chrzcicielu, pod red. ks. Marka Starowieyskiego, Wyd. WAM 2003). Motyw położnej Maryi pojawia się w licznych przekazach (m.in. W Proto-Ewangelii Jakuba), choć w samej Ewangelii Łukasza nic na ten temat nie znajdziemy.

Krew, pot i łzy
Warto dodać, że mężczyźni ze względu na żydowskie przepisy czystości rytualnej, nie mogli być przy porodzie. Czasy się zmieniły i teraz panuje moda, aby ojciec był wówczas obecny, aby asystował, wspierał, pomagał żonie w oddychaniu i w końcu przeciął pępowinę. Inna sprawa, że wielu mężczyzn, którzy chcą uchodzić za twardzieli, jest w trakcie porodu wynoszonych z izby porodowej i potrzebują soli trzeźwiących. Każdy, kto był przy porodzie, wie, że jest tam dużo krwi, krzyku i bólu. Istniały jednak apokryficzne opowieści jakoby Maryja urodziła Jezusa tak łatwo, lekko i przyjemnie, że właściwie nic nie poczuła. Wynikało to z poglądu, że skoro według Rdz 3, 16 bóle porodowe były konsekwencją grzechu pierworodnego, to Maryja (Niepokalanie Poczęta, a więc wolna od grzechu pierworodnego) nie doświadczyła tych konsekwencji. Powoływano się też na słowa proroka Izajasza. „Zanim odczuła skurcze porodu, powiła dziecię, zanim nadeszły jej bóle, urodziła chłopca. Kto słyszał coś podobnego?” (Iz 66,7), choć oczywiście nie odnoszą się one do Maryi. Św. Grzegorz z Nyssy (zm. 394) objaśniał: „Ponieważ ta, która przez grzech wprowadziła do natury śmierć, została skazana na rodzenie w smutku i boleściach, ze wszech miar słuszną było rzeczą, żeby Matka Życia w radości poczęła i wydała na świat (syna)”. Właściwie jednak nie ma powodów, aby uznać, że poród Jezusa różnił się od innych porodów. Prawdopodobnie Maryja w połogu była wyczerpana jak każda inna kobieta w tej sytuacji, spocona i niezbyt kompletnie ubrana. Trudno sobie wyobrazić, że przyjmowała zaraz potem licznych gości, ubrana w długą elegancką suknię i jeszcze na dodatek w pozycji stojącej, a Jezusek leżał sobie samotnie na sianku (niczym na tronie podczas audiencji), błogosławiąc rączką przybyłych. Powinniśmy wyobrażać to sobie bardziej prosto i zwyczajnie, to znaczy tak, że Maryja leżała na jakimś prowizorycznym posłaniu, tuląc do siebie noworodka, który (wyrwany z łona swej matki) pragnął być jak najbliżej mamy, bo przecież przez 9 miesięcy była ona dla niego całym światem, a on chciał słyszeć bicie jej serca i czuć jej zapach, bo to dawało mu poczucie bezpieczeństwa.

Mędrcy, którzy przybyli później
W jasełkach, kolędach i na kartach świątecznych w towarzystwie pasterzy widzimy Mędrców ze Wschodu (nazywanych potocznie Trzema Królami), których umieszcza się w kontekście stajenki i żłóbka. Otóż obrazek ten jest całkowicie i do gruntu fałszywy, ponieważ wizyta Mędrców odbyła się w znacznie późniejszym czasie niż narodzenie Jezusa. W potocznej wyobraźni doszło do połączenia i zlania się w jedną całość dwóch odległych od siebie chronologicznie wydarzeń. W Ewangelii według św. Łukasza jest mowa o spisie ludności, podróży z Nazaretu do Betlejem, o narodzeniu Jezusa w grocie i przybyciu pasterzy, których obudził Anioł Pański. Następnie według św. Łukasza po ośmiu dniach Jezus został obrzezany i ofiarowany w Świątyni jerozolimskiej. Te wszystkie kwestie pomija jednak całkowicie Mateusz, u którego nie znajdziemy nic a nic o spisie ludności, wędrówce brzemiennej Maryi, ani też nic o stajence i pasterzach. Jest natomiast historia Magów ze Wschodu i późniejszej ucieczki Świętej Rodziny do Egiptu. Gdybyśmy znali tylko Ewangelię według św. Mateusza, moglibyśmy wręcz dojść do wniosku, że Józef i Maryja po prostu od początku mieszkali w Betlejem. Wynika to z tego, że Mateusz opisuje wydarzenia późniejsze. Prawdopodobnie Józef nie chciał wracać z noworodkiem do Nazaretu (bo taka podróż byłaby wyczerpująca dla malutkiego dziecka i kobiety krótko po porodzie), a poza tym może mu się do Nazaretu zwyczajnie nie śpieszyło, bo ciąża Maryi przed ślubem mogła być przedmiotem jakichś plotek. A zatem Święta Rodzina po prostu zamieszkała w Betlejem. Gdy już nie było tłumów wywołanych spisem, z pewnością znaleźli dla siebie lepsze lokum niż pomieszczenie gospodarcze. Józef, jako wykwalifikowany cieśla, mógł tam znaleźć pracę. Już w starożytności panowało przekonanie, że Magowie przybyli mniej więcej po… dwóch latach od narodzin Jezusa. To wyjaśnia dlaczego weszli do domu, a nie do stajenki, czy też do groty, o czym wyraźnie wspomina św. Mateusz: „Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon” (Mt 2, 11). Jak pamiętamy, Herod kazał pozabijać dzieci z Betlejem do lat dwóch (Mt 2, 16). Wcześniej, w Mt 2,7 czytamy, że „przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy”. Stąd możemy wnioskować, że gwiazda pojawiła się właśnie 2 lata wcześniej, prawdopodobnie w momencie narodzin Jezusa. Magowie oczywiście „śpiesznie dążyli” (jak mówi kolęda), ale zanim dotarli, mógł upłynąć nawet dwuletni okres czasu.

Nasze wyobrażenia o Bożym Narodzeniu obfitują w pobożne zmyślenia. Ale przecież są to tylko kwestie drugorzędne, to tylko sceneria i dekoracje, które, swoją drogą, mają nieodparty baśniowy urok. Obarczeni wiedzą, jak mogło być „naprawdę”, nie musimy oczywiście rezygnować ze śpiewania kolęd o naiwnej treści i z dekorowania szopek, gdzie pasterze stoją pospołu z Trzema Królami. Dla nas najważniejszą prawdą jest to, że Bóg stał się człowiekiem i narodził się tak, jak my. Ta prawda nie jest zaś naiwną baśnią, ale istotą naszej wiary.

 


więcej tekstów autora

Roman Zając

biblista, demonolog, absolwent KUL. Autor książek "Szatan w Starym Testamencie", "Przewodnik po Niebie, Piekle i ich mieszkańcach".

Polecamy

7 twarzy św. Łukasza

Roman Zając

Tajemnica Paschy

Św. Meliton z Sardes

Księga Jonasza

Ks. Wojciech Węgrzyniak

partnerzy