Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Opowieści biblijne

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: AMD
  • 27 maja 2014
  • komentarzy
  • 1 643 wyświetleń
  • lubi to!

Bezżenni dla Królestwa

Elżbieta Wiater

Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się narodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!” (Mt 19, 11-12).

Poprzedni tekst, mówiący o małżeńskim przymierzu jako drodze do pełni bycia osobą, mógł w osobach konsekrowanych lub żyjących w celibacie zrodzić odruch buntu. Ten z kolei mógł być najbardziej intensywny u tych, dla których celibat, w którym żyją, nie był ich własnym wyborem. Czy to znaczy, że ci ludzie nigdy nie osiągną pełni swojego bycia osobą a Kościół się pomylił, uznając życie w czystości za jedno z powołań w ramach wspólnoty?

Dziewictwo to nie celibat
Tu warto przyjąć rozróżnienie, które wprowadza Jan Paweł II: czym innym jest dziewictwo, czym innym celibat. Pierwsze oznacza bycie nietkniętym, bez doświadczenia fizycznej relacji seksualnej. Drugie oznacza bezżeństwo. O ile aby żyć w pierwszym, wymagana jest wspomniana rezygnacja z podjęcia współżycia, to decyzję o celibacie może podjąć także osoba, która żyła w małżeństwie (wdowiec, wdowa) lub nie jest dziewicą z innych powodów.

Niesie to też ze sobą rozróżnienie na poziomie psychiki i duchowego znaczenia czystości zachowywanej przez daną osobę.

Paradoksalnie w stanie uznawanym za doskonalszy, czyli w dziewictwie, łatwiej jest zachować czystość. Brak tutaj odniesień do wcześniejszych doświadczeń, brak wspomnień, które mógłby posłużyć diabłu za materiał do kuszenia. Świetnie pisze o tym w swoich notatkach duchowych i listach XVI-wieczny reformator kamedułów, Paweł Justiniani. Wspomina o powracających obrazach budzących pragnienie ciała, które doświadczenia te pamiętało nie tylko na poziomie intelektualnym, ale także zmysłowym. W zapiskach tych obecny jest też nieustannie żal, że jego życie przed wstąpieniem do eremu było tak rozwiązłe.

Jednak na poziomie duchowego znaku fizyczne dziewictwo pozostaje stanem doskonalszym od celibatu. Osoba ślubująca Bogu pozostanie w dziewictwie jest znakiem całkowitego ofiarowania siebie Stwórcy, bez najmniejszej próby realizowania siebie w innych relacjach. Staje się w ten sposób znakiem, także w swoim ciele, jeśli nie głównie w nim, że relacja z Bogiem może być taką, która w pełni zaspokaja ludzkie serce. Nie szuka zabezpieczeń czy potwierdzenia siebie w tym, co doczesne, ale kieruje się od razu ku temu, co najdoskonalsze. Oczywiście opisuję teraz pewien ideał, zresztą sam Karol Wojtyła w „Miłości i odpowiedzialności” pisze, że doskonałość stanu nie pociąga za sobą w sposób konieczny doskonałości życia kogoś żyjącego w tym stanie.

Tak więc być dziewiczym, to wybrać najbardziej bezpośrednią i najtrudniejszą ścieżkę, choć bez dodatkowego obciążenia. Ścieżka ta nosi nazwę relacji oblubieńczej do Boga, w której On jest jedynym Oblubieńcem. Ale najpierw o celibacie.

Bezżenni dla Królestwa
Ci, którzy ślubują celibat, mogą mieć za sobą doświadczenia seksualne. Na poziomie psychicznym będzie to tworzyło dodatkowe trudności i wymagało wewnętrznej pracy, która jednak może okazać się bardzo płodnym elementem ich posługiwania w Kościele.

Na poziomie duchowego znaku, w zależności od tego, jaki charakter miały te doświadczenia, mogą oni być obrazem nawróconej Jerozolimy, ponownie przygarniętej przez Boga, lub Izraela, który dojrzał na pustyni do tego, by całkowicie zaufać Panu. Mogą też być obrazem wziętym z Ezechiela – dziecka szamoczącego się we własnej krwi, odrzuconego i skazanego na śmierć, które jednak Bóg podnosi i wywyższa (por. Ez 16,4-7). We wszystkich tych obrazach powraca motyw relacji do Stwórcy: odnowionej, dojrzewającej, pełnej wdzięczności za okazane miłosierdzie.

I tu dochodzimy do kategorii, która jest kluczowa dla zrozumienia, czemu w Kościele tak wysoko ceni się dziewictwo i czystość, chociaż jak widzieliśmy w analizie opisów stworzenia człowieka z Księgi Rodzaju, osoby przeciwnych płci potrzebują siebie nawzajem, by dotrzeć do pełni dojrzałości. Kategorią tą jest powołanie.

O co tak naprawdę chodzi
Wszyscy jesteśmy powołani do jedności z Trójcą, do wejścia w Jej „krwioobieg” miłości, ale każdy z nas ma to zrealizować na swój sposób. Relacja małżeńska jest tym najbardziej naturalnym, wpisanym w naszą naturę w akcie stwórczym. Kiedy jednak przychodzi Chrystus, otwierają się dodatkowe drogi dojrzewania, które jest jednocześnie dawaniem świadectwa Bożej miłości do ludzi.

Wymagają one przekroczenia w nas tego, co naturalne, i zgodę na to, by Duch podniósł to na wyższy poziom. Pożądanie fizyczne staje się znakiem duchowego pragnienia (świetnie o tym piszą mistycy nadreńscy czy wciąż żywa tradycja karmelitańska), pragnienie posiadania potomstwa sublimuje się w gotowość głoszenia słowa i opieki nad tymi, którzy powierzają nam swoje duchowe życie, zaś Osobą, z którą jest się w podstawowej relacji, jest Bóg. Nie neguje to relacji z innymi ludźmi, podobnie jak zawarcie małżeństwa nie oznacza zerwania wszystkich przyjaźni, jednak wprowadza wyraźną hierarchię – tylko Bóg jest tym, kto ma nas na wyłączność. Najbardziej wyrazistym przykładem takiej postawy jest życie pustelnicze, ale jak widać po liczbie powołań do niego, jest to szlak jedynie dla Bożych taterników i to mocno związanych z Nim liną Ducha.

Czystość jako negacja ciała?
Często śluby dziewictwa czy czystości były postrzegane jako negacja ciała, prawie manichejskie potępienie jego wartości i znaczenia. Jednak główną wartość tych ślubów stanowi przecież odniesienie do ciała. Co więcej, z praktyki ascetycznej jasno wynika, że kto nie przyjmuje w pełni faktu swojej cielesności i stawianych przez nią wymagań, nie będzie zdolny do pełnego przeżywania swojego dziewictwa lub celibatu. Uświadomienie sobie pragnień ciała i świadoma rezygnacja z nich jest przyjęciem krzyża, a kto go nie przyjmuje, nie jest godzien Chrystusa (por. Mt 10,38). Kto go jednak podejmie, otrzyma łaskę jego uniesienia, co więcej – ten krzyż będzie jego paszportem do zmartwychwstania jego ciała, już całkowicie podporządkowanego duchowi.


więcej tekstów autora

Elżbieta Wiater

dr teologii, historyk, autorka książek, publicystka katolicka

Polecamy

partnerzy