Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Najtrudniejsze fragmenty Biblii

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Shutterstock
  • 7 listopada 2014
  • komentarzy
  • 965 wyświetleń
  • lubi to!

Wierzyć w Kościół?

ks. Grzegorz Strzelczyk

Wydawać by się mogło, że w Kościół nie trzeba wierzyć, bo jest rzeczywistością widzialną, niemal namacalną. Doświadczamy tego za każdym razem, gdy przychodzimy na Mszę świętą: stajemy obok siebie, widzimy się, podajemy sobie ręce, przekazując znak pokoju. Jesteśmy Kościołem, który widać. Jeżeli jednak w Credo wyznajemy wiarę w Kościół, oznacza to, że oprócz tej warstwy widzialnej, doświadczalnej jest jeszcze inna, która wymaga wiary.

Co widać, a czego nie?
Aby to lepiej zrozumieć, trzeba przyjrzeć się temu, jak Syn Boży stał się dostępny w Jezusie z Nazaretu. Podczas Jego ziemskiego życia można było Go dotknąć, można było z Nim rozmawiać, jeść, mieszkać, można było się nawet z Nim spierać czy zagrać w kości. Widzenie i dotykanie nie wystarczało jednak, by rozpoznać w Nim zapowiedzianego Mesjasza, Syna Bożego. Do uznania tego potrzebna była wiara. Jego człowieczeństwo – ciało, nauczanie, słowa, czyny były znakami nieustannie odsyłającymi głębiej, do przestrzeni, którą tylko wiara może rozpoznać. Jednocześnie przez to człowieczeństwo, przez Chrystusowe ciało, Bóg rzeczywiście działał: przebaczał grzechy, uzdrawiał, głosił Ewangelię z mocą, wskrzeszał umarłych. Jezus nie był takim znakiem, jak np. znak „stop” na skrzyżowaniu, który tylko informuje, że mamy się zatrzymać, ale nas nie zatrzyma. Większość znaków w naszym świecie oznacza coś, ale nie sprawia. Tymczasem znak człowieczeństwa Syna jednocześnie oznacza i sprawia to, co oznacza. Tam, gdzie było Jego ciało, tam udostępniała się też Jego boskość. Ale ten wymiar Jego tożsamości pozostawał ukryty, nieoczywisty, rozpoznawalny jedynie wiarą. Słowa i czyny Jezusa miały tę wiarę wzbudzić. Święty Paweł napisał, że Kościół jest Ciałem Chrystusa, a zatem niejako przedłuża Jego obecność w świecie.

W Kościele również współistnieją dwa wymiary – widzialny i niewidzialny. Kościół jako instytucjonalnie zorganizowana wspólnota uczniów jest widzialnym znakiem zbawienia, które przyniósł Jezus. Wszyscy ochrzczeni są znakiem, dzięki któremu Dobra Nowina jest nadal przekazywana. Gdyby nie ta widzialna postać Kościoła, Ewangelia w ogóle nie mogłaby do nikogo dotrzeć. Nikt by jej nie wypowiedział i nikt by jej nie usłyszał. Kościół jednak to coś więcej niż tylko grupa ludzi – w niej i przez nią nieustannie działa Duch Święty. Nasza modlitwa, głoszenie Dobrej Nowiny i sprawowane w Kościele sakramenty są skuteczne, Bóg działa przez nie, tak samo jak wtedy, gdy działał przez człowieczeństwo Jezusa przed wniebowstąpieniem. Zbawienie naprawdę przychodzi przez Kościół, w nim naprawdę odpuszczane są grzechy i w nim naprawdę można spotkać Boga. To nie jest tylko opowieść, którą sobie przekazujemy, to się realnie dzieje. Aby tego doświadczyć, potrzebna jest wiara – dzięki niej można przejść od poziomu znaku do rzeczywistości niewidzialnej. Dzięki niej można dostrzec, że zbawienie nie jest tylko kwestią przeszłości: zbawiający Chrystus działa tu i teraz przez swego Ducha we wspólnocie Kościoła.

Wspólnota grzeszników
Jeśli coś łączy w sobie znak i skuteczność, czyli sferę widzialną, materialną i aktualne acz niewidzialne Boże działanie, nazywamy to sakramentem. Dlatego można powiedzieć, że Chrystus jest prasakramentem, jest pierwszym sakramentem, bo był jednocześnie widzialnym znakiem i obecnością Bożego zbawienia rzeczywiście działającego. Idąc tym tropem, możemy Kościół nazwać sakramentem wtórnym.

Sobór Watykański II mówił, że „Kościół jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (Konstytucja dogmatyczna o Kościele nr 1). Kościół jest „znakiem i narzędziem”, czyli wskazuje na Boga i jednocześnie jest przestrzenią Bożego działania. Znane z  katechizmu siedem sakramentów działa dokładnie tak samo: mamy w nich widzialną stronę, czyli znak i słowo, np. jak chrzcimy dzieci, to polewamy je wodą, wymawiając formułę chrzcielną, ale przez ten zewnętrzny znak działa rzeczywiście Bóg. Gdy ksiądz w konfesjonale odpuszcza grzechy, to wypowiada słowa, z którymi Bóg związał swoją moc. To Bóg odpuszcza winy, ale używa do tego znaku.

W sakramentalnym charakterze Kościoła tkwi zasadnicza trudność związana z różnicą między Chrystusem a Kościołem: Chrystus był bez grzechu, a my nie jesteśmy od niego wolni. Kościół jest wspólnotą grzeszników, a to przecież nie pomaga w rozpoznawaniu w nim Bożej obecności. Byłoby pewnie łatwiej, gdybyśmy wszyscy byli doskonali jak Chrystus, ale nie jesteśmy. Kiedy ktoś z zewnątrz patrzy na Kościół, to widzi nas, także nasze słabości i grzechy. Na ile da się w nas dostrzec miłującego Chrystusa? To jest kłopot (bo o zgorszenie nietrudno), ale też wielka wartość Kościoła. Bo co by było, gdyby Kościół był tylko dla bezgrzesznych? Miejsce w nim byłoby tylko dla Pana Jezusa i Matki Bożej. Nas już trzeba by było – ze względu na grzech – wykluczyć. Na szczęście tak nie jest i wszyscy się w nim mieścimy. Jesteśmy wspólnotą grzeszników. Ale grzeszników, którym przebaczono. To jest istota Kościoła – wspólnota grzeszników, których dosięgło miłosierdzie Ojca przez Chrystusa w  Duchu Świętym. Wspólnota tych, którzy usłyszeli Dobrą Nowinę, przyjęli przebaczenie i teraz o nim w radości świadczą.

Nie jest dobrze, kiedy się zatrzymujemy
Grzeszność oczywiście nie wzmacnia wiarygodności Kościoła. Jeżeli ludzie ochrzczeni, zwłaszcza znani, robią coś głupiego lub grzesznego, to cień pada nie tylko na wizerunek tych osób, ale utrudnia również odbiór Ewangelii: osłabia wiarygodność Kościoła. W związku z tym zadanie nawrócenia stoi przed każdym człowiekiem w Kościele. Im lepsze, głębsze i skuteczniejsze jest w nas nawrócenie, tym oblicze Chrystusa jaśnieje bardziej i tym łatwiej jest rozpoznawalne. Z kolei im bardziej martwe i mizerne jest nasze życie wiary, tym gorszym, mniej czytelnym znakiem zbawienia jesteśmy.

Grzechy mają pewną dodatkową paskudną właściwość: jeżeli są powtarzane we wspólnocie przez wielu ludzi, to wpływają na to, jak ta wspólnota funkcjonuje jako całość. Pojawiają się nie najmądrzejsze zwyczaje, niesprawiedliwe prawo, przyzwolenie na zło. Tak się dzieje nie tylko w Kościele, ale we wszystkich ludzkich społecznościach i instytucjach. Jan Paweł II nazywał to – za niektórymi teologami mierzącymi się z wielkimi niesprawiedliwościami społecznymi w Ameryce Łacińskiej – strukturami grzechu. Jeżeli wielu ludzi powtarza ten sam grzech, to może on zamienić się w prawo albo obyczaj, i nawet gdy oni się osobiście nawrócą, to obyczaj czy przepis zostaje i dalej deprawuje. Nie wystarczy więc samo nawrócenie poszczególnych ludzi, czasem jeszcze trzeba Kościół reformować, przeglądać obyczaje, przyjrzeć się strukturze, czy tam czasami nie czają się resztki grzechu lub błędu. Dlatego Kościół co jakiś czas się reformuje, poprawia, zmienia. To zawsze jest bolesne, bo nasze przyzwyczajenia potrafią być bardzo silne. Ale czasem samo zasiedzenie się w starych strukturach prowadzi do zagubienia jakiegoś dobra. Na przykład coś może stać się rutyną tak bardzo, że już mało kto pamięta, jakie było pierwotne znaczenie i  sens jakiegoś działania. Kościół nie może się zatrzymać, bo jeżeli stanie w miejscu, to umrze. O tym mówił obecny papież w swojej pierwszej homilii: „Nasze życie jest wędrówką i nie jest dobrze, kiedy się zatrzymujemy”.

Jestem Ciałem Chrystusa
Na szczęście przestrzeń znaku, czyli nasze świadectwo oraz strona instytucjonalna Kościoła to nie wszystko, co wspólnota uczniów Chrystusa ma do zaoferowania. Jesteśmy przestrzenią działania Ducha Świętego – On w nas mieszka i działa, zwłaszcza wtedy, gdy gromadzimy się na Eucharystii i przyjmujemy inne sakramenty. Duch Święty działa przez modlitwę i popycha nas do posługiwania innym. Sprawia, że coraz bardziej stajemy się Ciałem Chrystusa, bo odtwarza w nas Jego postawę oddania siebie w miłości. To zwłaszcza przez tę postawę stajemy się w świecie przedłużeniem Chrystusowego Ciała. Jego ciało materialne jest teraz chwilowo nieobecne (poza Eucharystią), bo wstąpił do nieba. W tym Ciele jeden Duch sprawia, że choć każdy z nas ma swoją własną funkcję, drogę, powołanie, całe Ciało zachowuje jedność. Zresztą ono może normalnie funkcjonować tylko wtedy, gdy każdy z członków rozpoznaje i wypełnia swoje powołanie i posługuje innym. Święty Paweł bardzo mocno kładł nacisk na to, że jesteśmy powołani do tego, by w jedności Ciała nawzajem sobie posługiwać tym darem, jaki każdy od Ducha otrzymał (por. 1 Kor 12).

Część powołań jest takich jak moje: realizuje się w celibacie i całkowitym oddaniu swojego życia na rzecz wspólnoty Kościoła. Ktoś inny jest wezwany do tego, żeby swoją miłość realizować w małżeństwie, które jest znakiem miłości Boga do ludzi. Przez darowanie swego życia małżonkowi ma pokazywać światu, jak bardzo Chrystus umiłował swoją Oblubienicę – Kościół. Warto pamiętać, że aby posługiwać w Kościele, niekoniecznie trzeba robić coś wewnątrz świątyni. Służbę Ciału Chrystusa realizujemy tam, gdzie nasze normalne codzienne powołanie nas postawiło – w pracy, domu, szkole… To są przestrzenie naszej odpowiedzialności. Nie przestajemy być uczniami Chrystusa z chwilą, gdy wychodzimy z kościoła. Wszystko to, co jest wewnątrz naszego doświadczenia, może być chrześcijańskie, to znaczy odniesione do Chrystusa. Zwłaszcza codzienne obowiązki, których zwykle nie traktujemy jako sfery religijnej. Styl, w jakim je spełniamy, miłość, jaką w nie wkładamy, mogą być znakiem Bożego działania w świecie. Bo ilekroć próbujemy posługiwać, oddawać nasze życie dla braci, tylekroć ujawnia się skuteczność działającego w nas Bożego Ducha i skuteczność Kościoła.

Warto też od czasu do czasu pomyśleć o tym, na co Paweł kładzie dość duży nacisk: „niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze” (1 Kor 12,22). W Kościele najsłabsze członki powinny być otaczane największą troską. Jeżeli Chrystus mówi, że został posłany, aby nawrócić grzeszników, a nie sprawiedliwych, to głównym zadaniem Kościoła powinno być pochylanie się nad słabymi i grzesznymi. Zawsze jest taka pokusa, żeby tych najsłabszych odsunąć ze wspólnoty, bo nam psują wizerunek i dobre samopoczucie. Tego nam robić nie wolno. Naszym zadaniem jako wspólnoty Kościoła, jako Ciała Chrystusa, jest troska o najsłabszych, o tych, którzy nie po- trafią odnaleźć miłości w swoim życiu. To do nich jesteśmy przede wszystkim posłani.

Ks. Grzegorz Strzelczyk, Przyjaciel grzeszników. Boga portret własny, Wydawnictwo M, Kraków 2014

 


więcej tekstów autora

ks. Grzegorz Strzelczyk

prezbiter Archidiecezji katowickiej, chrystolog, zajmuje się również problemami metodologicznymi teologii współczesnej i historią teologii. W latach 2008-2012 prodziekan ds. nauki Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego. W latach 2007-2011 redaktor prowadzący czasopisma „Teologia w Polsce”. Obecnie sekretarz II Synodowi katowickiego Kościoła. Związany jest z Ruchem Światło-Życie. Autor książek i świetny fotograf. Prowadzi stronę www.strzelczyk.edu.pl

Polecamy

Niedziela, 27.07.2014

Jan Paweł II

Eucharystia pierwszych chrześcijan

ks. Marek Starowieyski

Błogosławieństwa, VI

ks. Mariusz Rosik

partnerzy