Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Najtrudniejsze fragmenty Biblii
źródło: Internet
  • 9 lipca 2014
  • komentarzy
  • 1 128 wyświetleń
  • lubi to!

Początek nowego świata

ks. Grzegorz Strzelczyk

Credo kończy się wyznaniem wiary w zmartwychwstanie i  życie wieczne. Niestety przez wieki akcentowania wiary w  nieśmiertelność duszy przyzwyczailiśmy się do myślenia o niebie jako o rzeczywistości wyłącznie duchowej. Wyobrażamy sobie często, że po śmierci to nasze dusze będą się radować w niebie. Tymczasem wyznanie wiary mówi, że podstawową nadzieją chrześcijaństwa jest zmartwychwstanie ciała. Dopiero po zmartwychwstaniu czeka nas życie wieczne. Wiąże to się z podstawowym oczekiwaniem chrześcijan na paruzję, czyli powtórne przyjście Jezusa Chrystusa na ziemię. Nastąpi wtedy kres świata, jaki znamy, i przez jego przemianę nastanie nowy świat. Na przestrzeni wieków emocje związane z oczekiwaniem na powrót Jezusa mocno osłabły. Wprawdzie w adwencie mamy kilka takich dni, kiedy liturgia dość mocno to przypomina, ale poza tym przyzywanie powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa przesunęło się nam na margines przeżywania wiary. Chyba za bardzo.

Co się dzieje po śmierci
Dlaczego tak się stało? Dlatego, że ten koniec świata długo nie nadchodzi. Pierwsze pokolenie chrześcijan oczekiwało, że Chrystus przyjdzie ponownie jeszcze za ich życia. W latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych I wieku już się jednak nie spodziewano, że to może nastąpić lada chwila. Stąd w Nowym Testamencie położono akcent na to, że nikt nie zna godziny przyjścia Syna Człowieczego (por. Mt 25,1-13). Oczekiwanie przeciągnęło się jednak na dwa tysiące lat i każdemu z nas bardziej prawdopodobne wydaje się, że zanim nastąpi kres tego świata, to wcześniej przyjdzie kres jego życia. Ta perspektywa stała się znacznie bliższa, dlatego też z czasem zaczęto zastanawiać się w Kościele, co się dzieje z człowiekiem w chwili śmierci. Co się z nim stanie, jeśli umrze, zanim przyjdzie Chrystus? (to pytanie zaczęli stawiać chrześcijanie już niedługo po Zmartwychwstaniu Chrystusa). Co się dzieje z duszą człowieka, który zmarł, a jego ciało jeszcze nie zmartwychwstało?

Czy jego los rozstrzygnie się dopiero na sądzie ostatecznym, czy od razu? Kościół rozwiązał ten dylemat, bazując na dwóch wskazówkach. Jedna pochodzi z Ewangelii św. Łukasza, jest to scena, w której Dobry Łotr wisząc na krzyżu zwraca się do Jezusa: wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23,42-43). Z tej obietnicy płynie sugestia, że rozstrzygnięcie co do tego, czy człowiek jest w Bogu, czy też Go ostatecznie odrzuca, nie dokonuje się dopiero na sądzie ostatecznym, ale w momencie śmierci lub tuż po niej.

Poczekalnia dla zmarłych
Druga wskazówka znajduje się w Credo: „zstąpił do piekieł, a trzeciego dnia zmartwychwstał”. Często tak koncentrujemy się na śmierci i Zmartwychwstaniu Jezusa, że umyka nam to, że „zstąpił do piekieł”. Wyrażenie to nie jest zbyt szczęśliwym tłumaczeniem Credo na język polski, w rzeczywistości chodziło bardziej o „otchłań” (szeol). Żydzi, a po nich także pierwsi chrześcijanie wierzyli, że ci, którzy umarli przed Chrystusem, czekali na Dzień Pański w miejscu nazywanym otchłanią. Zmarli tam ani nie cierpieli, ani też nie trwali w szczęściu, raczej wyobrażano sobie to jako stan letargu, biernego oczekiwania dnia sądu. W takim stanie byli wszyscy, począwszy od Adama. Różne wzmianki o tym „miejscu” znajdziemy w Starym Testamencie, ale istotą sprawy jest to, że co do tych zmarłych nie zapadły żadne decyzje, oni są jakby zawieszeni w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie. Kiedy Chrystus umarł, to tak jak wszyscy zmarli zstąpił do otchłani. Tym samym jednak sam Bóg-dawca życia zstąpił w krainę śmierci. Życie rozsadziło otchłań. Ojcowie Kościoła nieraz bardzo plastycznie to opisują. W starożytnej tradycji ikonograficznej, której pozostały wierne Kościoły wschodnie, w ogóle nie przedstawiało się momentu Zmartwychwstania (wyjścia Jezusa z grobu), tylko właśnie zstąpienie lub wyjście Chrystusa z otchłani. Na ikonach widać Go, jak wychodzi jakby z jamy w ziemi, obok leżą wyłamane wrota do otchłani często złożone na kształt krzyża. Chrystus stoi na nich, za rękę trzyma Adama, on zaś trzyma Ewę itd. aż do ostatniego biedaka w tej otchłani. Jezus ich wyprowadza i to jest obraz Zmartwychwstania: On powstał z martwych jako pierworodny spośród tych, którzy umarli.

Gdy wyznajemy wiarę w zstąpienie Chrystusa do otchłani, uznajemy też, że zmarli zostali osądzeni, a otchłań zniesiona. Nie ma już poczekalni dla zmarłych, po śmierci los ludzi rozstrzyga się od razu: albo chwytają się Zmartwychwstałego i doznają zbawienia, albo Go odrzucają.

Pompowanie modlitwą
Moment, w którym rozstrzyga się los człowieka, nazywany jest „sądem szczegółowym”. Dokonuje się on tuż po śmierci – stajemy przed Chrystusem i w tym spotkaniu zapada ostateczna decyzja: czy chcemy i potrafimy przyjąć Boga i z Nim się zjednoczyć, czy też tego nie chcemy? Człowiek może trafić albo do „nieba”, które jest stanem pełnego zjednoczenia z Bogiem, albo do „piekła” – czyli popaść w stan odrzucenia Boga. Katolicka tradycja mówi jeszcze o czyśćcu. W Piśmie Świętym nie znajdziemy tego słowa, ale pojawiają się teksty na temat modlitwy za zmarłych. Sugerują one, że modlitwa może być zmarłym potrzebna, może im pomóc. Idea czyśćca w istocie wyjaśnia tę naszą praktykę. Dostrzegamy, że grzech nas psuje, robimy się gorsi, niż powinniśmy być. Jeżeli mocno się wysilamy, pokutujemy, próbujemy iść za dobrem, to jesteśmy w stanie na- prawić sporo skutków naszego grzechu. Być może nawet dojdziemy w momencie śmierci do takiego stanu, w jakim Bóg chciałby nas mieć. Jeżeli jednak człowiekowi mimo starań nie uda się za życia przezwyciężyć w sobie wszystkich konsekwencji grzechu, to potrzebny będzie jeszcze moment czy stan oczyszczenia po śmierci. Można człowieka porównać do balonu, który wygląda ładnie i w pełni spełnia swoje funkcje tylko wtedy, gdy jest odpowiednio wypełniony powietrzem. Jeśli jest za słabo nadmuchany, prezentuje się nieatrakcyjnie. Podobnie człowiek, jeśli nie napełnił się miłością do tej miary, do której powinien, to staje przed Bogiem jakby oklapnięty. Potrzebuje, żeby go dopompować miłością i temu służy czyściec i nasza modlitwa za zmarłych. Człowiek po śmierci jest całkowicie bezradny, nic nie może zrobić dla swojego zbawienia, w związku z tym nasza modlitwa musi go doprowadzić do tej miary, jaką Bóg dla niego zaplanował. Dlatego Kościół w każdej Eucharystii modli się za wszystkich zmarłych, nawet tych, którzy nie mają bliskiej pamiętającej o nich rodziny. Tak jak grzech nigdy nie jest sprawą prywatną, bo dotyka innych, tak też dobro nie jest nigdy sprawą prywatną i może pomóc także tym, którzy potrzebują ostatecznego dopełnienia. Nigdy nie wiemy, ile tego dobra jest potrzebne dla konkretnego człowieka, żeby tę właściwą dla siebie miarę osiągnął, ale nawet jeżeli będziemy „pompować modlitwę” w kogoś, kto jest już w pełni miłości, to Bóg zagospodaruje ją, przekazując łaskę komuś następnemu. W zarządzaniu dobrem Bóg jest naprawdę skuteczny. Jeżeli człowiek dostąpi pełnego zjednoczenia z Bogiem, to odzyskuje możliwość służenia innym, dlatego możemy prosić o wstawiennictwo świętych. Oni mogą nas otoczyć swoją miłością. To jest przedłużenie solidarności między ludźmi, jakiej doświadczamy na ziemi. Tak jak my nawzajem sobie pomagamy, tak święci żyją cały czas w związku z nami i pomagają nam swoim wstawiennictwem.

Dzień Wielkiego Pojednania
Stan człowieka z samą duszą jest stanem przejściowym. Nie będziemy przez całą wieczność fruwać sobie jako „duszki”. Wiara nasza mówi o zmartwychwstaniu ciała – stanem docelowym jest cały człowiek: dusza i zmartwychwstałe ciało. Niewiele wiemy o tym, jakie będzie ciało zmartwychwstałe, bo jedyny przypadek, jaki znamy, to jest zmartwychwstałe Ciało Chrystusa. A po wniebowstąpieniu nijak zbadać go nie możemy. Z zapisanych w Nowym Testamencie świadectw uczniów wiemy, że jest ono z jednej strony w ciągłości z tym ciałem, które było poprzednio, bo uczniowie Go rozpoznawali, a z drugiej strony zachowuje się ono trochę inaczej – Jezus się zjawia, wchodzi mimo zamkniętych drzwi, pokazuje się w dwóch miejscach jednocześnie… Oczywiście – wiara w zmartwychwstanie wiąże się z wiarą w przemianę całej materialnej rzeczywistości. Święty Paweł twierdził, że wraz z przyjściem Chrystusa nastąpi nie tylko zmartwychwstanie, ale również przemiana całego wszechświata – będzie nowe niebo i nowa ziemia, na której zamieszka sprawiedliwość. Ta przemiana jest konieczna, bo cały kosmos musi zostać oczyszczony ze skutków grzechu. Zło, które teraz jest w świecie zmieszane z dobrem, splątane w naszych sercach, zostanie oddzielone i odrzucone. Ten nowy przemieniony świat będzie wolny od grzechu i jego skutków. Zanim to się stanie, czeka nas drugi sąd, który nazywamy „ostatecznym”. Nie należy go rozumieć jako drugą instancję, w której można się odwołać od decyzji instancji pierwszej, czyli sądu szczegółowego. Tamto rozstrzygnięcie jest już ostateczne. Rzecz jednak w tym, że w chwili śmierci nie zna- my wszystkich konsekwencji uczynionego przez nas dobra lub zła. A przecież skutki naszego działania ciągną się przez kolejne pokolenia. Dopiero jak historia się skończy, będzie można to wszystko zobaczyć. Na tym właśnie będzie polegał sąd ostateczny – zobaczymy konsekwencje każdego naszego czynu, ostateczną miarę dobra i zła, które wnieśliśmy w świat. Mówiąc żartobliwie: będzie to dzień powszechnego zawstydzenia, bo wszystko o wszystkich stanie się jawne w Bogu. Jednak nie na wstydzie będzie spoczywał akcent. Będzie- my już wtedy uczestniczyć w Boskiej zdolności do przebaczania, zalani po uszy miłosierdziem Ojca. Bez tego trudno byłoby sobie taki dzień wyobrazić. W związku z tym, nawet jak się dowiemy, skąd pochodzi jakieś cierpienie, które nas dosięgło, bo na przykład ktoś z naszych przodków nie dbał o zdrowie, to nie będziemy zaczynać od pretensji, tylko od miłosiernego przebaczenia. Podobnie z miłosierdziem będą spoglądać na nas ci, którzy doznali skutków naszego grzechu. Zdaje się więc, że to będzie dzień wielkiego pojednania.

Dość długo chrześcijanie oczekiwali rychłego powrotu Chrystusa, żywo pragnęli tej nowej rzeczywistości. Nie patrzyli na to jak na „koniec świata”, który lepiej żeby nie przyszedł wcale, ale jak na początek nowego, lepszego świata. To jest coś, co trzeba w naszej duchowości odzyskać. W praktyce duszpasterskiej nadmiernie straszono sądem ostatecznym, żeby ludzi skłonić do nawrócenia, ale efekt jest nie najlepszy. Lęk to marna motywacja do miłości. Zaczęliśmy patrzeć na sąd ostateczny – i na Sędziego – jako na coś strasznego i obawiać się powtórnego przyjścia Jezusa. Tymczasem powinniśmy go z  niecierpliwością wyczekiwać, przyzywać w modlitwie. Nie będziemy wtedy mu- sieli umierać, nie będziemy musieli przechodzić przez traumę śmierci. Zatem: przyjdź, Panie Jezu!

Ks. Grzegorz Strzelczyk, Przyjaciel grzeszników. Boga portret własny, Wydawnictwo M, Kraków 2014, s. 41-50


więcej tekstów autora

ks. Grzegorz Strzelczyk

prezbiter Archidiecezji katowickiej, chrystolog, zajmuje się również problemami metodologicznymi teologii współczesnej i historią teologii. W latach 2008-2012 prodziekan ds. nauki Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego. W latach 2007-2011 redaktor prowadzący czasopisma „Teologia w Polsce”. Obecnie sekretarz II Synodowi katowickiego Kościoła. Związany jest z Ruchem Światło-Życie. Autor książek i świetny fotograf. Prowadzi stronę www.strzelczyk.edu.pl

Polecamy

Kobieta - metafora Izraela

Bella Szwarcman-Czarnota

Chanuka - Święto świateł

Bella Szwarcman-Czarnota

partnerzy