Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Najtrudniejsze fragmenty Biblii

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Shuttertock
  • 17 stycznia 2015
  • komentarzy
  • 1 045 wyświetleń
  • lubi to!

Od fascynacji po odrzucenie

Paweł Lisicki

Mój sprawiedliwy Sługa wielu uczyni sprawiedliwymi, bo on weźmie na siebie ich winy. Dlatego w dziedzictwie przydzielę mu wielu i wielkie rzesze posiądzie jako zdobycz (Iz 53,11-12).

Jezus zrozumiał, że słowa Izajasza o „wzgardzonym i odtrąconym przez ludzi słudze” były właśnie zapowiedzią skierowaną do Niego. Że musi cierpieć, nie jak wszyscy inni żydowscy męczennicy, z narodem, czując milczącą solidarność Izraela, ale właśnie niejako przeciw narodowi, wzgardzony i odtrącony, bo tak tylko mógł odkupić wielu, którzy narodzą się z Jego śmierci i tego, co Bóg przygotował jako odpowiedź na nią. Wiedząc o tym, Jezus w nocy przed pojmaniem spożywa z uczniami Ostatnią Wieczerzę, i znowu padają słowa o cierpieniu za wielu: „To jest moja krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” (Mk 14,24); „To jest bowiem moja krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,28). I wychodzi do Getsemani. Wielu to Reszta Izraela, to Izrael, który się nawrócił, nowy, odkupiony, ocalony. Jezus nie tylko jest nowym Izraelem, centrum odnowionego ludu Bożego, ale także ofiarą, przez którą ma się to stać – komentuje France (The New International Commentary on the New Testament).

Pomazaniec, który cierpi
Odtrącony przez przywódców ludu Jezus nie przestaje tego ludu kochać, rozumie teraz, że ostatnią szansą wybawienia jest przyjęcie na siebie gniewu i pójście na śmierć. Wcześniej mógł sądzić, że Jego posłanie zostanie przyjęte. Że znaki mocy, które okazywał, radość, jaką dawał wykluczonym, zostanie przyjęta tak, jak sobie zamierzył: jako znaki bliskości Boga, jako dowody nadejścia Jego panowania. Trudno powiedzieć, jak dokładnie takie nawrócenie Izraela miałoby wyglądać. Wizja Kajfasza, który porzuca urząd arcykapłański i przyłącza się do Jezusa, wygląda mało przekonująco. W każdym razie obraz, jaki wyłania się z Ewangelii, świadczy o narastającej wrogości. O ile pierwsze znaki i nauki były przyjmowane jeszcze z zainteresowaniem, o tyle później pojawiało się coraz więcej podejrzliwości i nieufności. Gdzieś następuje moment zwrotny. Czy stało się to w chwili, kiedy tłum chciał obwołać Jezusa Mesjaszem, a Ten – jak podaje Jan – nie przyjął ofiarowanego Mu tytułu? „Gdy jednak Jezus poznał, że zamierzają przyjść i porwać Go, aby obwołać królem, znowu udał się samotnie na górę” (J 6,15). Tak utrzymywał Bammel (The Poor and the Zealots). „Zwrot [w nauczaniu Jezusa] nie dokonał się w Cezarei Filipowej, nowym punktem wyjścia nie jest też w takiej mierze tajemnica cierpienia; nakarmienie tłumów musi być postrzegane jako chwila, kiedy nastąpiło zerwanie z popularnym mesjanizmem i, faktycznie, z eschatologią Jana Chrzciciela” – pisał. Według niego Jezus, negując rolę Mesjasza jako zwycięskiego wodza, który miał prowadzić Izraela do zwycięstwa nad wrogami, ostatecznie też sprowokował do działania faryzeuszy (s. 24). Jakkolwiek by było, jest faktem, że w pewnym momencie swej posługi Jezus musiał zrozumieć, że czeka Go cierpienie. Nic o tym nie mówiły przepowiednie Jana Chrzciciela, który ogłaszał, że „nadchodzi potężniejszy od niego (…), który będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem, który ma przetak w ręku, aby oczyścić swoje klepisko i pszenicę zebrać do spichlerza, plewy zaś spalić w ogniu nieugaszonym” (Łk 3,1-17). Słowa te doskonale mieszczą się jeszcze, mimo swego metaforycznego charakteru, w tradycji oczekiwania na Mesjasza wodza, zwycięzcę, władcę. Nagle jednak okazuje się, że ów potężniejszy ma być tym, który zostanie wzgardzony, odtrącony, że miast chrzcić ogniem, sam podda się chrztowi cierpienia i agonii. Z tą myślą Jezus postanowił oswajać swych uczniów.

We wcześniejszej tradycji żydowskiej Mesjasz miał być tym, który zwycięża, a nie tym, który cierpi. Potwierdzają to wszystkie znane pisma judaistyczne, czy to pochodzące od wspólnoty z Qumran, czy z innych kręgów żydowskich. Żydowska nadzieja opierała się na swoistym, nowym odczytaniu tekstów Starego Testamentu, nie miała ona jednej postaci, nigdzie jednak nie ma śladów wiary w cierpiącego Mesjasza.

Niektórzy Żydzi oczekiwali króla, inni kapłana, stąd w literaturze qumrańskiej pojawia się Mesjasz Aarona lub Mesjasz Izraela. Ale jest też Mesjasz Dawida lub Józefa (lub Efraima). Jako o możliwym Mesjaszu wspomina się nawet o Eliaszu, który miałby wrócić jako wyczekiwany arcykapłan. We wszystkich jednak obrazach, jakie towarzyszą pojawieniu się Mesjasza, dominuje oczekiwanie na zwycięstwo. Wynika to zresztą z samego źródła mesjanizmu żydowskiego. „Wiara w trwałość dynastii Dawidowej ostatecznie przerodziła się w żywy mesjanizm różnych rodzajów, który występował w różnych formach judaizmu palestyńskiego, w czasie kiedy Jezus z Nazaretu pojawił się na scenie za dni Heroda Wielkiego i jego następców” – pisał Fitzmyer (The One Who Is to Come). Jeśli tak, to z założenia niejako Mesjasz musiał być zwycięzcą, musiał być odnowicielem dynastii, wodzem Izraela. Mesjanizm nie zrodził się z poczucia winy czy grzeszności Izraela, ale z poczucia politycznej słabości, której towarzyszyło, szczególnie wśród szerszych warstw żydowskich, pragnienie sprawiedliwości. W obu przypadkach dla skuteczności swej misji Mesjasz potrzebował siły. Tylko dzięki niej mógł pozbyć się pogan, mógł oczyścić z nich Przybytek, Święte Miasto, Świętą Ziemię. I tylko dzięki sile mógł też wyrównać niesprawiedliwości, wziąć w obronę słabych, odrzuconych, niesprawiedliwie gnębionych. Nie ma jasności, kiedy w judaizmie pojawiła się idea Mesjasza. Wiadomo natomiast, że pojęcie to (Mesjasz) znane było w palestyńskim judaizmie w wiekach przedchrześcijańskich i oznaczało postać eschatologiczną, namaszczonego ludzkiego posłańca Boga, który miał zostać wysłany przez Niego jako wyzwoliciel i na którego oczekiwano u końca czasów – pisał Fitzmyer. Samo słowo messias jest zgrecczoną formą aramejskiego mesiha, które odnosi się do hebrajskiego ham-masiah, „Mesjasz”. Amerykański badacz zdecydowanie przeciwstawiał się tak do tej pory rozpowszechnionemu wśród chrześcijan prostemu utożsamieniu nadziei na odrodzenie monarchii Dawidowej i mesjanizmu.

Dotyczy to przede wszystkim różnych wczesnych tekstów prorockich, które same w sobie, zgodnie z intencją ich autorów, nie zawierały jeszcze nadziei na pojawienie się Mesjasza, ale w języku typowym dla starożytnej retoryki opisywały oczekiwanego Władcę. Nie miał się on pojawić na końcu czasów, nie oczekiwano po nim, że będzie ostatecznym sędzią, jego przyjście nie oznaczało kresu świata. „Trzeba się sprzeciwić – pisze Fitzmyer – powszechnemu niemal zrównywaniu idei restauracji monarchii i mesjanizmu. Nie ma dowodu na rzecz mesjanizmu przed II w. p.n.e.” (s. 53). Niemniej jednak nie ma wątpliwości, że od II w. p.n.e. pojawiło się oczekiwanie typowo mesjańskie, a wcześniejsze teksty świadczące o nadziei na restaurację zostały zreinterpretowane. „Mesjanizm w wąskim znaczeniu tego słowa pojawił się rzeczywiście w obrębie prechrześcijańskiego judaizmu i na długo przed epoką rzymską. (…) Pojawił się on też we fragmencie pism apokaliptycznych, które poza tym nie wspominają o dynastii Dawida” (s. 62). I tak Fitzmyer twierdzi, że nawet jeśli nie da się dokładnie ustalić, do kogo odnosi się fragment proroctwa Daniela o Przywódcy-Pomazańcu, pokazuje on, że „mesjanizm w istocie pojawił się w prechrześcijańskim judaizmie palestyńskim i że nie był on zwykłym wizyjnym przeczuciem tego, co autorzy Nowego Testamentu powiedzą o Jezusie z Nazaretu”. Nigdzie jednak nie uda się znaleźć przejścia między tą formą żydowskiego oczekiwania na wyzwolenie – czy to polityczne, czy społeczne – a obrazem cierpiącego Pomazańca.

Wielu egzegetów przyjmuje, że to dopiero pierwsza wspólnota włożyła Jezusowi w usta zapowiedzi męki, próbując w ten sposób pokazać, że Galilejczyk wiedział o swoim przeznaczeniu. „Potem zaczął ich nauczać, że Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć, że zostanie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i nauczycieli Prawa, że zostanie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie” (Mk 8,31). Trudno to przyjąć. Gdyby takie zapowiedzi nie pochodziły od Jezusa, gdyby to nie On sam łączył swe przeznaczenie z cierpieniem, gdyby to nie On przedstawiał siebie jako Mesjasza, który będzie cierpiał, w jaki sposób mieliby to wymyślić uczniowie? Przerażeni po śmierci Jezusa, obawiający się o własne życie, sparaliżowani strachem, pełni wyrzutów sumienia, że zostawili Go w potrzebie, nagle mieliby sami z siebie powiązać to, co w tradycji żydowskiej wcześniej było rozdzielone? Więcej niż rozdzielone.

„Cierpiący Mesjasz” brzmiało w ich uszach tak jak „okrągły kwadrat”, było sprzecznością, niemożliwością, dziwactwem. Dobrze ujął to Kurt Schubert, gdy napisał, że „chrystologiczne odniesienie do cierpiącego Sługi Pańskiego jest nam, jako chrześcijanom, znane, nie dostrzegamy zatem, jak bardzo absurdalnie musiało brzmieć w uszach Żyda ery Nowego Testamentu twierdzenie, że Mesjasz, który miał panować w królestwie Boga w dniach ostatecznych, ma umrzeć śmiercią przebłagalną” (K. Schubert, Biblical Criticism Criticised: With Reference to the Markan Report of Jesus’s Examination, s. 394).

Żeby przyjąć taką przepowiednię, trzeba było ogromnego wysiłku wiary ze strony uczniów i kogoś, kto by ich o tym przekonał oraz cieszył się niezachwianym, niepodważalnym autorytetem. „Idea cierpiącego Mesjasza – zauważył słusznie Fitzmyer – nie pojawia się w żadnym z pism Starego Testamentu lub pism żydowskich wcześniejszych albo pochodzących z tego okresu co Nowy Testament. Jest to koncepcja chrześcijańska, która wykracza poza żydowską tradycję mesjańską” (s. 142). „W całej żydowskiej literaturze mesjanistycznej okresu tannaitycznego nie ma śladu «cierpiącego Mesjasza»” (s. 148).

Idea cierpiącego Mesjasza, właśnie ze względu na swą dziwność, nowość, oryginalność, musi pochodzić od samego Jezusa. To, że się narodziła, może być zatem skutkiem z jednej strony doświadczenia – pierwotnie radosna Dobra Nowina spotyka się z odrzuceniem, w związku z tym gniew Boga może zostać odwrócony od Izraela tylko przez zastępczą ofiarę, a z drugiej efektem namysłu nad tekstem Izajasza. Tylko Jezus mógł przygotować uczniów do jej przyjęcia. „W Ewangelii Łukasza i w Dziejach Apostolskich pojawia się «cierpiący Mesjasz». W Starym Testamencie czyta się o cierpiącym Słudze w czwartej pieśni Sługi (Iz 52,13–53,12), która per se nie ma mesjańskich konotacji, nawet jeśli następne odniesienia do pieśni podczas rozwoju tradycji żydowskiej tak ją interpretują. Nic wszakże nie mówi się o cierpiącym Mesjaszu. Nawet w przypowieściach Henocha (1 Hen), gdzie spotkać można najstarszą mesjańską interpretację Sługi, nie wspomina się o cierpiącym Synu Człowieczym lub cierpiącym Mesjaszu” – pisze Fitzmyer (s. 141).

Z tego zrozumienia bierze się właśnie Ostatnia Wieczerza, gdzie w sposób symboliczny i jednocześnie realny Jezus w kilku słowach przepowiada wszystko, co ma się stać. Słusznie zatem piszą polscy teologowie, księża Józef Kudasiewicz i Henryk Witczyk, że „tylko wtedy jesteśmy w stanie odkryć coś z tajemnicy Pasji, gdy będziemy patrzeć na nią przez pryzmat Ostatniej Wieczerzy, która w zamiarze Jezusa jest sakramentem (widzialnym znakiem i aktualizacją) Jego miłości do swoich uczniów i do «wielu». Najwymowniejszym wyrazem i potwierdzeniem tej miłości – oprócz gestu łamania chleba i podania kielicha – był gest umycia nóg apostołom zaproszonym do Wieczernika” (Jezus i Ewangelie w ogniu dyskusji, s. 225). Ale sam ten posiłek jest czymś nowym, jest znakiem, że nastąpił powrót z wygnania, a stało się to za sprawą Jezusa, który oddał się za wielu. N.T. Wright zauważa: Jeśli wierzył On, że królestwo miało nadejść, innymi słowy, że YHWH miał zamiar zainaugurować nowe przymierze, koniec wygnania, przebaczenie grzechów, staje się bardzo prawdopodobne, że starał się On (Jezus) odróżnić ten posiłek od zwykłej wieczerzy paschalnej, zachowując wystarczająco wiele z jej formy, by jej symbolizm pozostawał skuteczny.

W tych wszystkich rozważaniach teologicznych uderzać musi dysproporcja między tak nędznym, nieznaczącym, niedającym się przewidzieć początkiem i tym, co było dalej. Z ludzkiego punktu widzenia ustanowiony przez Jezusa nowy rytuał nie miał żadnej szansy przetrwać. Co z tego, że – jak piszą Hengel i Schwemer – „prawdopodobnie Jezus chciał, by przez ofiarę Jego własnego życia, rozumianą jako pokuta, złamać władzę grzechu i zatwardziałość Izraela, która powstrzymywała nadejście panowania Boga. (…) Wieczerza paschalna Jezusa i ogłoszone podczas niej samooddanie Mesjasza jako Sługi Bożego wskazuje na nadchodzące w bliskim czasie, oczekiwane panowanie Boga i objawienie Syna Bożego. W słowach tych Jezus jawi się jako Ten, który ustanawia Eucharystię, i gospodarz w przyszłym królestwie. W tych słowach o Jego ofierze przebłagalnej przez swoją śmierć można widzieć testament Jezusa dla Jego uczniów” (Jesus und das Judentum, s. 586). Co z tego, kiedy w chwili gdy zasiadał z uczniami do stołu, nie miał, wydawało się, żadnych szans. Odrzucony przez przywódców narodu, podejrzany w oczach Rzymian, nie mogąc liczyć na oparcie w uczniach, mógł jedynie wierzyć, że stanie się cud. Z tą wiarą zasiadł z uczniami do stołu i powiedział im, że przeleje krew za wielu. Za kilka godzin mieli już przyjść po Niego oprawcy.

Polecamy: Paweł Lisicki, Kto zabił Jezusa, Wydawnictwo M, Kraków 2013


więcej tekstów autora

Paweł Lisicki

dziennikarz, publicysta, teolog, pisarz. Były redaktor naczelny dziennika "Rzeczpospolita" i tygodnika "Uważam Rze", obecnie tygodnika "Do Rzeczy"

Polecamy

Droga Krzyżowa, V

Józef Augustyn SJ

Księga Rut

Ks. Wojciech Węgrzyniak

partnerzy