Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Najtrudniejsze fragmenty Biblii
źródło: Shutterstock
  • 17 kwietnia 2016
  • komentarzy
  • 1 107 wyświetleń
  • lubi to!

Czy Bóg się gniewa?

ks. Grzegorz Strzelczyk

Bóg wchodzi w naszą historię jako człowiek i nie zatrzymuje się przed niczym, nawet przed śmiercią za nas. Święty Jan zapisał w Ewangelii słowa Jezusa: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Chrystus wypowiedział to zdanie nie tylko po to, by nam zostawić ładny aforyzm, ale wypełnił je sobą mimo dramatycznych okoliczności, w jakich przyszło Mu umierać – niesprawiedliwości, poniżenia, okrucieństwa. Wytrwał w ludzkiej wierności Ojcu aż do końca. Spróbujmy sobie na chwilę wyobrazić, że jesteśmy na miejscu Boga-Ojca i widzimy to wszystko, co ludzie robią Jezusowi, jaki ból Mu sprawiają. Czy bylibyśmy w stanie utrzymać nerwy na wodzy? Czy raczej wybuchnęlibyśmy gniewem i walnęli piorunami w oprawców? Ojciec jednak nie zareagował tak na cierpienie, które ludzie sprawiali Jego Synowi: „On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?” (Rz 8,34). To szczyt objawienia miłosiernego oblicza Ojca.

Dzięki Chrystusowi dowiedzieliśmy się, że Bóg wobec grzechu nie tylko wstrzymuje gniew, ale reaguje propozycją przebaczenia. Albo jeszcze głębiej: ze skutkami naszego grzechu radzi sobie tak, że bierze je na siebie. Aż po śmierć. W Starym Testamencie – choć wątki miłosierdzia wobec słabych już się pojawiają – nie znajdziemy jeszcze takiego obrazu Boga. Zdaje się, że musiał przyjść do nas jako człowiek i opowiedzieć o tych swoich cechach, których dotąd nie udawało nam się odczytać – może dlatego, że nie mieściły nam się w głowach.

Ten nowy obraz Ojca, który Jezus odsłaniał przed ludźmi, gorszył wielu współczesnych Mu Żydów. W Ewangeliach znajdziemy sporo scen, w których słuchacze reagują oburzeniem na to, co mówi o Ojcu. Chodzi zwłaszcza o stosunek i samego Jezusa, i Ojca do grzeszników. Żydzi gorszyli się zachowaniem Jezusa, Ewangelista Łukasz zanotował ich reakcję na wizytę Jezusa w domu Zacheusza: „A widząc to szemrali: »Do grzesznika poszedł w gościnę «” (Łk 19,7). Jak On mógł?! Przypięto mu mało pochlebną łatkę: „Żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników” (Mt 11,19). A Jezus, zamiast łagodzić sytuację, dopowiadał: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają” (Mt 9,12). Zachowanie Jezusa w stosunku do grzeszników było znakiem tego, jak Ojciec się do nich odnosi. W tym samym kierunku szło nauczanie, zwłaszcza najsłynniejsze przypowieści. Opowiadał na przykład o zagubionej owcy, której pasterz szuka wytrwale, pozostawiając całe stado. Kończy się ona słowami: „Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7).

Przypowieści na ten temat jest dużo więcej, wszystkie pokazują, że Bóg idzie za grzesznikiem, zabiega o niego. Trudno to było przyjąć zwłaszcza tym, którzy uważali się za pobożnych, porządnych. I zdaje się, że podobnie trudno się z takim obrazem Boga pogodzić dziś – szczególnie tym, którzy chcieliby „oczyścić” Kościół z grzeszników, zamknąć go przed nimi. A przecież idzie o to, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. I dlatego orędzie Chrystusa o Bogu miłosiernym, który pochyla się nad grzesznikami, jest prawdziwie Dobrą Nowiną dla każdego. Bo oznacza, że i nade mną pochyla się z miłością.

To nie był jedyny wątek nauczania Jezusa trudny do przyjęcia przez współczesnych. Kolejnym był związek między grzechem człowieka a nieszczęściem, jakie przytrafia mu się w życiu (karą Bożą) i na odwrót – między jego świętością i pomyślnością na tym świecie (nagrodą). Żydzi byli przekonani – ale jest to chyba dość powszechne, nie tylko żydowskie przekonanie – że jeżeli komuś się nie powodzi w życiu, to najprawdopodobniej dlatego, że Bóg karze go w ten sposób za jakieś grzechy. Natomiast jeśli ktoś jest bogaty, szczęśliwy i zdrowy, to oznacza, że jest sprawiedliwy i Bóg mu błogosławi.

Jezus się z tą tezą wyraźnie nie zgadza, irytuje się nawet: „myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” (Łk 13,4-5). Nie ma bezpośredniej zależności między naszym postępowaniem a zsyłaną przez Boga pomyślnością czy nieszczęściem. Owszem, umiejętności czy praca mogą sprzyjać osiągnięciu sukcesu w życiu, zaś czynione przez nas zło może się boleśnie na nas odbić. Ale to efekt naturalnej kolei rzeczy, a nie specjalnej boskiej interwencji.

Nieraz może chcielibyśmy, żeby tak było, żeby to od naszej poprawności zależało, czy jesteśmy piękni i bogaci, ale tak nie jest. Bóg nie rozlicza w tym świecie naszych win i zasług. Mówi o tym przypowieść o pszenicy i kąkolu. Gdy wśród zboża wyrosły chwasty, słudzy chcieli jak najszybciej się ich pozbyć – rozplątać, wyrwać, usunąć. Właściciel pola upomina ich jednak: „Poczekajmy na żniwa. Jeśli teraz zaczniemy usuwać kąkol, możemy też zniszczyć pszenicę” (por. Mt 13,24-30).

Bóg będzie umiał wyplątać kąkol grzechu z pszenicy dobra naszego życia. My możemy się pomylić. Zwłaszcza że ten kąkol nie rośnie obok nas, ale w nas, a granica bywa z trudem dostrzegalna w naszym sumieniu.

Ks. Grzegorz Strzelczyk, Przyjaciel Grzeszników. Boga portret własny, Wydawnictwo M, Kraków 2014, s. 22-27


więcej tekstów autora

ks. Grzegorz Strzelczyk

prezbiter Archidiecezji katowickiej, chrystolog, zajmuje się również problemami metodologicznymi teologii współczesnej i historią teologii. W latach 2008-2012 prodziekan ds. nauki Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego. W latach 2007-2011 redaktor prowadzący czasopisma „Teologia w Polsce”. Obecnie sekretarz II Synodowi katowickiego Kościoła. Związany jest z Ruchem Światło-Życie. Autor książek i świetny fotograf. Prowadzi stronę www.strzelczyk.edu.pl

Polecamy

Kapłańskie ciało

Elżbieta Wiater

Miłość i śmierć

Elżbieta Wiater

partnerzy