Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Najtrudniejsze fragmenty Biblii

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Shutterstock
  • 10 maja 2015
  • komentarzy
  • 914 wyświetleń
  • lubi to!

Cierpienie i Bóg

Józef Augustyn SJ

Nie stworzono szkoły, która przygotowywałaby do cierpienia. Tylko cierpiąc, uczymy się przyjmować cierpienie. Nie ma innej drogi. Kiedy ludzie, którzy nie doświadczyli cierpienia, rozprawiają o nim i pouczają innych, jak mają owo cierpienie znosić, zachowują się trochę tak, jakby próbowali mówić po chińsku bez znajomości tego języka.

Obawy przed cierpieniem oddają naszą ludzką słabość i podatność na zranienia. Paraliżujące, neurotyczne lęki przed cierpieniem nie bronią nas jednak przed nim, wręcz przeciwnie – zdają się go jedynie pomnażać. Narzucają nam bowiem cierpienia urojone, które w danej chwili nie istnieją i których być może w rzeczywistości nigdy nie doświadczymy.

Skoro uczymy się cierpieć cierpiąc, najlepszą szkołą do stawiania czoła większym cierpieniom, które w tej czy innej formie, wcześniej czy później, spadną na nas, jest cierpliwe znoszenie naszych małych niedogodności i bolączek, których na ogół nie szczędzi nam życie codzienne. To zwykle z braku akceptacji małych cierpień i z niecierpliwości wobec nich rodzi się lęk przed większymi cierpieniami. Poddając się bowiem pasywności i bezradności w naszych drobnych cierpieniach, intuicyjnie przeczuwamy, że w sytuacjach trudniejszych, bardziej skomplikowanych nasza bezradność i pasywność będą jeszcze większe.

Cierpienia, małe i wielkie, są częścią ludzkiego życia. Uczenie się mądrości w podejściu do nich jest więc podstawowym elementem sztuki życia. Kto nie chce uczyć się dźwigania swoich małych i wielkich krzyży, nie będzie wiedział, jak żyć. Tak naprawdę od cierpienia i bólu nie można uciec. Im bardziej usiłujemy cierpienie oszukać, przechytrzyć czy ominąć, tym zwykle większy ono budzi w nas lęk. Zdaje się czyhać na nas w każdym momencie życia i na każdym kroku.

Kiedy przychodzi cierpienie, trzeba nam rozeznawać jego źródła. Jeżeli uzależnione jest ono od naszego postępowania, możemy próbować uniknąć go, zmieniając siebie. Psalmista powie: Chorowali na skutek swoich grzesznych czynów i nędzę cierpieli przez swoje występki; obrzydło im wszelkie jedzenie i byli bliscy bram śmierci (Ps 107,17–18). Kiedy człowiek cierpi przez swoje występki, drogą do uniknięcia bólu będzie zawsze nawrócenie.

Doznajemy jednak w naszym życiu wiele takich cierpień (na przykład choroby), które nie są wcale konsekwencją naszych czynów i których jednocześnie nie jesteśmy w stanie wyeliminować. Te musimy uczyć się przyjmować i znosić w miarę naszych sił i cierpliwości. Z cierpieniem trzeba się zmagać, patrząc mu – na ile to tylko dla nas możliwe – prosto w oczy. Nie jest jednak wskazana kontemplacja cierpienia. Przeżywanie cierpienia i bólu, choć mają one zwykle swoje obiektywne przyczyny, w dużym stopniu zależy od subiektywnego podejścia. Wpatrywanie się we własne cierpienie powoduje wrażenie, iż ono narasta.

Stawiamy czoła cierpieniu, odważnie deklarując przed Bogiem, że chcemy je przyjąć, jeżeli jest ono Jego wolą. Kiedy ogarnia nas lęk przed cierpieniem, winniśmy powtarzać pokornie za Jezusem: Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty (Mt 26,39). Jezus nie szukał cierpienia, nie pragnął go dla niego samego. Jest rzeczą znamienną, że Chrystus nie prosi Ojca o cierpienie, jak czyniło to później wielu mistyków. Dlaczego? Mistycy pragnęli nie tyle samego cierpienia, chcieli raczej być podobni do Jezusa we wszystkim, także w znoszeniu Jego krzyża. To właśnie owo pragnienie naśladowania Jezusa dawało im odwagę, by prosić o upodobnienie się do Niego w tym, co również dla Chrystusa było najtrudniejsze: w męce i krzyżu. Jezus natomiast nie naśladuje nikogo. Ojciec zaś nie miał upodobania w cierpieniu swego Syna, ale jedynie w Jego posłuszeństwie aż do śmierci i to śmierci krzyżowej (Flp 2,8). Posłuszeństwo to objawiało się najpełniej właśnie w cierpieniu.

Szkołą cierpienia dla ucznia Jezusa jest kontemplacja cierpiącego i ukrzyżowanego Mistrza. On daje nam wzór, w jaki sposób mamy bronić się przed cierpieniem, które wynika tylko z ludzkiej woli – naszej lub cudzej (por. J 18,23), oraz jak przyjmować to cierpienie, które jest wyrazem woli Ojca. Przedłużeniem kontemplacji cierpienia Jezusa jest rozważanie cierpienia Jego świętych: męczenników i wyznawców. Oto piękny przykład cierpienia polskiego zesłańca na Syberię, o którym wspomina Fiodor Dostojewski w powieści pt. Wspomnienia z domu umarłych: „Starego ukarano. Legł pod rózgi bez protestu, zagryzł zębami rękę i zniósł chłostę bez najmniejszego krzyku czy jęku, nieruchomo. (…) Furtka się otworzyła. [Ukarany] nie patrząc na nikogo, blady na twarzy i z bladymi drżącymi wargami, przeszedł wśród zgromadzonych na dworze katorżników, którzy się już dowiedzieli, że wychłostano szlachcica, wszedł do koszar, prosto na swe miejsce, nie mówiąc ani słowa, ukląkł i zaczął się modlić. Katorżnicy byli zdumieni, a nawet wzruszeni. »Kiedym zobaczył tego staruszka – mówił M-cki – siwego człowieka, który zostawił w ojczyźnie żonę i dzieci, kiedym zobaczył go klęczącego, ukaranego sromotnie i modlącego się – wyskoczyłem za koszary i całe dwie godziny byłem w jakimż szale, nieprzytomny«. Katorżnicy odtąd powzięli dla [tego człowieka] wielkie poważanie i zawsze traktowali go z szacunkiem”.

„Dusza to tak nieskończenie wielka przestrzeń, że trochę fizycznych dolegliwości nie ma większego znaczenia” – napisze do przyjaciół z obozu w Westerborku w Holandii Etty Hillesum, która – podobnie jak bł. Stefan Wincenty Frelichowski – dobrowolnie oddała swoje życie w obozowej posłudze bliźnim.


więcej tekstów autora

Józef Augustyn SJ

jezuita, prof. Akademii Ignatianum w Krakowie, teolog, kierownik duchowy, rekolekcjonista, red. nacz. "Życia Duchowego", autor książek

Polecamy

partnerzy