Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Ludzie księgi
źródło: Shutterstock
  • 22 lipca 2014
  • komentarzy
  • 5 015 wyświetleń
  • lubi to!

Kim nie była Maria z Magdali

Roman Zając

W potocznej świadomości funkcjonuje wiele mitów wokół tej niezwykłej kobiety, którą nazwano Apostołką Apostołów. Mają one różne pochodzenie. Do utrwalenia części z nich przyczynili się nawet papieże, skutkiem czego kultywuje je do dziś wielu katolików. Inne mity o pochodzeniu gnostycko-newage’owskim spopularyzował Dan Brown w swoim bestsellerze i są one podzielane przez licznych konsumentów kultury popularnej, którzy nie sięgają zbyt często do rzetelnych opracowań naukowych. Paweł Lisicki (redaktor naczelny tygodnika „Do rzeczy”) napisał monografię na temat Marii Magdaleny, więc odsyłam do niej bardziej dociekliwych. Tu omówię siedem najpopularniejszych mitów związanych z Marią Magdaleną

Nie miała na imię Magdalena
Obecnie słowo „Magdalena” funkcjonuje jako samodzielne imię, zdrabniane po polsku jako Magda. Baskijczycy mówią Maialen, Anglicy – Magdalene, Finowie – Matleena, Francuzi – Madeleine lub Madeline, Irlandczycy – Mhaigdiléan, Litwini -Magdalietė, Rosjanie – Magdalina… i tak dalej. Magdalen na świecie jest dużo (pozdrawiam tu siostrę mojej żony). W czasach Jezusa jednak w ogóle nie istniało takie imię. Był to po prostu przydomek naszej bohaterki, czyli Marii z Magdali. Słowo „Magdalena” oznaczało mieszkankę miejscowości leżącej w pobliżu Jeziora Galilejskiego, jej nazwa brzmiała po aramejsku Magdallah, a po hebrajsku Migdal (obecnie El-Me-dżel). Tak samo Da Vinci nie jest nazwiskiem słynnego Leonarda (jak można by mniemać z tytułu książki „The Da Vinci Code”), ale określeniem miejsca pochodzenia.

Słowem migdal określano twierdzę, zamek, wieżę. W Talmudzie odnaleźć można nazwę miasta Migdal Nunaja (hebr. wieża rybna), używano też dla niego greckiej nazwy Tarichea (gr. solone ryby). Wszystko wskazuje więc na to, że znajdowały się tam magazyny, w ktorych przechowywano złowione i zakonserwowane ryby. W tamtych okolicach praktycznie wszyscy żyli z ryb, więc i Jezus posługiwał się taką metaforyką, mówiąc, że Apostołowie będą rybakami ludzi.

Podawanie przy imieniu Marii nazwy miejscowości, a nie imienia ojca, męża lub syna – jak to było w zwyczaju – sugeruje, że była to kobieta żyjąca samotnie i prawdopodobnie posiadająca duży majątek.

Nie była prostytutką ani cudzołożnicą
Ósmy rozdział Ewangelii Jana (J 8, 1-11) zawiera przejmującą historię cudzołożnej kobiety, którą chciano ukamienować. Przywleczono ją do Jezusa, aby sprawdzić, jakie jest jego zdanie. Jezus – jak wiemy – pisał coś palcem na piasku, a potem powiedział, aby pierwszy rzucił kamieniem ten, kto jest bez grzechu. Gdy zawstydzeni „egzekutorzy” oddalili się, Jezus oznajmił kobiecie I ja ciebie nie potępiam. Idź i nie grzesz więcej. Piękna opowieść. Poruszająca do głębi. Przez wiele wieków uważano Marię Magdalenę (zupełnie bezpodstawnie) za tę właśnie nawróconą jawnogrzesznicę. Taką wersję znajdziemy też w filmie „Pasja” Mela Gibsona (w retrospekcjach Marii Magdaleny, granej przez Monikę Belucci, pojawia się ta właśnie scena). W średniowieczu ktoś napisał, że była żoną Jana Ewangelisty, a gdy ten wybrał wędrowanie z Jezusem, zrozpaczona i porzucona oddała się zgubnym praktykom nierządu, co w końcu doprowadziło ją niemalże do ukamienowania. Przez długi czas szkoły dla „upadłych” dziewcząt nazywano „magdalenkami”. Jest to więc mit wyjątkowo żywotny i trwały. Dopiero w 1969 papież Paweł VI oficjalnie oczyścił Marię Magdalenę z pomówień o uprawianie nierządu, a w 1978 z rzymskiego brewiarza wyeliminowano inwokacje o Marii jako pokutnicy i wielkiej grzesznicy, aczkolwiek taki obraz nadal funkcjonuje w świadomości wielu katolików. Warto jednak pamiętać, że 22 lipca nie czci się pamięci nawróconej nierządnicy, uratowanej przed ukamienowaniem, ale pamięć kobiety, która pierwsza ujrzała zmartwychwstałego Jezusa.

Nie ona namaściła stopy Jezusa
W IV wieku u pisarzy chrześcijanskich – Ambrożego z Mediolanu i Jana Kasjana – pojawiło się utożsamienie Marii Magdaleny z jawnogrzesznicą, która w domu pewnego faryzeusza namaściła Jezusa olejkiem: A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem” (Łk 7,37-38).

Owo namaszczenie stanowi bardzo ważny fakt z życia Jezusa, jako zapowiedź Jego męki. Wspominają o nim także pozostali Ewangeliści, precyzując, że stało się to w domu Szymona Trędowatego (Mk 14,1; Mt 26,6-7). Marek i Mateusz koncentrują się nie tyle na myślach gospodarza, co na reakcji uczniów. Żaden z Ewangelistów nie wymienia natomiast imienia tej kobiety. Wiadomo natomiast, że Maria Magdalena chciała namaścić martwe ciało Jezusa i dlatego udała się w niedzielny poranek do grobu z dwiema innymi niewiastami. Kobieta z alabastrowym flakonikiem i Maria Magdalena zostały więc ze sobą skojarzone, ale żadnych podstaw do tego nie ma.

Nie była siostrą Łazarza i Marty
Papież Grzegorz Wielki, żyjący w VI wieku, uznał dodatkowo, że Maria Magdalena jest tożsama z Marią z Betanii, czyli siostrą Marty i Łazarza. Tą samą, która potem „wybrała lepszą cząstkę” i słuchała nauk Jezusa, podczas gdy Marta „troszczyła się o spraw wiele”. Co ciekawe, również Maria z Betanii podczas uczty w domu Łazarza namaściła stopy Jezusa drogim olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi (J 11,2; 12, 3), co, nota bene, zirytowało niezmiernie Judasza ze względu na cenę olejku. Nic dziwnego, że Maria z Betanii kojarzyła się z nierządnicą, która podobnego czynu dokonała w domu faryzeusza, a tę już wcześniej łączono z Marią Magdaleną. Zamiast uznać, że kilkakrotnie różne kobiety namaściły stopy Jezusowi, wszystkie niewiasty, które tego dokonały zlały się w jedną.

Zwolennikiem utożsamienia tych trzech postaci był między innymi św. Bernard z Clairvoux oraz wielu teologów, dla których wystarczającym argumentem był autorytet papieża Grzegorza. Oczywiście dostrzegano problem, jak to pogodzić z faktem pochodzenia Marii z Magdali – Betania i Magdala to miejscowości leżące w znacznym oddaleniu. Na ogół tłumaczono to w taki sposób, że Maria była taką „marnotrawną” siostrą. Żądna przygód, zostawiła Betanię i wyruszyła w świat. W Magdali została utrzymanką jakiegoś bogacza, a potem odtrącona przez niego, stoczyła się na samo dno, jako kobieta upadła. Gdy jednak Jezus uratował ją przed ukamienowaniem, powróciła skruszona do Betanii, gdzie żyła nadal z Martą i Łazarzem. Wszystko bardzo pięknie, ale gdzie dowody?

Nie była żoną Jezusa ani matką Jego dzieci
Mój znajomy w czasie wycieczki we Francji usłyszał z ust przewodniczki, że przecież małżeństwo Jezusa i Marii Magdaleny jest od wielu wieków tajemnicą Poliszynela, a we Francji od dawna o tym wiedziano. Przeciętny Amerykanin na pytanie, kim była Maria Magdalena, odpowiada ponoć spontanicznie i z pełnym przekonaniem, że żoną Jezusa. No cóż, książka Dana Browna zrobiła oszałamiającą karierę, a pseudonaukowe opowieści o małżeństwie Jezusa są zjawiskiem cieszącym się niezmiennie wielkim powodzeniem. „Ostatnia Wieczerza” Leonarda Da Vinci – wg tych teorii – rzekomo ukazuje nie Jana siedzącego obok Jezusa, ale Marię Magdalenę, przy czym sylwetki tych dwóch centralnych postaci tworzą zarys litery „M” (od słowa matrimonium – małżeństwo). Tak oto Leonardo miał sobie zakpić, przekazując na fresku ukrywaną prawdę. Co więcej, Maria Magdalena urodziła Jezusowi dziecko i dała początek francuskiej dynastii Merowingów, a potomkowie Jezusa i nosiciele jego „świętej krwi” żyją do dziś, tworząc loże masońskie i tajemne zakony…

Najbardziej w fantazjowaniu „odpłynęła” jednak australijska badaczka Barbara Thiering, która w książce Jesus the Man dowodzi, że wesele w Kanie Galilejskiej było pierwszym etapem zaślubin Marii Magdaleny i Jezusa, a dopełnieniem obrzędu było namaszczenie w Betanii i ostatnia wieczerza, kiedy to Maria była w trzecim miesiącu ciąży (sic!). Córka Jezusa i Marii Magdaleny Tamar, wyszła ponoć za mąż za apostoła Pawła. Jezus, który nie umarł na krzyżu, lecz jedynie zapadł w letarg, miał później z Marią Magadelną jeszcze jedno dziecko Jezusa Justusa, ale ok. 44 r. rozwiódł się z Marią Magdaleną i ożenił się z Lidią z Tiatyry (wspomnianą w Dziejach Apostolskich). Doprawdy, czytając tę książkę, można zastanawiać się, co pozwoliło wyobraźni pani Thiering wyzwolić się z cugli racjonalności i odlecieć na wyżyny absurdu.

Oczywiście, podejmowane są próby odnajdywania „dowodów” owego domniemanego małżeństwa w starożytnych utworach apokryficznych. W napisanej przez gnostyków „Ewangelii Filipa” Maria Magdalena nazwana jest na przykład towarzyszką Jezusa, którą miłował bardziej od innych uczniów i całował często w usta. Tekst, co prawda, jest zniszczony i nie wiadomo, czy takie odczytanie należy uznać za poprawne, ale na ogół tak się ten fragment odczytuje. Podtekst seksualny wydaje się być oczywisty, ale trzeba pamiętać, że gnostycy nadawali pocałunkom znaczenie symboliczne oraz duchowe i w świetle tego klucza powinno się te słowa interpretować. Poza tym, czy zmyślenia gnostyków mogą być jakimkolwiek argumentem?

Nie była kapłanką kultu Bogini Matki
Maria Magdalena jako żona Jezusa miała być rzekomo kapłanką kultu Bogini Matki, a jej małżeństwo z Jezusem rodzajem hieros gamos, czyli świętym związkiem symbolizującym połączenie pierwiastka męskiego i żeńskiego w jedną całość. Pierwiastek ten określał płciowość Boga pod dwojaką postacią. Jezus-Maria to istota boskości. Ilość publikacji na ten temat (pisanych najczęściej w ramach tzw. gender studies) jest przeogromna. W ten oto sposób Jezus zostaje akceptowany przez zagorzałe feministki, ale jako… dopełnienie Marii Magdaleny.

Nie była przywódczynią „prawdziwego” Kościoła
Gnostycy próbowali tworzyć alternatywny do chrześcijańskiego Kościół. Właściwie było to wiele różnorodnych sekt, bazujących na rzekomo tajemnych naukach, przekazanych skrycie przez Jezusa wybranym uczniom. Gnostycy twierdzili, że to oni są „prawdziwym” Kościołem. Na wybranego ucznia, któremu Chrystus przekazał ezoteryczne nauki, typowano różne postaci, na przykład Judasza. Czasami jednak dominującą rolę przypisywano Marii Magdalenie. Niektórzy gnostycy uważali, że to ona jest „umiłowanym uczniem”, wspominanym przez Ewangelię według św. Jana i towarzyszącym Jezusowi w najważniejszych chwilach życia. W gnostyckim utworze o nazwie Pistis Sofia Maria Magdalena przedstawiana jest jako prawdziwa opoka Kościoła, przy której Piotr, zmuszony jest do odgrywania podrzędnej roli. Rośnie więc w nim frustracja i skarży się, że ma już dość tej przemądrzałej kobiety. Także w „Ewangelii Marii” Piotr podważa jej pozycję, nie dowierzając, że Jezus przekazuje jej na osobności jakieś tajemnice. A w „Ewangelii Tomasza” Piotr domaga się wręcz: „Niech Maria nas opuści, kobiety niegodne są życia!”. Otóż rzekomo to Maria Magdalena miała być przywódcą (czy raczej przywódczynią) Kościoła, ale Piotr, po śmierci Jezusa, uknuł spisek i przejął władzę, aby uczynić z Kościoła patriarchalnego ciemiężyciela kobiet. Obecnie Marię Magdalenę – uznawaną za przywódczynię pierwotnego chrześcijaństwa – wybierają sobie jako patronkę środowiska feministyczne związane z różnymi Kościołami, zwłaszcza protestanckimi.

A zatem kim była Maria Magdalena? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w Ewangeliach:
Łk 8, 1-3; Mk 16, 9;
Mk 15,40; Mt 27,56; J 19,25
Mk 16,1; Mt 28,1; Łk 24,10; J 20,1-3
I na tym poprzestańmy, jeśli nie chcemy fantazjować.


więcej tekstów autora

Roman Zając

biblista, demonolog, absolwent KUL. Autor książek "Szatan w Starym Testamencie", "Przewodnik po Niebie, Piekle i ich mieszkańcach".

Polecamy

W Izaaku związano Mu nogi

ks. Krzysztof Porosło

Wierzyć w Kościół?

ks. Grzegorz Strzelczyk

Ewa

Marcin Majewski

partnerzy