Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Jak czytać Biblię

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Shutterstock
  • 28 października 2014
  • komentarzy
  • 4 705 wyświetleń
  • lubi to!

Wróżenie z Biblii?

Roman Zając

 

Pewnego razu w Ośrodku Formacji Katolicko-Społecznej „Civitas Christiana” w Księżomierzu miałem wykład na temat: „Jak nie czytać Pisma Świętego?”. Chodziło o to, że niektórzy podchodzą do Biblii w sposób, który niekoniecznie jest właściwy, bo nie chodzi tylko o to, aby czytać Biblię, ale aby czytać ją w odpowiedni sposób. Jako jeden z przykładów niepoprawnego korzystania z Biblii podałem tak zwaną bibliomancję, czyli de facto wróżenie przy użyciu świętych ksiąg. Polega to na tym, że otwiera się Biblię na losowej stronie i wskazuje jakiś werset bądź fragmentu tekstu z zamkniętymi oczami. Odnaleziony fragment ma odpowiadać na nurtujące nas pytania, zawierać porady lub przepowiadać przyszłość.

W starożytnych Chinach w podobny sposób używano księgi Yijing (Księga Przemian), w islamie Koranu, starożytni Grecy szukali tak porad w Iliadzie lub Odysei Homera (które, przynajmniej w okresie cesarstwa, uważano za natchnione), Rzymianie używali zaś do analogicznych celów ksiąg sybilliańskich.

Bibliomancja
W czasach starożytności chrześcijańskiej i we wczesnym średniowieczu praktyka takiego używania Biblii (zwana sortilegium), była spotykana zarówno wśród duchowieństwa, jak i świeckich. Niewątpliwie rozwój tego sposobu konsultowania się z Biblią umożliwiło pojawienie się książki w formie kodeksu, trudno bowiem wyobrazić sobie otwieranie na chybił trafił zwoju. Grzegorz z Tours wspomina, jak postąpili pewni duchowni, chcąc dowiedzieć się, jaki będzie przebieg prowadzonych w Galii działań wojennych: „Położyli wtedy trzy księgi na ołtarzu, mianowicie Proroków, Listy Apostołów i Ewangelie i modlili się do Pana, aby im ukazał, jaki obrót przybierze starcie z Chramnem. Równocześnie wspólnie ustalili, że każdy to miejsce będzie czytał we mszy, na które przedtem przy otwarciu księgi natrafi” (Historia Francorum IV, 16). Owszem różni biskupi, papieże oraz liczne synody kwestionowały ten zwyczaj, uznając go za niewiele różniący się od pogańskich wróżb, ale przestrogi te przypominały rzucanie grochem o ścianę. Konsultowanie się z Biblią było na porządku dziennym. Św. Augustyn, choć sam nie pochwalał tej praktyki, nie zamierzał też z nią walczyć: „Co do tych, którzy odczytują losy ze stron Ewangelii, to lepiej, żeby raczej to robili, niżby mieli uciekać się do korzystania z porad demonów; chociaż nie podoba mi się ów zwyczaj obracania na użytek spraw świeckich i marności tego życia boskich wyroczni, mówiących o innym życiu” (Epistula 55, 20).

Dochodziło nawet do tego, że w celu losowania biblijnych wersetów posługiwano się… kośćmi do gry. Choć Karol Wielki w 789 roku zakazał używania Pisma Świętego do bibliomancji, była ona wciąż powszechnie praktykowana. Zainteresowanych odsyłam do świetnej książki Roberta Wiśniewskiego pt.: „Wróżbiarstwo chrześcijańskie w późnym antyku czyli jak poznać przyszłość i nie utracić zbawienia” (Wyd. Sub Lupa, Warszawa 2013). Autor poświęcił w niej cały długi rozdział starożytnej praktyce bibliomancji.

Bibliomancja jest jednak praktykowana również współcześnie. Istnieją nawet strony internetowe, losujące w tym celu fragmenty Biblii (jak w ruletce). W różnych Kościołach tradycji zielonoświątkowej, ale także w katolickich wspólnotach charyzmatycznych ciągle istnieje moda na otwieranie Biblii „na chybił trafił” w przypadkowym miejscu i odczytywanie słów, które się tam znajdują, a następnie interpretowanie ich według chwilowego nastroju i okoliczności. Często charyzmatycy konkludują to słowami: „Pan mi powiedział, że”. Jakie to proste… Oczywiście odpowiedź może wydawać się bez związku (bo faktycznie jest bez związku), ale zazwyczaj udaje się dopasować rzekomą radę do sytuacji. Przy odrobinie wyobraźni i inwencji twórczej można przecież jakoś zinterpretować wylosowane fragmenty lub dostosować je do swoich oczekiwań i życzeń, a potem twierdzić, że to Duch Święty udzielił nam odpowiedzi.

Mi Duch objawia
Tak się złożyło, że mój kolega został pastorem Kościoła Bożego w Chrystusie, kiedy ja jeszcze studiowałem teologię na KUL-u i planowałem iść w przyszłości na studia doktoranckie z biblistyki. Spotkaliśmy się któregoś dnia i w ekumenicznym nastroju (katolik i zielonoświątkowiec) poszliśmy na… kremówki (no dobrze… może to było coś innego, ale to nieistotne). Opowiadałem mu, że uczę się greki i języka hebrajskiego, aby lepiej zrozumieć Biblię. Wspomniałem też o różnych metodach egzegetycznych, jakie poznałem oraz o tym jak ważne jest uwzględnienie różnych gatunków literackich w Biblii… Słuchał mnie z pobłażliwym uśmieszkiem na twarzy i nawet nie ukrywał pewnego protekcjonalizmu. „A ty? Nie chciałbyś studiować teologii? Na przykład na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej?” – spytałem. Mój kolega roześmiał się wówczas i oświadczył: „A po co ja miałbym studiować teologię? Mi wszystko bezpośrednio mówi Duch Święty”. Pewnie tak to sobie tłumaczył: jeśli ja mam Ducha Świętego (bo przecież jestem charyzmatykiem), to dlaczego nie miałbym sam najlepiej rozumieć tekstu, który ten Duch napisał? Cóż mogą mi pomoc ludzkie tradycje i metody, skoro rozmawiam z samym Bogiem? Kolejnym krokiem było uznanie, że skoro jest się napełnionym Duchem Świętym, to wystarczy pomodlić się szczerze, a potem otworzyć Biblię, aby poznać wolę Boga. Jak się później dowiedziałem nawet na swoich nabożeństwach, wprowadził praktykę otwierania Pisma Świętego na chybił trafił, wierząc, że kieruje nim Duch Boży, a odczytane wersety są tym, co Chrystus chce w danym momencie powiedzieć całej wspólnocie.

Niewłaściwa lektura Biblii może stać się trucizną prowadzącą do zguby, o czym mówi nam zresztą sama Biblia. Święty Piotr ostrzegał: nasz brat Paweł napisał do was we wszystkich listach (… ) są w nich trudne do zrozumienia pewne sprawy, które ludzie niedouczeni i mało utwierdzeni opacznie tłumaczą, tak samo jak i inne Pisma, na własną swoją zgubę (2 P 3,16). Kierowane zarozumiałością indywidualistyczne interpretowanie Biblii może człowiekowi zaszkodzić bardziej niż zepsuta kiełbasa.

Bóg nie po to natchnął ludzi, pobudzając ich do spisania ksiąg (a pamiętajmy, że natchnienie biblijne to proces obejmujący, zarówno tworzenie się tradycji ustnej, jak i opracowanie literackie utworu oraz późniejsze jego redakcje), abyśmy postępowali z nimi w taki sposób. Ktoś kiedyś napisał, że używając Biblii na podobieństwo dzieł Nostradamusa, wyrastamy na pokolenie biblijnych analfabetów. Nie wolno nam redukować Pisma Świętego do zbioru wersetów, z których każdy stanowi niezależną całość i może być interpretowany według naszych aktualnych nastrojów, przeczuć i upodobań. Bardzo ważny jest na przykład najbliższy kontekst danego wersetu. Ale również ważne jest szersze spojrzenie, bardziej całościowe, które pozwala uświadamiać sobie istnienie rozsianych po Biblii innych miejsc, odnoszących się do fragmentu, który akurat czytamy, a także dostrzec proporcje danego problemu w porównaniu z innymi. Jakże często powstają doktryny oparte na wyrwanych z kontekstu, nieraz pokrętnie interpretowanych wersetach (przy równoczesnym ignorowaniu innych miejsc, przeczących takiej interpretacji), możemy się przekonać, czytając broszurki Świadków Jehowy.

Problemy z cytatami
Istnieje dowcip o sugerowaniu się losowo wybranymi wersetami biblijnymi, aby odnaleźć wolę Pana. Najpierw przeczytał: Wtedy rzucił srebrniki do świątyni, oddalił się, poszedł i powiesił się (Mt 27,5), a potem: Idź, i ty czyń podobnie! (Łk 10, 37). Można się z tego pośmiać, ale ten przejaskrawiony przykład dość dobrze obrazuje niebezpieczeństwo ignorowania kontekstu. W Biblii przeczytamy również, że nie ma Boga! (Ps 53, 2). Tak jest napisane w Biblii! Tyle, że mówi tak głupiec, w swoim sercu… Możemy też zacytować inne interesujące zdanie z Biblii: Skoro zmarli nie zmartwychwstają, to jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy (1 Kor 15, 32). A takich przykładów można podawać bardzo, bardzo wiele. Na manowce prowadzi też lekceważenie faktu, że w Biblii istnieją różne gatunki literackie. Jeżeli chcemy zrozumieć, co właściwie autor zamierzał przekazać w swoim utworze, musimy przede wszystkim określić gatunek literacki, konwencję danej wypowiedzi. Pismo Święte pod względem literackim nie jest księgą jednolitą, zawiera w sobie wypowiedzi należące do wielkiego wachlarza gatunków literackich, stosuje najróżniejsze sposoby przemawiania. Gatunki te różnią się od dzisiejszych, człowiek starożytny miał bowiem inne konwencje, sposoby wyrażania swych myśli. Wszystkie one służą w Piśmie Świętym przekazowi prawdy zbawczej, aby je jednak poznać i właściwie odczytać przekazywaną treść, trzeba poznać sposoby wyrażania się, panujące w czasach autora, trzeba poznać ówczesną mentalność. Pismo Święte nie jest więc księgą łatwą i wymaga przewodnika do jego lektury. Czy rozumiesz, co czytasz? – zapytał Filip dworzanina etiopskiej królowej, a tamten odpowiedział: Jakżeż mogę rozumieć, jeśli mi nikt nie wyjaśni? (Dz 8, 30). Po to są właśnie komentarze biblijne, temu mają służyć homilie. Dlatego także Piotr przestrzegał, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśniania (2 Pt 1,19).

Na spotkaniu w Księżomierzu (o którym wspominałem na początku) obecny był ojciec profesor Stanisław Celestyn Napiórkowski, który wcześniej miał wykład na temat sposobów uprawiania teologii. Zadumał się głęboko nad moimi słowami i powiedział: „Rozumiem twoją argumentację, czemu nie powinno się tak robić, ale z drugiej strony w mojej rodzinie zakonnej istnieje tradycja, że święty Franciszek założył nasz zakon po takim właśnie trzykrotnym skonsultowaniu się z Biblią. Jak to więc pogodzić?”. Odparłem, że Duch wieje kędy chce. Boga nic nie ogranicza i może do nas przemówić w dowolny sposób, nawet wykorzystując nasze zabobonne myślenie oraz całkowicie błędne przesłanki. Ostatecznie jest przecież Bogiem. Może więc objawić nam swoją wolę choćby poprzez przypadkowo otwartą stronę Pisma Świętego (w ten sposób nawrócił się sam św. Augustyn, por. Confessiones VII, 12), ale nam z kolei nie wolno z takiej praktyki uczynić zalecanej metody korzystania z Biblii. Bo Duch Święty MOŻE, ale NIE MUSI! To tak, jak ze snami… Bywają sny zesłane przez Boga. Doświadczali ich biblijni bohaterowie (np. Jakub, Józef, faraon) oraz rozmaici święci, ale nie oznacza to, że powinniśmy z tego powodu praktykować bryzomancję czy też onejromancję.


więcej tekstów autora

Roman Zając

biblista, demonolog, absolwent KUL. Autor książek "Szatan w Starym Testamencie", "Przewodnik po Niebie, Piekle i ich mieszkańcach".

Polecamy

Naama - żona Noego

Bella Szwarcman-Czarnota

Kapłan naśladuje Chrystusa

św. Cyprian z Kartaginy

Góra Oliwna

Fernando Perfetti

partnerzy