Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Jak czytać Biblię
źródło: Sutterstock
  • 14 października 2015
  • komentarzy
  • 1 274 wyświetleń
  • lubi to!

O świętości, która jaśnieje

Joachim Badeni OP

Czytamy w Piśmie Świętym: „Gdy zajaśnieje w was moja świętość i zgromadzę was ze wszystkich krajów, wyleję na was wodę czystą, będziecie obmyci ze wszelkich nieprawości waszych i dam wam ducha nowego” (por. Ez 36,23–26). Świętość w nas ma świecić. Światło jest często tematem modlitw, antyfon, czytań liturgicznych. „Gdy zajaśnieje w was światło” – co to może znaczyć? Te słowa z Księgi Ezechiela często się pomija, egzegeci nimi się nie zajmują, a jednak jeśli kiedykolwiek spotkaliśmy świętego (ja spotkałem może dwa, trzy razy w życiu), to widzieliśmy jego prawdziwość, bo w świętym jest jakieś światło. Może on być bardzo wybuchowy, może być wesołkiem, ale jest w nim jakieś światło, i to światło Boga. Ono jaśnieje, bo to jest Jego świętość. Czasem myślimy, że my jesteśmy święci, że uświęcamy życie zakonne, życie w małżeństwie – bardzo ciężka szkoła świętości, jeszcze trudniej niż w zakonie, tak mi się wydaje. Studiujemy, jak być świętym, niektórzy święci mówili, że chcą być świętymi.

W świętym jest jakieś światło. Może on być bardzo wybuchowy, może być wesołkiem, ale jest w nim jakieś światło, i to światło Boga. Ono jaśnieje, bo to jest Jego świętość.

Św. Tomasz pisał, że jeśli ktoś nie chce na serio być świętym, to grzeszy. „Ja chcę być świętym, bo inaczej bym zgrzeszył” – powie zakonnik czy zakonnica. Natomiast Pan Bóg powie, że w ogóle nie chodzi o naszą świętość. Mówiąc tak trochę po ludzku, to jest wielka śmieszność, że jesteś święty. Uważasz siebie za świętego, to jest śmieszne... Doktor Kościoła święty, błogosławiony, to jest śmieszne. „Dopiero kiedy zrozumiecie w świetle wiary, że w was świeci moja świętość, wtedy będziecie świętymi”.

Można uważać wielu za świętych. Świętych jest mnóstwo. Gdy do tych świętych się modlimy, tak naprawdę czcimy świętość Boga, która w nich świeci. Nie czcimy własnej świętości na przykład wielebnego ojca Kowalskiego, wielebnej siostry Kowalskiej, kochanego pana Kowalskiego, wzorowego męża, pani Kowalskiej, wzorowej żony, małego Kowalskiego, wzorowego synka, małej Kowalskiej, wzorowej córeczki. Czy to jest świętość? Wydaje się bardzo komiczna. Święci bardzo często wydziwiali, jakieś dziwne umartwienia podejmowali, jakieś dziwne postawy zajmowali, jakieś dziwactwa ludzkie prezentowali, a mimo tych wszystkich dziwactw jaśniała w nich Pańska świętość. I to władze kościelne dostrzegły. Wszczęto proces beatyfikacyjny, potem proces kanonizacyjny za ciężkie pieniądze. Nie zawsze się udaje.

Więc to jest dzisiejsza myśl dla nas, że świętość jest dziś bardzo często anonimowa, nieznana. Znam szereg świętych, o których nic szerzej nie wiadomo, a są bardzo święci. Opowiadała mi żona pijaka o swoim życiu. Powiedziałem jej, żeby go zostawiła, bo to nie jest ludzkie życie. „Proszę ojca, ja mu ślubowałam”. Aż mi się zimno zrobiło. Takich sytuacji jest bardzo wiele. O tym nic nie wiemy. Natomiast ci święci, którzy są widziani, są na ołtarzach. To jest słuszne, ale są przecież święci nieznani, którzy nigdy nie będą beatyfikowani. O nich nikt nie wie, oni sami nie wiedzą, że są świętymi. „Proszę pani, pani jest chyba święta”. „Ja? Nigdy w życiu, ja jestem zwykłą grzesznicą”. Jednak w tej osobie jaśnieje nagle świętość Pana. Za życia ona nic nie wie o tym, ale ten, który wie, rozpozna świętość Pana, niekoniecznie przez beatyfikację, kanonizację, niekoniecznie przez wielką reklamę, niekoniecznie przez wielkie nowenny, niekoniecznie przez wielkie modlitwy. To jest tylko wielka oprawa świętości, często jeszcze bardzo ludzkiej. Natomiast w tych świętych, których nikt nie zna, tych nieszczęsnych żonach, ojcach, samotnych, chorych w szpitalach, dzieciach, ofiarach przemocy, tam wszędzie jaśnieje Jego własna świętość. Dziwna rzecz, tajemnicza, straszna i piękna.

„Gdy zajaśnieje w was moja świętość, wtedy was zgromadzę z wszystkich krajów, wszystkich ziem, tam mam wodę życia”. To jest modlitwa liturgiczna, choć nie zawsze o tym wiemy, bo jest bardzo mało wykorzystywana. Opieramy się często na słowach tego, który głosi homilię, mówi to lepiej lub gorzej, ale to jest niewiele warte. Tam nic nie jaśnieje, prawie nic, czasem coś tam się kopci. Natomiast tutaj jaśnieje świętość Boga, niesamowite piękno. Będę czekał, będą owoce. Czy będą owoce – zobaczymy. „Panie, poczekaj!” Bóg czeka sto, dwieście, trzysta lat, kilka godzin, kilka minut, jest ponad czasem. Słowo Boże mówi: „Gdy zajaśnieje w was moja świętość, wtedy zacznę was gromadzić wokół siebie, będę was myć, jak matka swoje dzieci”. Bóg obmyje nas ze wszystkich naszych  grzechów, będziemy obmyci z wszelkich nieprawości. Bóg da nam własnego Ducha.

Wielkość naszego powołania do małżeństwa, do życia zakonnego, do życia samotnego to jaśniejąca świętość. Oby nigdy nasza, tylko Jego. Jeśli jest miłość Boga, chcę, by On jaśniał we mnie, a nie, bym ja jaśniał przed światem swoimi pięknymi cnotami, pięknymi kazaniami. Wspaniały człowiek, mąż, zakonnik, żona – to jest jedno wielkie głupstwo. Natomiast jeśli jaśnieje w nas Jego świętość, to jest wspaniałość, miłość, wieczność i życie dla nas wszystkich oraz zasada gromadzenia ludzi wokół Pana.

Joachim Badeni OP, Światłość serca, Wydawnicwo M, Kraków 2012, s.5-8,


więcej tekstów autora

Joachim Badeni OP

właśc. Kazimierz Stanisław Badeni herbu Bończa, ur. 14.10.1912 w Brukseli, zm. 11.03.2010 w Krakowie; dominikanin, mistyk, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, hrabia, autor książek

Polecamy

partnerzy