Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Jak czytać Biblię
źródło: Shutterstock
  • 4 sierpnia 2015
  • komentarzy
  • 1 291 wyświetleń
  • lubi to!

Kłopoty z grzechem pierworodnym

Wojciech Giertych OP

Gdzieś na trasie pomiędzy Jerozolimą a Jerychem znajduje się karczma. Pielgrzymom w Ziemi Świętej mówi się, że jest to właśnie ta karczma, do której dobry Samarytanin zabrał poranionego biedaka znalezionego na drodze. Oczywiście wystarczy chwila refleksji, by uświadomić sobie, że jest to niemożliwe. Przewodnicy po Palestynie od wieków wiązali różne miejsca z Pismem Świętym, aby przyciągać pielgrzymów czy, jak byśmy dziś powiedzieli, turystów. O dobrym Samarytaninie opowiedział nam Pan Jezus (Łk 10, 30–37), ale w ramach przypowieści, o której wiemy, że jest ona jedynie opowieścią. Nikt poważny nie traktuje więc tej przypowieści jako dosłownego zapisu historycznego, co nie znaczy, że nie zawiera ona ważnej treści. Przypowieść ta ma znaczenie moralne, zachęcające do miłosierdzia wobec biednych i skrzywdzonych, a także ma znaczenie dogmatyczne. Modlitewna medytacja wydobywa z niej prawdę o Chrystusie zatroskanym o zranioną i obrabowaną ludzkość, o Jego wlewaniu sakramentalnych łask w ludzkie rany ciała i duszy, o Kościele symbolizowanym przez karczmę i dającym schronienie, o pasterzach w Kościele, którzy zastępują starotestamentalnych kapłanów i lewitów i którzy w imieniu Chrystusa, opierając się na Jego mocy zapowiedzianej, w nadmiarze troszczą się o zraniony świat. Przypowieść, za pomocą języka obrazowego, przekazuje treść o wiele głębszą niż jej sama warstwa opisowa. Recepcja jej, dokonująca się w żywej wierze, sięga o wiele dalej niż tylko literacka czy też czysto racjonalna, czy tym bardziej historyczna lektura. Szczegóły geograficzne dotyczące trasy z Jerozolimy do Jerycha albo też informacje dotyczące obowiązującej w czasach Jezusa waluty lub bezpieczeństwa na ówczesnych drogach, poznawalne empirycznie poprzez ściśle przeprowadzane prace archeologiczne oraz studia historyczne, są w odbiorze tej przypowieści pomocne, ale też i drugorzędne. Mogą rzucić dodatkowe światło, ale zasadnicze przesłanie przypowieści nie na nich się opiera ani nie jest ono od nich zależne.

Z podobnym nastawieniem należy czytać biblijną opowieść o stworzeniu świata, o pierwszej parze Adamie i Ewie, o ich grzechu i wypędzeniu z raju, jak i o dalszych wydarzeniach opisanych w pierwszych jedenastu rozdziałach Księgi Rodzaju, a więc o Kainie i Ablu, o potopie i Noem czy o wieży Babel. Opowieści te nie stanowią ścisłego zapisu wydarzeń historycznych i nie należy ich tak odczytywać, nawet jeżeli przez wieki w dziejach Kościoła, przy zupełnie innej świadomości historycznej i geograficznej i przy stosowaniu ubogich metod egzegetycznych, często odczytywano je dosłownie. Pamięć o tej dosłownej, historycznej interpretacji biblijnych opowieści głęboko zakorzeniła się w nowożytnej kulturze i społecznej wyobraźni, generując przez to niepokonalne trudności na styku wiedzy naukowej o powstawaniu kosmosu i życia na ziemi z prawdami wiary o stworzeniu oraz przy próbach wyjaśnienia istniejącej niewątpliwie w człowieku skłonności do zła. Egzegeza biblijna korzysta dzisiaj z odkryć historycznych, archeologicznych oraz literackich, poza tym pojawiły się nowe teorie naukowe dotyczące początków życia ludzkiego na ziemi, ale nie oznacza to, że biblijne opowieści z Księgi Rodzaju nie mają już sensu i że prawdy objawione o Bogu i Jego miłości do człowieka, o stworzeniu czy też o grzechu pierworodnym zostały zawieszone. Jednak nowe horyzonty myślowe wynikające ze światopoglądu naznaczonego osiągnięciami nauk empirycznych oraz będące owocem postoświeceniowego odrzucenia pesymistycznej wizji antropologicznej i awansu człowieka, świadomego swej personalistycznej, demokratycznej godności, stawiają umysł wierzącego przed wyzwaniem oczyszczenia prawdy wiary o grzechu pierworodnym oraz odsiania jej od ubocznych naleciałości do niej nienależących, a utrudniających jej recepcję, oraz przed wyzwaniem pogłębienia rozumienia tego, co rzeczywiście w niej jest zawarte. Ten proces oczyszczenia nie może jednak się sprowadzać do podporządkowywania prawdy wiary nowym twierdzeniom nauk ścisłych czy nowym trendom kulturowym. Raczej winien być wykorzystaniem oczyszczenia wymuszonego przez zmiany kulturowe, aby głębiej wniknąć w objawioną prawdę i pełniej skorzystać z jej zbawczej mocy.

Tekst Księgi Rodzaju, taki, jaki dzisiaj znamy, powstał zapewne w okresie po niewoli babilońskiej, a więc w V wieku przed Chrystusem, choć redaktorzy tekstu korzystali z tradycji starszych, jak również z pewnych wątków znanych z bliskowschodniej literatury pozabiblijnej. Pierwszy opis stworzenia (Rdz 1, 1–2, 4a), nadający się do liturgicznej pieśni pochwalnej nad dziełem Stwórcy, jest przypisywany tradycji kapłańskiej. Drugi opis stworzenia oraz opis grzechu pierwszych rodziców (Rdz 2, 4b–3, 24), dający odpowiedź na pytanie o pochodzenie zła, jest, jak się uważa, jahwistyczny, a więc sięgający czasów dawidowych, czyli X wieku przed Chrystusem, ale został on włączony redakcyjnie przez tradycję kapłańską w całość obejmującą pierwszy opis stworzenia oraz dalsze dzieje miłości Boga do ludzkości (Rdz 4–11)1. Całościowe spojrzenie na ostateczną wersję tychże rozdziałów pozwala umiejscowić interpretację genezy zła wewnątrz objawionej prawdy o miłości Bożej wyrażonej w przymierzu zawartym przez Boga ze swym ludem. Schemat przymierza z Synaju, w którym Bóg ukazuje swoją wierność wobec niewiernego ludu, został w opisie upadku pierwszej pary przeniesiony na uniwersalną kondycję całego rodzaju ludzkiego. Tak jak wypędzenie narodu wybranego z ziemi obiecanej do Babilonii nie oznaczało przerwy w wiernej miłości Boga, tak też grzech obecny w całej ludzkości zobrazowany przez historię grzechu Adama i Ewy i ich wypędzenia z rajskiego ogrodu nie oznacza podważenia zawsze wiernej miłości Boga. Opis pierwszego grzechu kończy się bowiem wątkiem optymistycznym z protoewangeliczną zapowiedzią zbawienia, gdy przyszły „potomek niewiasty […] zmiażdży głowę” węża (Rdz 3, 15). Zatem pierwsze karty Starego Testamentu, jakkolwiek niepowstałe historycznie jako pierwsze, ale umiejscowione na początku, są świadectwem uniwersalizacji biblijnego horyzontu. Szczególna więź wiernego Boga z niewiernymi ludźmi, objawiona najpierw w doświadczeniu małego rodu, a potem narodu, ma rozmach powszechny. Boży wybór, a więc sprzymierzanie się z człowiekiem, dokonujące się z konkretnym ludem czy też wręcz z konkretnymi jednostkami, i to zawsze w sposób nowy, unikatowy, w zamyśle Bożym ogarnia całą ludzkość. Niewierność człowieka grzesznego niosąca raniące konsekwencje nie podważa Bożego zamysłu, a nawet podkreśla, że miłość Boża jest darmowa, nienależna człowiekowi, ponieważ nie jest przez niego zasłużona. Uniwersalność tego Bożego zamysłu, obejmującego całą ludzkość od zarania jej istnienia, a właściwie jeszcze przed jej zaistnieniem, pozwala człowiekowi grzesznemu z ufnością powracać do Boga i odbudowywać wobec Niego tę dziecięcą ufność ukazaną w obrazie rajskiego ogrodu i przechadzającego się w nim Boga, który życzliwie obcuje z Adamem lub go szuka, gdy on z powodu swego grzechu się skrył (Rdz 3, 8–9). O tym uniwersalnym Bożym zamyśle miłości i wybrania człowieka czytamy również w Liście do Efezjan, gdzie jest podane wyraźnie, iż w Chrystusie Bóg „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (1, 4–5), dzięki czemu my, grzesznicy, „w Nim mamy śmiały przystęp do Ojca z ufnością dzięki wierze w Niego” (3, 12).

Późne zredagowanie tekstu Księgi Rodzaju tłumaczy, dlaczego jest tak nikłe echo upadku Adama i Ewy w Starym Testamencie. Jedynie w Księdze Mądrości, pisanej w II lub nawet dopiero w I wieku przed Chrystusem, czytamy, że „dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (2, 23–24), a w Mądrości Syracha, pisanej w II wieku przed Chrystusem, pada ostre sformułowanie: „początek grzechu przez kobietę i przez nią też wszyscy umieramy” (25, 24). O wiele bardziej centralna w Starym Testamencie jest pamięć o wyjściu z Egiptu i o przymierzu zawartym na Synaju niż pamięć o raju utraconym z powodu pierwszego grzechu. Poważniej i szerzej ukazaną naukę o grzechu pierworodnym znajdujemy dopiero w Nowym Testamencie, choć sam termin „grzech pierworodny” w Biblii się nie pojawia, gdy pojawiają się terminy „grzech Adama” i „grzech świata”; ten ostatni oznacza sumę zła w świecie. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego. Również inne terminy teologiczne, takie jak „Trójca Święta” czy „sakrament”, w Biblii się nie pojawiają, choć objawiona jest w niej zawarta w tych terminach treść.

Podstawowym biblijnym tekstem mówiącym o grzechu pierworodnym, na który się powołał Sobór Trydencki, uzasadniając nim swą naukę, jest niedokończone zdanie św. Pawła z Listu do Rzymian: „Dlatego też jak przez jednego człowieka Grzech wszedł na świat, a przez Grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przyszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli” (5, 12), które zgodnie z logiką wywodu należałoby uzupełnić zdaniem występującym dopiero kilka wierszy dalej: „tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie” (5, 18). W pierwszym zdaniu w tłumaczeniu Wulgaty pojawił się filologicznie niepoprawny zwrot in quo, a więc „w którym to Grzechu wszyscy zgrzeszyli”, a nie jak się dzisiaj tłumaczy „ponieważ wszyscy zgrzeszyli”. Wokół tego sformułowania ciągnie się trwająca od wieków debata na temat grzechu pierworodnego, nie tyle grzechu samego Adama, co udziału wszystkich ludzi w tymże grzechu.

Zasadniczą osią wywodu św. Pawła nie jest jednak natura grzechu pierworodnego ani tym bardziej kwestia jego przekazywania, ale Jezus Chrystus. Prawdą jest, że ci, którzy żyli pomiędzy Adamem a Mojżeszem, przez którego było dane objawione prawo moralne, uczestniczyli w grzeszności Adama i dlatego pomarli, choć nie mogą oni być posądzani o łamanie wówczas jeszcze nieobjawionego prawa. Ale to, co przede wszystkim jest ważne, to Chrystus, „który miał przyjść”, którego „typem” jest Adam (Rz 5, 14). „Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa!” (Rz 5, 15). „Gdzie […] wzmógł się Grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5, 20). Święty Paweł przede wszystkim głosił Chrystusa, którego spotkał i przez którego został porwany. Jak to stwierdził pewien biblista4, św. Paweł odkrył rozwiązanie, zanim dostrzegł problem. Zazwyczaj najpierw identyfikuje się trudność, a dopiero potem szuka się rozwiązania. Święty Paweł natomiast najpierw spotkał Chrystusa, a w wyniku i w świetle ogromu faktu tegoż spotkania zaczął głębiej rozumieć rozmiar ludzkiej nędzy, która potrzebuje Zbawiciela. To nie tyle socjologiczna obserwacja świata pogańskiego i żydowskiego pokazała św. Pawłowi naocznie, że świat potrzebuje zbawienia, ile spotkanie Chrystusa, który jest „mocą i mądrością Boga” oraz „zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” (1 Kor 1, 24), pozwoliło mu dostrzec, że w świecie panuje Grzech. Sposób, w jaki św. Paweł wypowiadał się o Grzechu, sugeruje, iż należy pisać słowo „Grzech” wielką literą. Nie kwestionując roli osobistej odpowiedzialności za indywidualne grzechy, dostrzegł on, że cała ludzkość jest spowita przez zło, które ma swoje źródło w grzechu pierwszego człowieka. Zarówno naturalny rozum pogan, zdolny przecież do poznania podstawowych prawd moralnych, jak i Prawo objawione Żydom okazały się niewystarczające, ponieważ „tak Żydzi, jak i poganie są pod panowaniem Grzechu” (Rz 3, 9). I jedni, i drudzy potrzebują tegoż wyzwolenia, które teraz stoi otworem, ponieważ Bóg „zesłał Syna swego w ciele podobnym do ciała grzesznego i dla usunięcia Grzechu wydał w tym ciele wyrok potępiający Grzech, aby to, co nakazuje Prawo, wypełniło się w nas, o ile postępujemy nie według ciała, ale według Ducha” (Rz 8, 3–4). Główna fascynacja św. Pawła odnosiła się więc nie do Grzechu, ale do Chrystusa, który objawił mu się na drodze do Damaszku, przez którego został on zdobyty (Flp 3, 12) i z którym jednoczył się on przez wiarę. W Chrystusie dostrzegł Jego całkowitą dyspozycyjność wobec Ojca, w czym różni się On totalnie od grzesznych ludzi. „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem” – lub jak niektórzy tłumaczą – „nie traktował swej równości jako należności […] lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2, 6–7). Chrystus jest anty-Adamem, który nie dyktuje niczego Bogu, nie sprawdza eksperymentem prawdomówności Ojca, ale w czystej dyspozycyjności wobec Ojca „stał się posłuszny aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2, 8), będąc dzięki temu w pełni „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1, 15). Jest to całkowite przeciwieństwo postawy obu braci z nieznanej pewnie św. Pawłowi przypowieści o miłosiernym ojcu syna marnotrawnego, w której można rozpoznać podejście narodów pogańskich oraz trzymającego się prawnego porządku narodu żydowskiego. Jeden z braci w postawie niewdzięczności wystąpił wobec ojca z żądaniem: „Daj mi część majątku, która na mnie przypada” (Łk 15, 12) i za pomocą tej, jak uważał, swojej należności spróbował zbudować po swojemu własne szczęście, a drugi, z głęboko zakodowanym poczuciem prawnej sprawiedliwości, z oburzeniem robił ojcu wyrzuty z racji hojności jego miłosierdzia (Łk 15, 31), aż usłyszał on pełne ojcowskiego ciepła słowa: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy” (Łk 15, 31), słowa, które są echem wzajemnej więzi pomiędzy Jezusem a Ojcem Niebieskim. Wszak w swej modlitwie do Ojca Jezus powiedział: „Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje” (J 17, 10). Głęboka jedność Syna z Ojcem w Duchu Świętym (zob. Łk 10, 21–22) jest podstawową prawdą rzucającą światło na wszystko inne, na świat, na godność człowieka, na ludzkie zranienia i na uzdrawiającą, ale i uprzednią miłość Boga, ukazaną w Chrystusie.


więcej tekstów autora
Polecamy

Po co jest prawda?

Ks. Wojciech Węgrzyniak

partnerzy