Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Jak czytać Biblię

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Shutterstock
  • 2 czerwca 2016
  • komentarzy
  • 1 860 wyświetleń
  • lubi to!

Gdzie leży serce?

Joachim Badeni OP

Serce w sensie biblijnym jest tym, co najgłębsze, co najbardziej osobiste w człowieku. Pomyślimy, gdzie jest serce. Czy to jest tylko ten organ, który czasem czujemy, że zanadto bije, czasem za mało? Czy to jest coś jeszcze głębszego niż serce fizyczne, organ, przedmiot kardiologii? Zajrzyjmy do Listu do Hebrajczyków (4,12). Słowo Boże, światło Słowa, promień światła Słowa, dokąd on sięga? Czy do bijącego serca człowieka?

Swoją drogą też, lecz promień światła Słowa sięga jeszcze dalej. Jak pisze autor Listu do Hebrajczyków, jest on ostrzejszy niż miecz obosieczny, jak gdyby laser. Skuteczniej od wszelkiego miecza przenika aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku. Słowo Boga jest zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. To jest ciekawe, to nie jest serce w znaczeniu potocznym, to jest coś głębszego, coś najbardziej głębokiego. Jak gdyby tam się rozdzielają dusza i duch, stawy i szpik kości, coś materialnego w człowieku, coś bardzo głębokiego, głębszego od serca w znaczeniu potocznym.

Dlaczego to jest ważne? Bo serce ludzkie jest zmienne. Wiemy o tym, raz kochamy, raz nie, raz więcej, raz mniej. To nie jest jeszcze nasze najgłębsze „ja”, które jest jak gdyby głębsze od serca, emocji, uczuć. To jest może dość trudne, ale bardzo ciekawe. To byłoby to miejsce, w którym dokonuje się nasycenie światłem słowa Bożego. Chcemy otworzyć na pieczęć Boga nie tylko sentymentalne serce, ale coś bardzo, bardzo głębokiego, niewidzialnego. Serce swoje czujemy, tego miejsca nie czujemy. To w tym miejscu możemy przeżyć tajemniczą pieczęć miłości Ducha Świętego. To jest, myślę, bardzo ważne w rozwoju życia wewnętrznego. W Odnowie dążymy do tego czegoś najgłębszego we mnie, w każdym z nas i tam dopiero zaczyna się naprawdę odnowa. Bóg patrzy właśnie na tę głębię, gdzie się szpik i stawy schodzą, gdzie duch i dusza jak gdyby się rozdzielają, na najgłębsze miejsce człowieka. Chciałbym przywołać tu tekst z Pieśni nad Pieśniami (8,6nn).

Popatrzymy, co się dzieje z tą miłością. Mówimy, że żar jej to żar ognia. Pismo Święte mówi, że to płomień Pański. Co to może być: żar ognia i płomień? Niedaleko Bielska-Białej jest rodzina, którą znam, gdzie chrzciłem kiedyś dziecko. Tam pan domu założył kominek. Zwykły kominek, ładnie zbudowany, i w tym kominku codziennie płonie ogień, te drewna doskonale chwyta płomień. A po pewnym czasie, godzinie, dwóch, płomień zanika, pozostaje tylko żar i ten żar powoli gaśnie, pokrywa się popiołem, ale jeszcze promieniuje ciepłem. Żar miłości to żar ognia. Więc w rodzinie pan domu, ojciec, głowa rodziny tak układa materię palną każdego dnia, by płomień miłości mógł objąć szybko wszystko to, co ma zamienić w miłość do żony i dzieci.

Bardzo prosta rzecz, bardzo głęboki symbol. Płomień i żar. Płomień rzucony na materiał przygotowany, który staje się żarem miłości. Wtedy jest możliwe, że takie ognisko może codziennie płonąć bez ognia materialnego, po prostu w rodzinie. Ojciec, matka i dzieci są razem materiałem palnym dla płomienia miłości Bożej.

Co z tego wynika? Jeśli płomień miłości byłby w ten sposób podtrzymywany w rodzinie i we wspólnocie, to wtedy „wody wielkie nie zdołają ugasić miłości”. Co to może znaczyć? Przypuśćmy, że żyjemy we wspólnocie, w grupie czy w rodzinie, jest ta miłość, ten żar, ten płomień, ale przychodzi telewizja, przychodzi radio, przychodzi prasa, przychodzą książki, wszystko to, co może zatopić płomień miłości. Człowiek temu się poddaje biernie, czyta prasę, chodzi do kina, ma telewizor, oczywiście to jest normalne, ale nie może pozwolić temu wszystkiemu zatopić płomienia i żaru miłości! Jeśli we wspólnocie, w grupie czy w rodzinie stwierdzę, że po pewnym czasie tego żaru po prostu nie ma, nie ma żadnego materiału palnego w tej grupie, wspólnocie czy rodzinie, to jest źle. Została zatopiona miłość. Wody wielkie zatopiły, nie było żaru, nie było płomienia, ten żar i płomień nie był jeszcze boski, był tylko ludzki.

Joachim Badeni OP, Światłość serca, Wydawnictwo M, Kraków 2012, s. 50-52.


więcej tekstów autora

Joachim Badeni OP

właśc. Kazimierz Stanisław Badeni herbu Bończa, ur. 14.10.1912 w Brukseli, zm. 11.03.2010 w Krakowie; dominikanin, mistyk, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, hrabia, autor książek

Polecamy

Wyjdź z Ur i rusz w nieznane

Roman Brandstaetter

O Janie Chrzcicielu

Św. Jan Chryzostom

partnerzy