Ewangelia dnia
  • 17 lipca 2017
  • komentarzy
  • 202 wyświetleń
  • lubi to!

Poniedziałek, 17.07.2017

Jan Paweł II

Mt 10, 34 – 11, 1

Nie myślcie, że przyszedłem, by zaprowadzić pokój na ziemi. Nie przyszedłem, by przynieść pokój, ale – miecz. Przyszedłem bowiem, aby przeciwstawić człowieka jego własnemu ojcu, córkę – jej własnej matce, a synową – matce jej męża. I tak [staną się] nieprzyjaciółmi człowieka domownicy jego. Kto kocha swego ojca lub swoją matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha swego syna lub swoją córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża i nie idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto znajdzie swoje życie, straci je; a kto straci swoje życie ze względu na Mnie, znajdzie je. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje, a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, otrzyma zapłatę proroka, a kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, otrzyma zapłatę sprawiedliwego. Ktokolwiek poda kubek zimnej wody jednemu z tych maluczkich, jako że jest uczniem moim, zaprawdę powiadam wam, nie minie go nagroda. A kiedy Jezus skończył udzielanie tych pouczeń swym dwunastu uczniom, wyruszył stamtąd, by nauczać i głosić [Dobrą Nowinę] w ich miastach.

 

 

Według Mateusza, Jezus mówi także o opuszczeniu sióstr, matki i pola „dla Mego imienia”; kto to uczyni — obiecuje — „stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy” (Mt 19,29). Tekst Ewangelii Markowej dodaje dalsze uściślenia. Jezus mówi tu o opusz­czeniu wszystkich tych rzeczy „z powodu Mnie i z powodu Ewangelii”, i o nagro­dzie: nikt nie opuszcza tego wszystkiego, „żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym” (Mk 10,29-30). Pozostawmy na razie metaforyczny język Jezusa i zastanówmy się, kim jest Ten, który wzywa do pójścia za sobą, obiecując za to wielkie nagrody, a nawet „życie wieczne”? Czy zwykły syn człowieczy może obiecywać tak wiele, czy może być kimś, komu uwierzą i za którym pójdą, czy może z taką mocą oddziaływać nie tylko na owych szczęśliwych uczniów, ale na miliony ludzi wszystkich czasów?

Uczniowie pamiętają przecież, z jak wielkim autorytetem Chrystus wezwał ich do pójścia za sobą. Nie zawahał się zażądać od nich radykalnego oddania, które określał, wydawałoby się, w paradoksalny sposób, kiedy na przykład mó­wiąc, że przyszedł, aby „przynieść nie pokój, ale miecz” (por. Mt 10,34), to znaczy, by swoim „pójdź za Mną” wprowadzić podziały i rozdarcie nawet do rodzin, stwierdził: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bie­rze swego krzyża, a idzie za Mną nie jest Mnie godzien” (Mt 10,37-38). Jeszcze bardziej gwałtownie i stanowczo brzmią te słowa w wersji Łukasza: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści (hebraizm oznaczający „nie odrywa się od”) swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem” (Łk 14,26).

Chrystus nie ukrywa przed nikim, że z odpowiedzią, której wymaga na swoje wezwanie, wiąże się ofiara, czasem ofiara najwyższa. Mówi bowiem do swoich uczniów: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weź­mie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 16,24-25). W obliczu owych sformułowań Jezusa trudno nie myśleć o tym, jak wzniosłe i trudne jest chrześcijańskie powołanie. Niewątpliwie, Chrystus wprowadza pew­ną gradację konkretnych form odpowiedzi na swoje wezwanie, w zależności od właściwych poszczególnym ludziom i grupom sytuacji, możliwości, misji i chary­zmatów. Sam mówi, że Jego słowa „są duchem i są życiem” (J 6,63), i że nie można wymagać, by wszyscy realizowali je w jednakowy sposób. Niemniej, według św. Tomasza z Akwinu, głoszone przez Ewangelię wymaganie heroicznych wy­rzeczeń — mowa tu na przykład o przylgnięciu do ewangelicznych rad ubóstwa i czystości oraz wyrzeczeniu się samego siebie, by pójść za Chrystusem, albo o ofierze męczeństwa składanej na wzór Chrystusa, by nie zdradzić wiary — do­tyczy wszystkich secundum praeparationem animi, czyli zależnie od tego, na ile dusza jest gotowa spełnić wszystko, co pociąga za sobą Chrystusowe wezwanie. Do wszystkich więc jest skierowane wymaganie oderwania, ofiary, oddania się Chrystusowi, bez tego bowiem nie może być mowy o prawdziwym duchu ewange­licznym.

 

Aud. gen., 8 VI 1988

 


więcej tekstów autora
Polecamy

partnerzy