Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Ewangelia dnia
  • 3 lutego 2019
  • komentarzy
  • 231 wyświetleń
  • lubi to!

Niedziela, 03.02.2019

Jan Paweł II

Łk 4, 21-30

On zaś tak zaczął do nich mówić: Oto dziś spełniły się dopiero co usłyszane przez was słowa Pisma. I przyświadczali Mu wszyscy, podziwiając wdzięk, który się krył w słowach przez Niego wypowiadanych. I mówili: Czyż nie jest to syn Józefa? Wtedy On im powiedział: Z pewnością przypomnicie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie. Dokonaj i w swojej ojczyźnie tego, co uczyniłeś, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I powiedział dalej: Zaprawdę mówię wam, iż żaden prorok nie jest przyjm o wa ny dobrze w swojej ojczyźnie. Wiele wdów – mówię wam szczerze – było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy to niebo zamknęło się na okres trzech lat i sześciu miesięcy i głód zapanował na całej ziemi. A jednak do żadnej z nich nie był posłany Eliasz, tylko do wdowy z Sarepty pod Sydonem. I wielu również było trędowatych w Izraelu za czasów proroka Elizeusza, lecz żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Naaman Syryjczyk. Usłyszawszy to, wszyscy w synagodze zapłonęli gniewem, potem zerwali się, wywlekli Go poza miasto, aż na sam szczyt góry, na której było zbudowane ich miasto – aby Go stamtąd strącić w przepaść. Lecz On przeszedłszy pośród nich oddalił się.

 

 

Posłannictwo Chrystusa stanowi “życiowy problem” dla każdego człowieka. Przypominają nam o tym także czytania dzisiejszej liturgii, a nade wszystko czytanie z Ewangelii według św. Łukasza, którego przed chwilą słuchaliśmy. Pozwalają nam raz jeszcze wrócić myślą do tych słów, które pozostawiła w naszej pamięci wczorajsza uroczystość. W czasie Ofiarowania. Jezusa w świątyni, co miało miejsce dnia czterdziestego po Narodzeniu, starzec Symeon wypowiedział nad Dzieciątkiem słowa następujące: “Oto Ten położon jest na powstanie i upadek wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk2, 34).

Dziś jesteśmy świadkami sprzeciwu, na jaki Chrystus natrafił już na samym początku swego posłannictwa – w rodzinnym Nazarecie. Oto, gdy na podstawie odczytanych słów proroka Izajasza dał poznać swoim ziomkom, że te słowa do Niego właśnie się odnoszą – że On jest tym zapowiedzianym Mesjaszem Bożym (czyli Pomazańcem w mocy Ducha Świętego), powstało naprzód zdziwienie, potem niedowierzanie, a na końcu słuchacze “unieśli się gniewem” – gotowi byli strącić Go ze stoku góry, na której miasto Nazaret było zbudowane… “On jednak przeszedłszy wśród nich oddalił się” (Łk 4, 30).

I oto liturgia dzisiejsza – jakby na kanwie tego wydarzenia – pozwala nam (już w pierwszym czytaniu) usłyszeć daleki głos proroka Jeremiasza: “Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą – mówi Pan – by cię ochraniać” (Jr 1, 19). Jezus jest prorokiem miłości – tej miłości, którą w takich prostych i głębokich zarazem słowach wyznaje i głosi św. Paweł w liście do Koryntian. Żeby poznać, co to jest miłość prawdziwa, jakie są jej cechy, właściwości – trzeba patrzeć na Jezusa, na Jego życie i postępowanie.  Słowa nigdy tak dobrze tego nie oddadzą, jak żywy wzór. Nawet tak doskonałe w swej prostocie słowa jak te z 1 listu do Koryntian – są tylko obrazem rzeczywistości: tej rzeczywistości, której najdoskonalszy wzór znajdujemy w życiu i postępowaniu Jezusa Chrystusa. A potem w ciągu pokoleń, nie brakło i nie brakuje ludzi, którzy ten najdoskonalszy wzór skutecznie naśladowali. Wszyscy zaś jesteśmy wezwani do tego, ażeby tak czynić. Jezus nade wszystko przyszedł nauczyć nas miłości. Ona jest treścią największego przykazania, jakie nam zostawił. Jeśli jej się nauczymy – osiągniemy nasz cel: życie wieczne. Miłość bowiem, jak uczy Apostoł, “nigdy nie ustaje” (1 Kor 13, 8). O ile inne charyzmaty, a nawet cnoty tak istotne w życiu chrześcijanina kończą się wraz z życiem doczesnym i w ten sposób przemijają – miłość nie przemija, nie kończy się. Ona właśnie stanowi istotną podstawę i treść życia wiecznego. I dlatego “największa jest miłość” (1 Kor 13,13).

Ta wielka prawda o miłości, przez którą nosimy w sobie prawdziwy zaczyn życia wiecznego w zjednoczeniu z Bogiem, winna być przez nas głęboko skojarzona z drugą prawdą dzisiejszej liturgii. Miłości nabywa się w duchowym trudzie. Miłość rośnie w nas i rozwija się także wśród sprzeciwu – wśród oporów, jakie stawiają jej w każdym z nas, a równocześnie “z zewnątrz” wielorakie siły obce jej, a nawet wrogie. Tak więc – pisze św. Paweł – że miłość jest cierpliwa. A czyż w nas nie napotyka ona tak często oporu ze strony naszej niecierpliwości, a nawet po prostu nieuwagi. Żeby miłować, trzeba “zauważyć” drugiego człowieka, trzeba z nim “się. liczyć”. Trzeba go nieraz “znosić”. Jeżeli widzimy tylko siebie samych, a drugi człowiek dla nas “nie istnieje”, jesteśmy dalecy od tej lekcji miłości, jakiej udziela nam Chrystus.

“Miłość łaskawa jest…” czytamy dalej: nie tylko “dostrzega” drugiego, ale otwiera się ku niemu, szuka go, wychodzi na jego spotkanie. Miłość obdarza – to właśnie znaczy, że “jest łaskawa” (na wzór miłości Boga samego, która wyraża się w Łasce) … A jakże często -; wbrew temu «- zamykamy się w skorupie własnego “ja”, nie umiemy, nie chcemy, nie staramy się otworzyć na drugiego, coś mu dać z naszego własnego “ja”, przekroczyć granice naszego egocentryzmu czy wręcz egoizmu, stać się człowiekiem “dla drugich” na wzór Chrystusa.

I tak po kolei, odczytując tę Pawłową lekcję o miłości i zastanawiając się nad znaczeniem każdego ze słów, jakich Apostoł użył do opisu i charakterystyki miłości, dotykamy punktów najważniejszych w naszym życiu i współżyciu z drugimi. Dotykamy nie tylko problemów osobistych czy rodzinnych – to znaczy takich, które mają znaczenie w małym kręgu, w stosunkach międzyosobowych, ale dotykamy równocześnie problemów społecznych o największej aktualności.

Czyż czasy, w których żyjemy, nie są już groźną lekcją tego, czym może się stać społeczeństwo i ludzkość wówczas, gdy ewangeliczną prawdę i miłości uzna się za nieważną. Gdy się ją postawi poza marginesem światopoglądu czy ideologii, gdy się ją wykluczy z wychowania, ze środków przekazu, z cywilizacji, z polityki? Czy czasy, w których żyjemy – nie stały się już dość groźną lekcją tego, do czego taki program społeczny prowadzi? I czy lekcja ta nie może się stać jeszcze groźniejsza? Czy nie dość na ten temat mówią nam wciąż się powtarzające akty terroryzmu oraz rosnące w świecie napięcie wojenne? Człowiek każdy – i ludzkość cała – żyje “pomiędzy” miłością a nienawiścią. Jeżeli nie przyjmie miłości, nienawiść łatwo znajdzie do niego przystęp i zacznie go wciągać coraz bardziej wydając coraz to bardziej trujące owoce.

Z Pawłowej lekcji o miłości prawidłowo należy wnioskować, że jest ona wymagająca. Wymaga od nas wysiłku, wymaga programu pracy nad sobą – tak jak w wymiarze społecznym wymaga odpowiedniego wychowania i stosownych programów życia obywatelskiego oraz międzynarodowego. Miłość jest wymagająca. Jest trudna. Jest pociągająca – ale jest także trudna. I dlatego natrafia ona w człowieku na opór. A ten opór powiększa się wówczas, gdy od zewnątrz działają jeszcze programy zaprawione piołunem nienawiści – i destrukcji” Chrystus^ którego posłannictwo mesjańskie od pierwszej chwili natrafia na sprzeciw własnych rodaków w Nazarecie, potwierdza prawdziwość słów wypowiedzianych w dniu ofiarowania w świątyni: “Oto Ten położony jest na powstanie i upadek wielu .- i na znak, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2, 34),, Słowa te idą z Chrystusem po wszystkich drogach Jego działalności po krzyż.

Ta prawda o Chrystusie jest też prawdą o miłości. Miłość także natrafia na opór, na sprzeciw.. W nas i poza nami. Ale to nie może nas do niej zniechęcać. Prawdziwa miłość – jak uczy św. Paweł – “wszystko znosi” i “wszystko przetrzyma” (1 Kor 12, 7). Drodzy Bracia i Siostry, niech to nasze dzisiejsze spotkanie posłuży w jakiejś bodaj małej cząstce zwycięstwu tej miłości, ku której stale pielgrzymuje wśród doświadczeń tej ziemi Kościół Chrystusa, wpatrzony w świadectwo swego Mistrza i Odkupiciela.

 

3 II 1980, w rz. par. Wniebowstąpienia


więcej tekstów autora
Polecamy

partnerzy