Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Biblia zmieniła moje życie

Warning: Use of undefined constant U - assumed 'U' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/naszczas/domains/naszczas.pl/public_html/biblia/wp-content/themes/wizjo/sidebar.php on line 3
źródło: Shutterstock
  • 15 maja 2014
  • komentarzy
  • 1 856 wyświetleń
  • lubi to!

Słowo się przechadza

Ania

Pamiętam dzień, kiedy kupiłam sobie pierwsze, własne Pismo Święte. Pamiętam księgarnię i sprzedawcę. Zapytał, czy to dla siebie czy na prezent. Dla siebie – wyznałam z przejęciem. Bo naprawdę byłam przejęta, jakbym robiła duży, ważny krok. I tak rzeczywiście było. Moja osobista przygoda z Biblią zaczęła się jednak od Eucharystii. Wszystko, co ważne – w tajemniczy dla mnie sposób – od Niej się zaczyna. To tam nauczyłam się, że Bóg ma mi do powiedzenia coś bardzo ważnego i chce, bym to usłyszała właśnie dzisiaj.

Nikt mnie nie przekona, że Bóg milczy, że nie daje się poznać. Uszy do słuchania, oczy do patrzenia… Wystarczy oddać Mu czas, wziąć i czytać, stanąć i zawołać. Trzeba jednak pamiętać, że to żywe Słowo. Ono chodzi za mną, wyprzedza mnie i mieszka we mnie. Ono po prostu żyje. Zaczynam rano, od lektury tekstów liturgii czytań. Ileż razy, ze zdziwieniem odkrywam, że moja codzienność jest ich spełnieniem, że – ni stąd ni zowąd – dzieje się coś, o czym mówi dzisiejsza Ewangelia! Kiedy indziej bywa na odwrót: to właśnie wydarzenia dnia tłumaczą to, co Kościół w danym dniu przeznaczył do czytania. Pochodnia dla stóp i światło na ścieżce.

Słowo zatem działa, a ja wciąż uczę się współpracować. Wiem też, że ważne jest, by „na wejście” – przyjąć wszystko, bo każdy fragment, nawet najtrudniejszy i budzący największy opór, jest prawdą. Jeśli teraz jeszcze tego nie rozumiem, to nie szkodzi, może kiedyś. A może w ogóle na tym świecie i – też się nic nie stanie. Zaufanie to podstawa. Codzienna lektura nie zawsze musi być nadzwyczaj odkrywcza, przynosić wciąż nowe wrażenia. To raczej „chleb powszedni”: zaspokaja głód, podtrzymuje życie, buduje. Nieraz się przekonałam, że nawet bardzo pobożna i uważna medytacja, nie może konkurować z Duchem Świętym! Ile bym nie ślęczała nad Pismem, i tak nie wykoncypuję tego, co sam Duch może mi powiedzieć! Wielokrotnie zdarzało się, że czytałam dany fragment i… nic. Rozważałam i coś zawsze dla siebie znalazłam, ale czym, to jest wobec światła, które przychodzi z góry!? Bez porównania. Jego natchnienia są bezdyskusyjnie najlepsze.

Słowo przemawia też różnie w zależności od charakteru spotkania. Kiedy jesteśmy sam na sam, kiedy czytam w ciszy – to ode mnie zależy tempo, czas i akcenty. Zazwyczaj jest to lectio divina (raczej rano lub w ciągu dnia) albo – fragment, który wypada mi za kolejnością, ze Starego i Nowego Testamentu, z notatkami lub bez (zdecydowanie wieczorem, po wszystkim).

Zupełnie inaczej rozważa się Słowo razem, we wspólnocie, zwłaszcza wraz z kimś, kto sporo wie… Niesamowite, jak różne potrafią być nasze spojrzenia! I że na jeden, zdawałoby się całkiem zwyczajny werset, można poświęcić nawet półtorej godziny żywiołowej rozmowy! „O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga!” (Rz 11,33)

Najbardziej upodobałam sobie jednak słuchanie Słowa podczas Eucharystii. Nie wiem dlaczego. Wydaje się, że jest to przecież takie bierne czytanie, że nie pozostawia czasu na przemyślenie, rozważenie, że liturgia toczy się szybko i ani się człowiek obejrzy a tu już po Ewangelii… A jednak – Pan otwiera mi uszy, a ja staram się temu poddać, zrobić Mu miejsce. I wydarza się: takie natchnienia przychodzą tylko w czasie Mszy Świętej. Wyobrażam sobie nie raz, że w czasie liturgii słowa Jezus przechadza się po kościele – tak jak przechadzał się niegdyś w Świątyni, w portyku Salomona… Chodzi sobie między nami. Niezauważony, ale wciąż obecny, nieuchwytny, ale bliski, cichy, ale – Jego głos jak głos wielu wód (Ap 1,15).

Biblia jest zatem stale obecna, każdego dnia. Nie pamiętam, kiedy stała się konieczna, bo już raczej nie bywa tak, że mi się nie chce. Raczej – jeśli zdarza się dzień, kiedy mam na to zbyt mało czasu – złoszczę się na siebie. Z tą Księgą trzeba się chyba stale zaprzyjaźniać: nie odpuszczać, nie dawać za wygraną, nie rezygnować, gdy okoliczności chwilowo nie sprzyjają. A kiedy postaci zaczną do nas przemawiać, kiedy poszczególne fragmenty zaczną się kojarzyć – to wspaniałe uczucie. Nagle Mojżesz i Kaleb, Izajasz i Barnaba – stają się bliscy. Ich słowa do mnie mówią, ich czyny pouczają i zaczynam się za ich wstawiennictwem modlić. Bardzo lubię dostrzegać podobieństwa w naszym szukaniu Boga, przyglądać się Jego przyjaciołom, czytać o ucieczkach i powrotach, o lęku i odwadze. Historia zbawienia – jest taka piękna!

Lektura Pisma pomaga mi wzrastać w wierze także dlatego, że pozwala lepiej rozumieć Kościół i świat. Te słowa to sama prawda: czysta, niezmącona; przeglądam się w ich świetle i przez ich pryzmat patrzę na swoją historię. Kiedy otwieram Biblię, to zanurzam się w innym świecie, spokojniejszym, jakbym siadała nad płynącym strumieniem; a to daje odpoczynek, wytchnienie, orzeźwia. Kiedy zaś przemedytowane słowo wciela się moim konkretnym życiu – niemal namacalnie czuję moc, jaka w nim tkwi. I wydaje się, że to do tego powinno dążyć codzienne czytanie: do tego urealnienia, spełnienia w codzienności.

I jeszcze jedno: największą radość sprawia nie to, że znam Biblię coraz lepiej, lecz te momenty, kiedy odkrywam, że im dłużej ją czytam – tym bardziej się przekonuję, jak jeszcze mało wiem, a jak wiele, nieskończenie wiele przede mną!


więcej tekstów autora
Polecamy

Poprawność, czy wybór?

Agnieszka Piskozub-Piwosz

Tego poranka...

ks. Mariusz Rosik

Niedziela, 09.02.2014

Jan Paweł II

partnerzy