Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Biblia zmieniła moje życie
źródło: fot. Zuzanna Rasiewicz Mignon, Grise Fiord
  • 24 grudnia 2014
  • komentarzy
  • 2 129 wyświetleń
  • lubi to!

O Bogu w Arktyce

Zuzanna Rasiewicz Mignon

Mieszkam w Arktyce, a dokładnie w Grise Fiord w Kanadzie, najbardziej na północ wysuniętej stale zamieszkałej osadzie na świecie. Liczy ona ok. 130 mieszkańców, którzy żyją w 50 domach. Samolot ląduje tu dwa razy w tygodniu: w czwartki i soboty, oczywiście jeśli umożliwią mu to warunki atmosferyczne. Temperatura w zimie spada tu do -50 C, nie wspominając o trwającej całą dobę nocy podczas kilku zimowych miesięcy. W lecie, na odmianę, słońce świeci przez 24 godziny. Czasami, gdy się budzę, nie mam pojęcia, czy powinnam zbierać się do szkoły, w której pracuję jako nauczycielka, czy mogę jeszcze spać.

Eskimosi – tak najczęściej określamy mieszkańców Arktyki. Ci, którzy żyją w Nunavut – najbardziej na północ wysuniętej kanadyjskiej prowincji – bardzo nie lubią tego określenia. Prawidłowa nazwa to Inuita (co oznacza „zamieszkały w lodowej krainie”), a Nunavut w języku Inuktitut to „nasza ziemia”. Słowo Eskimos to „zjadacz mięsa”. Dla Inuity określenie Eskimos, jest tym samym, czym dla Francuza żabojad.

Inuici są ludźmi bardzo religijnymi, może dlatego, że w Nunavut, jak w większości nietkniętych przez człowieka miejsc na ziemi, można odczuć bliskość świata nadprzyrodzonego, a także doświadczyć kruchości życia. Ich ewangelizacja rozpoczęła się w XVIII w. Dziś w prawie każdej inuickiej miejscowości znajdują się dwa kościoły: rzymskokatolicki i anglikański. Niestety księża pojawiają się rzadko. W tym roku po raz pierwszy świętowałam Wigilię Bożego Narodzenia z wszystkimi mieszkańcami osady. Boże Narodzenie, jak i inne ważniejsze katolickie święta, są obchodzone w Grise Fiord trochę inaczej niż w Polsce, ale też bardzo uroczyście. W tak małej osadzie jest bardzo ważne, aby świętować razem, więc wszystkie ważne spotkania odbywają się w miejscowej hali gimnastycznej. Każdy odpowiedzialny był za przygotowanie czegoś do jedzenia. Chciałabym zrobić z tysiąc uszek albo pierogów z kapustą ale niestety nie mam takich umiejętności jak moja mama czy babcia, by kleić uszka dla armii. Przygotowałam pieczone ziemniaki, które od pewnego czasu są już słynne w Grise Fiord. Zanim zasiedliśmy do posiłku najstarszy członek osady rozpoczął modlitwę, oczywiście w miejscowym języku, którego niestety dobrze nie znam. Od moich sąsiadów dowiedziałam się, że modlitwa oczywiście skierowana była do Nowonarodzonego, wypraszała błogosławieństwo nad pożywieniem oraz dla myśliwych, dzięki którym można było spożywać mięso. Po modlitwie wszyscy zabrali się do posiłku.

Podobnie jak w Polsce, choć nieco inaczej, w kościele odbyło się o północy nabożeństwo, taka nasza Pasterka. Przewodniczącym – ksiądz nie mógł do nas dotrzeć – był najstarszy mieszkaniec osady. Czytania oraz pieśni były w języku Inuktitut. Całość trwała dość długo, gdyż język ten jest bardzo opisowy i przekazanie tekstu Biblii zajmuje dużo czasu. Dzieci, mimo że nabożeństwa trwają dość długo, uwielbiają je. Wszystkie siedzą na podłodze wokół ołtarza, słuchają cierpliwie czytań i bardzo głośno śpiewają. W tym roku postanowiliśmy nauczyć się kilku kolęd w języku inuickim. Pomogli mi moi koledzy z pracy, czyli miejscowi nauczyciele. Po tygodniach praktyki nauczyliśmy się czterech pieśni! Za każdym razem, gdy moi uczniowie widzieli mnie wychodzącą z kościoła, z dumą mówili: „Zuza, śpiewaliśmy Cichą noc”. W takich momentach duma mnie rozpiera a czasem nawet łza kręci się w oku.

Kościół jest bardzo ważnym miejsce w życiu Inuitów. Bóg towarzyszy im codziennie podczas każdych zajęć. Jest Stwórcą wszystkiego, co ich otacza, zwierząt, na które polują i tych, które hodują. Bogu zawdzięczają każdy posiłek czy udany wypad na polowanie. Zima i noc polarna nie zwalniają nikogo z polowania. Każdy mężczyzna powinien zapewnić rodzinie posiłek, a ten trzeba upolować. W domach Inuitów wiszą piękne obrazy ze świętymi postaciami, a kościół jest otwarty cały czas i w każdej chwili można do niego wejść na chwilę modlitwy. Nie ma tu znanych nam wszystkim tradycyjnych nabożeństw jak np. Różaniec czy Droga krzyżowa, ale każdy z mieszkańców zna podstawowe modlitwy, które są troszeczkę zmienione ze względu na specyfikę języka i kultury mieszkańców Arktyki. Niemniej wszystkie modlitwy wychwalają Boga ponad wszystko!

Prócz świąt mieszkańcy spotykają się na wspólnych modlitwach, lekturze Biblii oraz śpiewaniu pieśni w każdą niedzielę. Ewangelia jest tu czytana i rozumiana w bardzo prosty sposób, choć zawsze z wielkim szacunkiem. Zapytałam jedną z nauczycielek ze szkoły, w której uczę, Inuitkę, o to, jak rozumieją oni przypowieści ewangeliczne, w których pojawiają się odwołania do winnic, do łuskania kłosów w szabat itp., skoro nie mają do czynienia z takimi roślinami. Nie wiedziała, o czym mówię, nigdy nie zwróciła na nie uwagi. Najważniejsze dla Inuity w jego relacji z Bogiem jest to, że wszystko Mu zawdzięcza.

Czasami, siedząc w tylnej części kościoła, przyglądam się moim współmieszkańcom. Zadziwia mnie ich wrażliwość na Boga i jego działanie. Niektórzy z nich nie potrafią ani pisać, ani czytać, ale ich modlitwa pełna jest wielkiej pasji. Od momentu, kiedy przybyłam do Arktyki, czyli od 2008 r., zastanawiałam się, dlaczego tak jest. I zaczęłam rozumieć. Inuici powierzają Bogu wszystko, co robią. Jest tak zarówno podczas polowań, jak i zwyczajnych wypadów na łono natury, gdzie otoczeni są dzikimi mieszkańcami tej krainy. Nie brakuje tu bowiem niedźwiedzi polarnych oraz wilków, które są znacznie większe od tych zamieszkujących południową część Kanady. Na morzu podczas połowu ryb czy polowania na wieloryby łatwo o wywrotkę, a temperatura wody jest bardzo niska. A to Bóg stworzył zwierzęta i ocean pełen ryb i wielorybów. Za udany połów czy polowanie Inuici zawsze więc dziękują Bogu i dzielą się zdobyczą z całą osadą. Często słyszę, jak rodzice mówią swoim dzieciom: „Pamiętaj, Jezus Cię kocha i chroni. Zawsze jest z tobą”.

Kiedy mieszkałam na Ziemi Baffina w Pond Inlet miałam okazję podróżować psim zaprzęgiem. Dla mnie, osoby która dorastała w średniej wielkości polskim miasteczku, a studiowała w Krakowie było to coś absolutnie niezwykłego. Podczas tej przejażdżki doświadczyłam ciszy, jakiej nie można spotkać chyba nigdzie poza Arktyką; ciszy, która niemal nakazuje ci wsłuchać się we własne myśli. Wyobraź sobie, że wokół ciebie nie ma zupełnie niczego poza śniegiem i lodem, nie ma jakiegokolwiek owada czy ptaka, który wydawałby choćby najcichszy nawet dźwięk. Absolutna, wszechogarniająca cisza. Gdy znajdujesz się daleko od osady, słyszysz jedynie psi tupot na śniegu. Nic więcej. W takiej sytuacji naturalnie przychodzi skupienie i modlitwa.

Mieszkanie i uczenie w tej części świata jest dla mnie przygodą życia. Dla mnie Arktyka to nie śnieżna pustynia, ale przepiękna kraina, bez względu na porę roku. Najpiękniejsi są tu jednak ludzie. Nigdy, nawet przez moment, nie przypuszczałam, że znajdę się w jednym z najzimniejszych zakątków świata i poznam tu bardzo ciepłych ludzi, którzy pomagają mi w każdej sytuacji. Inuici potrafią bowiem oddać drugiej osobie ostatnią koszulę, a gość w ich domu jest zawsze nakarmiony, nawet jeśli nie jest głodny.


więcej tekstów autora
Polecamy

partnerzy