Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Biblia zmieniła moje życie
  • 5 listopada 2015
  • komentarzy
  • 618 wyświetleń
  • lubi to!

Czy daliście Mi jeść? Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie?

Dominika Rogalska-Minka

Viera Dubacova jest Słowaczką. Jest radną w Bańskiej Bystrzycy w środkowej Słowacji, założycielką teratru Divadlo, w którym już od dziesięciu lat pracuje z osobami upośledzonymi umysłowo. Jest oblatką klasztoru benedyktynów w Samporze na Słowacji, aktywistką. Od września 2015 r. nieustannie pomaga uchodźcom i będzie to robila dopóki będzie taka potrzeba.

Swoją przygodę rozpoczęła na serbsko-węgierskiej granicy Horgoš – Röszke, tuż przed jej zamknięciem drutem kolczastym na rozkaz premiera Węgier Victora Orbana. Po węgierskiej stronie policjanci, dość licznie zgrupowani, dokładnie o północy zamknęli przejście i tym samym zablokowali jakikolwiek niekontrolowany dostęp uchodźców na teren Węgier. Doszło wtedy do drastycznego rozdzielenia wielu rodzin – w wielu przypadkach część osób zdążyła na czas przejść na drugą stronę, a reszta została po drugiej.

W pamięci utkwiły jej szczególnie dwie sytuacje.

1. Syryjski chłopiec trzymał na rękach swoją – może 3 letnią – siostrę. Poszedł z nią pomóc jej załatwić potrzebę fizjologiczną. Ich rodzice szli z przodu z jeszcze jednym dzieckiem i torbami. Węgrzy tuż za nimi naciągnęli drut kolczasty. Rodzice zostali w brutalny sposób zmuszeni do wejścia do autobusu, który zaraz odjechał. Ten chłopczyk wraz z siostrą zostali po drugiej stronie,  za drutem kolczastym. Policjanci, pomimo prośby dziecka i wolontariusza, stali nieugięci i pokazali im kierunek do innego przejścia oddalonego o 1 kilometr. Nie wiadomo, czy te dzieci kiedykolwiek odnajdą swoich rodziców, może skończą w serbskim domu dziecka.

2. To samo przejście graniczne. 80 letni syryjski profesor idący, a raczej człapiący ostatkiem sił, w asyście dwóch wnuczków. Nie zdążyli przekroczyć granicy przed jej zamknięciem. Czy ten starszy człowiek miał siły dojść do najbliższego otwartego przejścia? Jeśli nie, to co stało się z chłopcami? Czy odnaleźli rodziców?

Te dwie sytuacje nie pozwoliły Vierze na bierność. Wróciła od razu na Słowację i zaczęła organizować pomoc. Zbierała pieniądze na benzynę, na wodę i jedzenie oraz ciepłą odzież, buty, skarpetki, pieluchy dla niemowląt.W zależności od tego, gdzie była potrzebna pomoc, tam jeździła, zbierając wokoł siebie kolejnych wolontariuszy.

Do 17 października spędziła 2 tygodnie na węgierskiej stacji kolejowej w miasteczku Hegyeshalom (27 km od Bratysławy), gdzie pod patronatem międzynarodowej organizacji Migration Aid udzielała pomocy ludziom przyjeżdżającym tam z Chorwacji. Codziennie przyjeżdżało od 3 do 4 pociągów po 1500 ludzi, a następnie musieli oni przejść pieszo 5 km na austriacką stronę, gdzie czekały na nich autobusy, mające ich przewieźć do obozów dla uchodźców. Pociągi te były prawdopodobnie celowo nieogrzewane a podróż z Chorwacji trwała 15 do 20 godzin. Większość ludzi była przemarznięta a dzieci i niemowlęta w szczególności. Mało kto miał ciepłe ubranie, wiele dzieci było bosych, gdyż ich buty po wielotygodniowym marszu po prostu się rozpadły. Najgorzej było w czasie deszczu – Węgrzy nie pozwolili udzielać pomocy pod rampą. Wszyscy musieli stać w strugach deszczu…

Pomoc polegała głównie na podaniu ciepłej herbaty, ciepłych posiłków ugotowanych przez innych wolontariuszy, odzianiu dorosłych i dzieci w suche ubrania. Oprócz słowackich wolontariuszy byli tam także czescy i szwajcarscy.

Bardzo często była udzielana pomoc medyczna. Z Vierką codziennie przez 2 tygodnie, po skończeniu swojej płatnej pracy w szpitalu, jeździło dwóch sanitariuszy, którzy pomogli uratować niejedno życie. Dużo ludzi było przemarzniętych, niemowlęta na skraju wyczerpania, dzieci ze świerzbem. Dzięki wolontariuszom nikt nie zginął. Trzeba dodać, że nie było tam żadnych lekarzy z Węgier czy z Austrii.

Większość pociągów przyjeżdżała w nocy, około 1.00 i te rzesze ludzi, małych dzieci, były zmuszane do marszu w kierunku autobusów, bez względu na aurę. Władze węgierskie nie udzielały żadnej pomocy oprócz dostarczenia pociągów.

Większość uchodźców była bardzo wdzięczna za jakąkolwiek pomoc. Jedzenie było wegetariańskie, głównie ryż, soczewica, gotowana marchewka. Dla wielu z nich był to pierwszy posiłek od paru dni. Niestety, nie zawsze mieli dość jedzenia dla wzystkich. Gdy Viera zebrała 600 euro od znajomych, zakupiła za to prowiant dla 1500 ludzi. Codziennie trzeba było mierzyć się z inną sytuacją.

Po definitywnym zamknięciu węgierskich granic przez Orbana uchodźccy zostali skierowani na nową trasę przez Słowenię. Sytuacja tam jest obecnie bardzo trudna. Viera i inni uchodźcy znajdują się obecnie na przejściu serbsko-chorwackim w Bapske. Ich rola polega na koordynowaniu trasy do przejściowego obozu w Opatovac, skąd uchodźcy przewożeni są na granicę ze Słowenią. Wolontariusze pracują na zmiany, ale jest ich zbyt mało, żeby opanować taką rzeszę ludzi i bardzo potrzebują pomoc. Dużo wolontariuszy przyjeżdża na 4 do 5 dni.

We wtorek 20.10 w nocy napisali oni list do władz europejskich błagający o pomoc, gdyż sytuacja jest coraz gorsza wraz ze zbliżającą się zimą. http://www.europeact.eu/

Ludzie śpią często pod gołym niebem, w błocie, dorośli, dzieci. Wolontariusze muszą uspokajać ludzi czekających na przyjazd autobusów, żeby nikt nie został stratowany. Najgorzej jest, kiedy pada deszcz. Ludzie stoją wówczas w w deszczu, a brakuje im płaszczy przeciwdeszczowych.

Viera powiedziała mi, że wielu Syryjczyków na pytanie, dlaczego chcą iść do Niemiec, odpowiedziało, że dlatego, iż tam mają rodziny. Ale nie tylko. Dla nich Niemcy to ogólna nazwa wszystkich zachodnich państw europejskich, takich jak Holandia, Szwecja, Norwegia, Belgia, Francja.

Viera nie ocenia nikogo tylko pomaga, bo inaczej się nie da. Trudno jest jej tylko zrozumieć, dlaczego tak wielu chrześcijan nie umie popatrzeć na uchodźców jak na ludzi, tylko bierze ich za jakąś bezosobową masę, o której się czyta, której losy się śledzi, ogląda w TV. Ona znalazłą tam konkretnych ludzi, rodziny, dzieci, starych ludzi, kobiety i mężczyzn, którzy potrzebują pomocy. Nie pyta się ich o wyznanie, tylko ubiera, karmi i rozmawia z nimi. Bo Jezus, może każdego z nas się kiedyś zapytać:

 

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie?

 


więcej tekstów autora
Polecamy

Rekolekcje

Redakcja

Zdawać się na sny?

Ks. Jacek Jurczyński SDB

Tu zaczyna się historia

Anna Świderkówna

partnerzy